surething

Przywykliśmy już do szpiegowania nas przez amerykańskich agentów. Informacje, że zachodni giganci przekazują nasze prywatne dane instytucjom USA, praktycznie nie wzbudzają już sensacji. Być może jest to spowodowane powszechnością tego zjawiska, lub tym, że Stany Zjednoczone uzasadniają szpiegostwo walką z terroryzmem. Zupełnie inną reakcję wywołują jednak przecieki o inwigilacji nas przez Rosjan czy Chińczyków. Czy jednak naprawdę należy się tego bać?

 Internet okazał się być idealnym narzędziem do inwigilacji setek milionów ludzi. Z roku na rok spędzamy w nim więcej czasu, rośnie liczba danych, które przechowujemy na zlokalizowanych poza naszymi domami serwerach, zostawiamy po sobie w sieci coraz więcej śladów, które mogą posłużyć jako niezbite dowody w różnorakich śledztwach. Trudno dziwić się, że  zainteresowały się tym różnorakie służby. Metod na wykorzystywanie tych danych jest wiele i zaczynają się one od występowania do sądu o nakaz przekazania odpowiednim instytucjom materiałów, a kończą się na permanentnej inwigilacji wszystkich, niezależnie od tego, czy jesteśmy przestępcami, czy też nie. Niestety, ta druga metoda staje się coraz powszechniejsza, bo znacząco skraca czas działania służb i pozwala im interweniować przed, a nie dopiero po przestępstwie. Takie są przynajmniej oficjalne tłumaczenia.

Amerykańscy agenci szybko zrozumieli, że warto wykorzystać potencjał potężnych przedsiębiorstw działających na ich rynku. Korzystają z nich ludzie na całym świecie, niezależnie od tego w jakim kraju się znajdują. Centra decyzyjne i zwykle serwery zlokalizowane są w USA, a to pozwala w bardzo prosty sposób pozyskać dane z całego świata, nie opuszczając własnego państwa i nie angażując się w działania międzynarodowe. Ta polityka przyczyniła się do tego, że dane setek milionów ludzi na całym świecie stały się łatwo dostępne dla instytucji zza oceanu i pomogło… (i wciąż pomaga) zbierać informacje z całego świata i odpowiednio na nie reagować.

 W zdecydowanie gorszej sytuacji znaleźli się obywatele wszystkich obcych dla USA państw. Nie dość, że są pod obserwacją Amerykanów, to w dodatku mają zdecydowanie mniej narzędzi, które mogłyby służyć jako broń odwetowa, zbierająca dane o tym co dzieje się w Stanach Zjednoczonych. Nie oznacza to jednak, że wywiady innych państw poddały się NSA bez walki. Informacje o rosyjskich pluskwach umieszczonych w antywirusach Kasperskiego, chińskich w Baidu czy czeskich w Avaście, najprawdopodobniej są jedynie wierzchołkiem góry lodowej, której ogromu zapewne długo jeszcze nie poznamy. Potwierdza to jednak szeroką skalę inwigilacji i trzeba się przyzwyczaić, że nasze dane były i są przekazywane agencją z całego świata. Także po to by amerykanie nie mieli na nie monopolu.

Lokalne wywiady mogą chcieć wykorzystać krajowych programistów i wspierając ich działa, przekonywać do umieszczania w nich pluskw. Dla twórców oprogramowania może być to dobra okazja na pozyskanie środków na rozwój programu, a dla agentów łatwa metoda na zdobycie informacji o całym świecie. Z pewnością zdecydowanie łatwiej jest przekonać do współpracy lokalnych deweloperów oraz zachować nad nimi kontrolę, niż gdy werbuje się do współpracy ludzi z obcych państw.

 Myśląc o inwigilacji w internecie, zawsze trzeba uświadomić sobie skalę tego zjawiska. Antywirus Kasperskiego zainstalowany jest na milionach komputerów rozlokowanych na całym świecie. Jeśli informacje o szpiegowaniu przez niego są prawdziwe, to ilość zebranych przez niego informacji jest naprawdę ogromna. Należy więc samodzielnie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jesteśmy ludźmi na tyle interesującymi, by zwrócić uwagę wschodniego wywiadu? Zwłaszcza gdy jesteśmy tylko jednym z milionów rekordów w ich bazach? To pytanie padało już wielokrotnie przy publikacjach dotyczących amerykańskich szpiegów, a dziś warto zadać je sobie, myśląc o rosyjskiej czy też chińskiej inwigilacji.

 Nadszedł czas, by przywyknąć do takich szpiegowaniu ze strony różnych państw i nauczyć się z tym żyć. Wojna wywiadów nieustannie trwa, żaden z nich nie chce pozostać w tyle, a Amerykanie rozpoczynając globalną inwigilację, zmusili przeciwników do podobnych działań. Pytanie tylko, czy obserwacja ze strony Rosjan czy Chińczyków, jest bardziej groźna niż ta z USA pozostanie zapewne bez odpowiedzi.

 A co jeśli chce się pozostać prawdziwe anonimowym? Po informacjach po backdoorach w programach szyfrujących, chyba pozostaje polecić po prostu odłączyć się od Internetu.