16 września 2012 roku, na łamach HelpMac.pl opublikowałem artykuł, w którym zapowiedziałem rozstanie się z Androidem. Brak aktualizacji i wszechobecny bałagan, skłoniły mnie do pożegnania się z tą platformą. Mimo wielkich zamiarów, udało mi się to w niewielkim stopniu, gdyż „zielony robocik” po nieudanej przygodzie z jailbreakiem, praktycznie zawsze był w jakimś z urządzeń, z których korzystam. Co ważne jednak, nigdy nie udało mu się, wyprzeć iPhone z moich kieszeni. A to właśnie iPhone jest tym narzędziem, które z czystym sumieniem, mogę nazwać najważniejszym jakiego używam. Aż do tego tygodnia, w którym intensywnie testowałem Xperię Z1. Aby sprawdzić, czy jestem w stanie żyć bez telefonu Apple, postanowiłem na te kilka dni zostawić go w domu i „skazać się” wyłącznie na Androida.

Dobre złego początki

processorNie ukrywam, że Xperia Z1, to smartphone, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Doceniam w nim to, iż pod wieloma względami wyprzedza iPhone. Ma większy ekran, zdecydowanie lepszy aparat, no i jest w pełni wodoodporny. Sony, tak jak obecnie większość producentów smartphone, wyposażyło go w Androida, oczywiście udoskonalając go o własną nakładkę i zestaw autorskich aplikacji. W specyfikacji, wszystko wygląda wyśmienicie. Procesor czterordzeniowy, o zegarze taktowanym 2,3 GHz wspierany aż 2GB pamięci RAM, nie ma przecież prawa przycinać, nawet na tak niezoptymalizowanym systemie, jakim jest Android. Dysk zawsze można poszerzyć korzystając ze slotu na MicroSD, a aparat z optyką 20,7 MPx, po prostu musi być rewelacyjny.

To nastawienie, z którym naprawdę podszedłem do tych testów. Od ponad roku związany ze smartphone Apple, od dwóch lat z ekosystemem tej firmy, nie porzuciłbym tego wszystkiego dla telefonu, który nie byłby prawdziwym rywalem dla produktu z Cupertino. Niestety przesiadka z iPhone 5 nie była łatwa, bo pierwszym problemem okazał się być inny format obsługiwanych kart SIM. Tutaj zupełnie szczerze, winą obarczam Apple, bo uznaję, że nowe karty NanoSIM, to tylko niepotrzebne utrudnianie życia użytkownikom i marketingowe przywiązywanie ich do własnej platformy. Gdy to się w końcu udało (o dziwo wystarczył adapter z nano na microSIM), mogłem zabrać się za testowanie tego telefonu.

Tydzień z Xperią i… Androidem.

Android_robotProblemy z otwartym systemem,  zaczęły się już przy konfiguracji poczty. Tą, którą mamy na Gmailu, najlepiej podpiąć pod domyślną aplikację Google, stworzoną wyłącznie do tej skrzynki. Jeśli natomiast, przechowujemy pocztę także na innych serwerach, trzeba się posługiwać niezależnym programem pocztowym. Nie ma na ten temat żadnej informacji i jeśli omyłkowo podłączymy się do tych dwóch miejsc jednym kontem, o każdej wiadomości będziemy informowani 2 razy. Dodatkowo aplikacja Gmail obsługuję pocztę Push, a standardowy klient pocztowy synchronizuje się z chmurą co 5 minut.

Jako iż ciężko mi żyć bez muzyki, a dysk iPodzie Shuffle nie zawsze jest wystarczający, postanowiłem przerzucić część piosenek na dysk Xperii. Jako, iż nie jest to iOS i nie mam dostępu do iTunes Match musiałem wspomóc się kablem. Sony poszedł w ślady Apple i aby móc obsługiwać telefon z poziomu komputera, konieczne jest zainstalowanie dodatkowego oprogramowania. Co ważne, ten jeden programik, można pobrać z wydzielonej na urządzeniu partycji, która pojawia się na komputerze niemal natychmiast po podłączeniu kabla. Niestety zlokalizowano tam jedynie wersję dla Windows, a odpowiedni program dla OS X należy pobrać z sieci. To dokładnie ten sam program, który opisywałem recenzując Xperię E Dual, zatem tutaj wspomnę jedynie, iż umożliwia on prostą synchronizacje muzyki oraz multimedia z iTunes. Jest to ciekawe narzędzie, którego brakuje w przypadku innych telefonów. Zatem sam proces konfiguracji oceniam, jak najbardziej pozytywnie i oczekiwałbym, że inni producenci także będą się na nim wzorować.

Niestety nie zawsze jest tak zielono. Nie wiem, co jest przyczyną tego problemu, bo Sony Bridge for Mac, umożliwia synchronizację podcastów z komputera, co oczywiście zrobiłem. Niestety pomimo wielu starań nie mogłem się do nich dostać z poziomu telefonu. Ani wykorzystując domyślną aplikację muzyczną (o sentymentalnej nazwie Walkman), ani też jej odpowiedniki z Google Play. Próbowałem wspomóc się nawet menadżerem plików, ale nawet on nie był w stanie skłonić Xperii do otwarcia pliku MP4.

Xperia
fot. Materiały prasowe Sony

Nie oznacza to jednak, iż powrót do Androida, wiązał się tylko z problemami. W tym systemie jest wiele rzeczy, które bardzo cenię i których bardzo brakuje mi w iOS. Na pewno jedną z nich jest klawiatura Swype. Wprowadzanie w niej tekstu, ogranicza się jedynie do przesuwania palca po poszczególnych literach. Oprogramowanie, analizując zmiany kierunku ruchu, samo odnajduje wyrazy jakie chcemy wpisać. W obecnej wersji jest już niemal bezbłędne. Przydaje się to szczególnie, gdy chce się wpisać długi wyraz, albo taki zawierający wiele polskich znaków. Program wyręczy nas od długotrwałego klikania w klawisze i męczącego wyszukiwania odpowiednich „ogonków” w narodowych literach. Drugim takim elementem są widgety, które nie tylko uatrakcyjniają pulpit. Ze względu na ich interaktywne elementy, mogą zawierać informacje generowane przez poszczególne programy. Tym samym ja ustawiłem sobie informację o bieżących zadaniach w Wunderlist czy informacje o nadchodzących wydarzeniach z kalendarza. Oczywiście nie mogło zabraknąć też dużego zegara oraz mniejszych prezentujących czas w różnych miejscach świata.

To oczywiście nie koniec zalet otwartego świata Androida. Za pomocą Google Play mogłem zainstalować uTorrenta i wyłącznie za pomocą smartphone przez noc ściągnąć wszystkie najnowsze modyfikacje Ubuntu. Możliwe jest oczywiście pobranie menadżera plików i swobodne przerzucanie takich treści na karty pamięci. Co więcej na takim nośniku można umieścić filmy i swobodnie oglądać je na 5 calowym ekranie urządzenia. Prosta i co ważne tania przejściówka pozwoli także wpiąć  do niego pendrive! Pięknie prawda?

Takich zalet mógłbym jeszcze wymieniać wiele. Otwarty system ma elementy, których zapewne nigdy nie doczeka się iOS. Pomimo tego z przyjemnością wracam do platformy Apple. Po pierwsze dlatego, że panuje na niej dużo większy porządek. Nie ma w niej rozdzielenia na pulpit i programy. Jeśli usunę program z głównego ekranu, to oznacza, że zostaje on usunięty z całego urządzenia. U Zielonego Robocika tak nie jest i na pulpicie umieszczany jedynie odnośniki do programów, a jeśli chcemy usunąć je bezpowrotnie, konieczne jest wybranie opcji deinstalacji aplikacji. Brakuje też wbudowanej wyszukiwarki, która tak jak Spotlight najpierw przeszuka zawartość urządzenia, a dopiero potem zasoby internetu. Bardzo nie podoba mi się też rozdzielenie skrzynek pocztowych na te od Google i całą resztę. 

microsd
fot. Wikipedia

Muszę też, kolejny raz wspomnieć o samych kartach pamięci. Chociaż Android już od kilku wersji, potrafi poprawnie je obsługiwać, przenosząc dane programów na wymienny nośnik, to producenci stale to utrudniają. Sony, podobnie jak wielu konkurentów, oddzielił partycję systemową od reszty narzędzi. Tym samym telefon myśli, że wbudowana 16GB pamięć to karta SD i na nią przerzuca swoje informacje. Prawdziwy taki nośnik, jest zatem wykorzystywany w bardzo niewielkim stopniu. Uniemożliwia to racjonalne wykorzystanie przestrzeni w tych dwóch lokalizacjach.

Warto też powiedzieć kilka słów o samym Google Play. Market ten zawiera już podobną ilość aplikacji jak AppStore. Jeśli jednak chodzi o jakość samych programów, to AppStore kładzie swojego konkurenta na łopatki. Top 100 to wciąż takie pozycje jak „Dźwięk śmieszne pierdnięcie” czy „Zgniatacz mrówek”. Dobrych programów do edycji fotografii, video, notatników online czy prasy komputerowej trudno tu szukać. To może być powód, dla którego użytkownicy iOS częściej wykorzystują swoje smartphone, niż Ci posiadający Androida. Sama wyszukiwarka jest bardzo mało inteligentna. Dla przykładu jeśli wpiszemy w niej frazę „GTA” pojawi się nam długa lista tapet na telefon, ale samej gry nie znajdziemy. Aby ją odnaleźć konieczne jest wpisanie całej frazy „Grand The Auto”.

Coś podobnego panuje w Google Play (fot. Wikipedia)

Witajcie ponownie! Z iOS!

Mam nadzieję, że ta i moje poprzednie przygody z Androidem, pokazały Wam, że „złota klatka”, w której zamyka nas Apple, to nie tylko ochrona od zagrożeń czy innych śmieci. To także piękny dom, w którym wszystko jest na swoim miejscu i nawet takie rewolucyjne zmiany jakie przyniósł iOS7, nie zaburzają koncepcji z jakimi działa system.

W tej recenzji skupiłem się na samym systemie, a smartphone zszedł nieco na dalszy plan. Ponieważ jednak Sony Xperia Z1, ma wiele innych ciekawych aspektów, o których naprawdę warto wspomnieć, postanowiłem stworzyć drugi tekst, w którym skupię się już bardziej na samym smartphone, gruntownie go testując. Zapraszam zatem do niego, gdzie znajdziecie jego bardziej ogólną recenzję tego urządzenia.

Jakub Stanisław Wolak