Google jest niekwestionowanym liderem, jeśli chodzi o ilość zdobytych tytułów aplikacji tygodnia w HelpMac.pl. Jak już wspomniałem nie raz, programy tego giganta są zarówno bardzo funkcjonalne, jak i niezwykle ładne. Wskazuje to, iż w Google pracują wcale nie gorsi graficy, jak i w Apple. Tak jest i tym razem, gdy Google udowadnia, że pakiet biurowy, wcale nie musi kosztować kilkudziesięciu dolarów, jak to się wydawało jeszcze do niedawna. Wydany za darmo QuickOffice, to narzędzie, które bardzo ułatwia pracę na dokumentach w iPhone. I dlatego zyskuje miano aplikacji tygodnia.

 QuickOffice

Gdyby podliczyć ile pieniędzy wydałem w AppStore, to z pewnością, dużym procentem tej sumy, były by koszty, jaką przeznaczyłem na pakiety biurowe. W związku z tym, że pracuję bardzo wiele na dokumentach, prezentacjach oraz arkuszach kalkulacyjnych i często musiałem dokonywać w nich poprawek, także poza domem, zależało mi na tym, aby mieć pod ręką jak najlepszy pakiet biurowy. A nie zaliczył się do nich nawet iWork, który jeszcze kilka miesięcy temu, nie oferował pełnej zgodności z komputerową wersją. Na szczęście po premierze iOS7, Apple poprawiło ten błąd, ale Google znów było szybsze. I wydało QuickOffice, który nie dość, że dostępne jest za darmo dla wszystkich (a nie tylko nowych użytkowników), to oferuje kilka przydatnych podczas pracy na iPhone opcji.

Kilkukrotnie zdarzało mi się tworzyć na iPhone dokumenty. Gdy próbowałem robić to z poziomu aplikacji Pages, problemem był, brak dostosowywania ekranu, do rozmiaru strony. Tym samym jeśli pisałem dłuższy tekst, linijka nie mieściła się na ekranie i konieczne było ciągłe przewijanie strony. To bardzo irytujące, zwłaszcza gdy chce się szybko podglądnąć wcześniejszy tekst. Wiem, że uniemożliwia to proste dostosowanie linijek do formatu A4, ale to nie jest zawsze najważniejsze  Google o tym pomyślało i wprowadziło prostą opcję, umożliwiającą zawijanie linijek do ekranu.

Oczywiście edytor tekstu na iPhone, nie powala funkcjonalnością, ale zawiera zestaw podstawowych narzędzi. Można zarówno zmieniać położenie tekstu, tworzyć listy, czy dostosowywać rozmiar i format czcionki, jaką używamy.

Arkuszowi kalkulacyjnemu także nic nie brakuje. Chociaż nigdy nie zdarzyło mi się tworzyć w nim zawartości od 0 do 100%, to wielokrotnie rozszerzałem stworzone na komputerze pliki, o dodatkowe informacje. Zgodność z Excelem została dopracowana wyśmienicie, zarówno w kwestii otwieranych plików, jak i komend podawanych w komórkach. To ważne, bo nauka nowych, specjalnie dla programu mobilnego, była by raczej pozbawiona sensu.

QuickOffice2

Najwięcej zastrzeżeń mogę mieć do programu do prezentacji, bo jego funkcjonalność jest najbardziej ograniczona. W tym miejscu muszę wspomnieć, że ja w swojej pracy, bazuję już niemal wyłącznie na OSX i Keynote, który jest naprawdę mistrzowskim narzędziem. Gdy dla testów, tworzyłem prezentacje w aplikacji Google, przyznam, że zaskoczyło mnie to, jak proste to zadanie. Jeśli mamy prostą prezentację do wykonania, w której nie potrzebne będą skomplikowane animacje, albo zawijania strony, to w mobilnym QuickOffice stworzenie jej będzie z pewnością najszybsze. Gorzej jeśli zapragniemy nieco uatrakcyjnić prezentację, ciekawym przejściem ;-).

Ważną cechą mobilnego QuickOffice jest pełna integracja zarówno z chmurą Google, jak i iPhone. Jeśli chcemy zapisać plik, możemy to zrobić lokalnie na dysku urządzenia, lub też w usłudze Drive. Programiści z Mountain View wbudowali w swój pakiet biurowy wsparcie dla technologii Google Cloud Print, dzięki której można drukować dokumenty, za pomocą lokalnych drukarek. Pliki stworzone przy pomocy tego narzędzia można też wyeksportować do innych aplikacji w iPhone i w nich edytować. Co więcej, gotowy efekt można nawet zapisać w PDF i przechowywać w iBooks. Oczywiście do QuickOffice można przenosić dokumenty z aplikacji Dropbox.

Kończąc, chciałbym zachęcić Was do samodzielnego pobrania i odkrywania zalet w tej aplikacji. Z pewnością znajdziecie ich bardzo Wiele. A ekipie Google, gratuluję sukcesów w tworzeniu aplikacji dla iOS. Oby tak dalej, bo póki co idzie Wam to lepiej niż nawet Apple 🙂

PS. Przygotowując tę recenzję skupiłem się na wersji dla iPhone, gdyż ta dla iPada, do niedawna nie była jeszcze dostępna. Postanawiam się zatem skupić na niej w najbliższych tygodniach i także ją ocenić. Obie wersje są dostępne za darmo, zatem warto je sprawdzić samodzielnie.