surething

Swoją przygodę z SureThing zacząłem od artykułu, w którym opisałem mój niepokój o to, jak bardzo jesteśmy dziś inwigilowani. Posłużyłem się przykładem stałego informowania Google o położeniu smartfone… a więc i, większości wypadków, nas samych. Obserwując niezwykle rozwijający się świat IT, zauważam, że właśnie teraz upada kolejna bariera, związana z naszą prywatnością. Wszyscy wielcy giganci, zaczynają nas nieustannie podsłuchiwać…. oczywiście robiąc to dla naszej wygody.

To, w jak bardzo zakręconym świecie żyję, uświadamiam sobie za każdym razem gdy wyjdę z pokoju w akademiku. Nieustannie wpatrzone są we mnie dwie kamery, znajdujące się na obu końcach korytarza. Później inne śledzą każdy mój krok, aż do momentu gdy opuszczę ten budynek. Wtedy, już może bardziej dyskretnie, obserwuje mnie miejski monitoring, a na uczelni czy w galeriach handlowych, zbiór kolejnych rejestratorów. Wiele z tych nagrań, wysyłanych jest za pomocą internetu, co powoduje, że bardzo łatwo jest je przechwycić i zgromadzić na tajnych serwerach. I chociaż zawsze powtarzam, że współczuję każdemu kto miałby mnie śledzić, bo moje życie jest koszmarnie nudne, to gdy uświadamiam sobie, że do tych setek nagrań, wkrótce może dołączyć mój głos i to rejestrowany wprost z mojej kieszeni, albo biurka, zaczynam się coraz bardziej niepokoić.

Wszystko za sprawą usług takich jak „OK Google”, które polegają na automatycznym uruchomieniu wyszukiwarki za każdym razem gdy wymówię zacytowaną przeze mnie frazę. Zaraz po tym mogę zadać głosowo pytanie, na które odpowiedź szybko postarają się znaleźć algorytmy Google. Dzięki temu nie muszę już nawet dotykać smartfona, czy tabletu aby uzyskać odpowiedź na dowolne zagadnienie, jakie tylko wpadnie mi do głowy. Tym samym jeszcze łatwiej będzie skorzystać z pomocy i zdobyć informacje na wiele tematów. Dla osób, które płynnie posługują się jednym z języków wspieranych przez tę usługę (polski jeszcze się do nich nie zalicza), może to być niedługo główny sposób korzystania z wyszukiwarki. Dlatego jestem przekonany, że przyjmie się to bardzo szybko i już za kilka miesięcy wiele urządzeń, będzie aktywnie korzystać z tego narzędzia.

I choć to z pozoru oczywiste, to warto uświadomić sobie, że do poprawnego działania tej usługi, wymagane jest, aby mikrofon w urządzeniu stale rejestrował nasz głos. Smartfon, tablet czy komputer, na którym ta opcja jest zainstalowana, musi stale nas słuchać, aby wyłapać moment, w którym wypowiemy magiczną frazę „OK Google”, aktywującą głosowego asystenta Google Now. Wiem, że ta usługa nie wysyła wszystkich nagrań do sieci, bo zużywałoby to bardzo szybko baterię i pakiet internetu w smartfonie. W sferze globalnej mocno obciążyłoby mobilne łącza, bo taka ilość nagrań wysyłanych nieustannie do sieci przez miliony smartfonów, przeciążyłaby infrastrukturę większości operatorów. Czy zatem naprawdę jest się czym martwić?

Zjawisko podsłuchiwania innych, nagrywania prywatnych rozmów, jest znane ludzkości już od kilkudziesięciu lat. To dzięki niemu, większość służb, zdobywała i zdobywa poufne informacje, które nierzadko zmieniają losy świata. Już od dawna miniaturyzacja, pozwala tworzyć aparaty szpiegowskie tak małe, że trudno zauważyć, kto w ogóle z nich korzysta. Tym samym wiem, że gdybym znalazł się na celowniku „tajniaków” z dowolnej części świata, to nawet całkowita rezygnacja z urządzeń elektronicznych, nie dałaby mi pełnej gwarancji prywatności. Wiem jednak, że do tego konieczny byłby bardziej „fizyczny” kontakt ze mną. Trzeba będzie mi tę pluskwę jakoś inteligentnie podrzucić, albo umieścić w czymś co zawsze mam przy sobie. To uniemożliwia stosowanie tego na szeroką skalę. Natomiast smartfon, w którym sam aktywuję usługę, nagrywającą mnie i to w dodatku umieszczony w takim miejscu, z którego dobrze słychać będzie moje „ok Google”, dużo łatwiej nadaje się do szpiegowania wszystkich.

Bo choć Google nie zbiera wszystkich moich rozmów, to kto zagwarantuje mi, że poza użytecznym „ok Google”, nie ma zdefiniowanych innych fraz kluczowych (np. drags, bomb, terror), które rozpoczną dyskretne wysyłanie danych go giganta? Google już nie raz uginało się pod naciskami NSA i nie wierzę, że już tego nie robi. Kto wie, czy nie są wysyłane także próbki mojego głosu, które okażą się wystarczające, do zidentyfikowania mnie, nawet gdy zadzwonię z innej komórki i z innego numeru? Nie jestem terrorystą, nie planuję ataków i nie łamię prawa. Pomimo tego czuję niepokój.

Nawet jeśli nie boję się amerykańskich służb (bo nic im nie zawiniłem) to aktywny mikrofon, może być chętnym kąskiem dla przestępców. Wszystkie popularne systemy operacyjne, są dziś dziurawe jak sito, co udowadnia groźna luka odkryta w iOS. O systemach takich jak Windows, Android czy OS X nawet nie wspomnę. Stale aktywny mikrofon sprawi, że dużo łatwiej będzie inwigilować nasz głos, rejestrując po prostu to co nadsłuchuje Google. Trudniej będzie także wykryć to aplikacjom antywirusowym, bo łatwo można też podszyć się pod aplikację giganta i wysyłać wszystkie prywatne nagrania, w nieznane ręce. A później można szantażować osoby, które udało się nagrać w nieodpowiednich dla nich momentach. W dodatku XXI wiek, z pewnością będzie tym, w którym jeszcze aktywniejszy będzie wywiad gospodarczy. Już dziś takie tajne informacje o kondycji spółek są bardzo drogie na czarnym rynku, bo często pozwalają zarobić lub zaoszczędzić miliony dolarów. I co będzie, gdy właśnie dzięki takim podsłuchom hakerzy i agenci, zaczną inwigilować dyrektorów i ważnych pracowników prywatnych firm?

I od dziwo Google nie jest jedyne we wprowadzeniu takich innowacji. Apple też udostępnia opcję głosowej aktywacji Siri, gdy tylko iPhone jest na ładowaniu. A kilka dni temu nawet Amazon zaprezentował inteligentny głośnik, który na podobnej zasadzie nadsłuchuje wszystkie odgłosy i po wypowiedzeniu jego nazwy, aktywuje asystenta głosowego. Takie urządzenie aż skłania do tego, by mieć go w zasięgu głosu. Na prezentującym go filmie widać, że proponowaną lokalizacją jest nawet sypialnia, bo może być on także inteligentnym budzikiem, który od samego przebudzenia, będzie służył nam swoimi informacjami.

Takich urządzeń będzie z pewnością więcej, bo są one użyteczne. A to sprawi, podobnie jak funkcja zdalnego odszukiwania smartfona, że wiele osób będzie, dla tej wygody, gotowym, zrezygnować z kolejnego stopnia prywatności. I to z pewnością nie koniec. Świat IT nieustannie się rozwija i producenci, aby zarobić od nas nowe dolary, coraz częściej usiłują zdominować obszary, w których dotąd radziliśmy sobie bez technologii. A to musi odbić się na naszej prywatności. I jest to piękne i przerażające zarazem…

Druga połowa tego dziesięciolecia musi nauczyć nas nowego podejścia do prywatności. Musimy nauczyć rozróżniać informacje jakie przekazujemy i rozdzielić te zwykłe od tych poufnych. Może okazać się, że stare Nokie, jakie często jeszcze leżą w naszych szufladach, przeżyją jeszcze swój renesans? Z drugiej strony, trzeba przyzwyczaić się, że sieć będzie wiedzieć o nas wszystko. I tego już raczej nie da się zatrzymać.