surething

Twitter jest bardzo specyficznym portalem społecznościowym. W przeciwieństwie do wszystkich innych pozwala na wpisywanie tylko szczątkowych informacji o sobie i główny nacisk kładzie na krótką treść, którą aktualnie udostępniamy. Jednocześnie w inaczej niż jego rywale, pomimo wielkiej popularności, wciąż nie przyniósł ani dolara dochodu. Także przez to, że chociaż jestem jego aktywnym użytkownikiem, to nie dałem mu zarobić na sobie ani centa!

Z Twittera nałogowo korzystam od ponad 5 lat. Przez ten czas udostępniłem w tym serwisie ponad 11 tysięcy postów, dodałem 827 zdjęć, a godzin spędzonych na przeglądaniu timeline trudno zliczyć. Co prawda od jakiegoś czasu staram się to robić w sytuacjach, w których i tak nie mogę zająć się niczym innym, ale i tak czas ten zapewne liczony jest już w dniach, lub nawet tygodniach. Wszystko za sprawą tego, że na Twitterze oglądam tylko to co chcę. Ponieważ interesuję się informatyką, mój timeline to główne osoby, które zajmują się tą dziedziną i na żywo dzielą się swoimi przeżyciami i myślami. Oczywiście nie ignoruję mojej rodziny, znajomych, którzy także udzielają się w tym serwisie, ale ich posty mam oddzielone w osobnej liście. Niezależnie mogę także przeglądać newsy związane ze studiami, polityką i wiadomościami ze świata. Ten porządek, połączony ze sporą liczbą ciekawie piszących użytkowników, sprawia, że przeglądanie kolejnych tweetów jest dla mnie tylko przyjemnością.

Oczywiście pisząc o Twitterze, nie można nie poświęcić akapitu jego prostocie. To jest główna cecha za którą kocham ten serwis. Moja tablica na Facebooku to miszmasz zdjęć, wpisów ze stron które lajkuję, postów znajomych, informacji ze studenckiej grupy oraz reklam. Gdybym chciał przeczytać wszystko co jest aktualnie dodawane pewnie nie mógłbym robić niczego innego. Natomiast przeglądanie Twittera to dla mnie czysta przyjemność. Z racji tego, że każdy tweet może mieć co najwyżej 140 znaków, nie ma miejsca na długie wywody i każda informacja musi być skrócona do absolutnego minimum. To sprawia, że mając wolne dosłownie 3 minuty mogę przeglądnąć kilkadziesiąt postów. Robię to jadąc tramwajem, w przerwie między zajęciami i w każdej innej sytuacji, w której bez Twittera mógłbym tylko bezczynnie czekać. A tak to wykorzystuję ten czas na szybkie dowiadywanie się o nowych informacjach.

Sam piszę na Twitterze o wszystkim. Oczywiście główną tematyką jest technologia, ale jeśli mam jakąś myśl, którą chcę się podzielić, to robię to właśnie tam. Cenię, że jest to portal otwarty, dzięki czemu posty przeze mnie publikowane są dostępne dla wszystkich. Z pewnością to wada i zaleta, ale przez to, że nie publikuję kompromitujących mnie materiałów, nie mam się czego wstydzić. Tym samym moje tweety mogą przeglądać nie tylko użytkownicy Twittera, ale także czytelnicy portalu HelpMac.pl, w którym znajduje się widget, ze wszystkimi moimi wpisami. To sprawia, że moje myśli docierają dużo dalej i nie są cenzurowane, przez mechanizmy filtrujące Facebooka czy Google+.

Niestety jestem bardzo niewdzięcznym użytkownikiem tego portalu. Chociaż spędzam w nim bardzo dużo czasu i dodaję dużo treści, to tak naprawdę nie pozwoliłem zarobić mu na sobie ani centa! Wszystko za sprawą tego, że głównymi narzędziami jakie wykorzystuję do korzystania z niego, są alternatywne klienty, które nie wyświetlają reklam. Oficjalna aplikacja serwisu, jest dla mnie zbyt mało funkcjonalna, gdyż nie umożliwia mi wysyłania linków do przeczytania na później, a obsługa list użytkowników i całego serwisu jest w niej dużo mniej wygodna. Przez to głównym narzędziem do przeglądania przeze mnie timeline jest aplikacja Tweetbot. Korzystam jeszcze z jej drugiej wersji, ale i tak cenię ją za  nadzwyczajną wygodę użytkowania i dużą liczbę funkcji. Przyznaję, że ten program jest tym, za którym najbardziej tęskniłem, gdy nie miałem do dyspozycji iPhone. I dziś należy on do ścisłej czołówki aplikacji, z których na iPhone korzystam najczęściej.

I za ten program zapłaciłem. Podobnie jak za kilka innych klientów na Androida, które jednak wciąż nie są w stanie dorównać nawet staremu Tweetbotowi. Kwota jaką wydałem aby przeglądać Twittera to ponad 100 złotych, a ani grosz z tego nie trafił do firmy, która stworzyła główny serwis. I to sprawia, że zarząd Twittera znajduje się w naprawdę kiepskim położeniu. Gdyby zablokował możliwość korzystania z takich programów, to zapewne moja przygoda z tym serwisem by się skończyła. Brak możliwości obsługi list, kanałów użytkowników, odkładania tekstów do przeczytania na później, wpłynęłaby na pogorszenie się komfortu korzystania z niego, a przez to zapewne nie byłbym już tak chętny aby poświęcać mu tyle czasu. Takich użytkowników jak ja musi być naprawdę dużo, bo Twitter wciąż nie zarobił ani dolara!

I to sprawia, że bardzo boję się o ten serwis. Tak naprawdę jest dla mnie wręcz idealny i obawiam się, że każda zmiana może mu tylko zaszkodzić i sprawić, że korzystać będę z niego mniej. Jednocześnie obecna polityka sprawia, że serwis więcej wydaje niż dostaje, a to na dłuższą metę musi skończyć się źle. Przed twórcami Twittera stoi naprawdę trudne wyzwanie, polegające na stworzeniu mechanizmu zarabiania, tak aby nie odepchnąć od siebie tak wymagających jak ja użytkowników. To bardzo trudne, bo na Twitterze regularnie udziela się niewiele osób, ale wiele go przegląda. Gdy zrezygnują z niego ci najbardziej aktywni, odejdą i ci drudzy, a to może zmienić go w pustynię podobną jak obecnie Google+. Z pewnością nie nastąpi to szybko, ale może stopniowo odpychać jego użytkowników.

Twitter może być płatny!

Zastanawiając się jak zaradzić tej sytuacji, zrozumiałem, że byłbym gotów płacić za korzystanie z tego serwisu. Ponieważ nie oglądam reklam, a korzystam z niego bardzo aktywnie, nie miałbym nic przeciwko, gdyby twórcy wymagali za to ode mnie niewielkiej, ale regularnej opłaty. W zamian za nią, mógłbym do woli korzystać z alternatywnych aplikacji klienckich. Sam Twitter pozostałby oczywiście darmowy dla korzystających z oficjalnej aplikacji, która w subtelny jak dotąd sposób wyświetlałaby reklamy. Aby dać możliwość rozwoju twórcom klienckich aplikacji, warto by stworzyć jakiś limit czasu, albo tweetów, które można przeglądnąć bez opłaty w takich programach. Mogłoby to sprawić, że i wilk byłby syty i owca cała, a Twitter przynosiłbym regularne zyski. Skoro płacę już dziś za nielimitowany dostęp do muzyki, przestrzeń w chmurze, to z czystym sumieniem wysyłałbym jakąś opłatę miesięcznie za nielimitowany dostęp do tego serwisu.

To oczywiście tylko moja koncepcja. To jak serwis ten upora się z brakiem zysków zależy od jego szefostwa. Liczę jednak, że jest ono świadome, jak delikatna to decyzja i jak znacząca będzie ona dla losów tego serwisu. Zwłaszcza, że są użytkownicy tacy jak ja, którzy gotowi są płacić by móc z niego korzystać. Tylko czy zarząd przyjmie te pieniądze?