surething

Tempo w jakim technologia wkracza do naszego życia jest zdumiewające. Jeszcze kilka lat temu smartfony były jedynie gadżetami wykorzystywanymi przez nielicznych maniaków, a o tabletach mało kto słyszał. Dziś oba te urządzenia znajdują się w domach milionów rodzin i korzystają z nich również dzieci. Budzi to słuszne obawy wielu osób i przyczynia się do powstawania wielu pytań. Czy warto izolować najmłodszych od technologii, skoro i tak będą musieli, prędzej czy później, się z nią zetknąć? I czy zagrożenia, jakich pełno w sieci, nie dotkną nieświadomych pociech? I na te pytania, z perspektywy informatyka, który od najmłodszych lat korzysta z komputerów postaram się dziś odpowiedzieć.

 Rozmawiając z wieloma nauczycielami, zwłaszcza uczącymi w szkołach podstawowych dowiaduję się, że dziś są to miejsca inne niż jeszcze kilka lat temu. Dzieci dziś, zamiast biegać, przesiadują w klasach albo przed nimi i grają na swoich komórkach – to relacja, którą usłyszałem kilkukrotnie. Korytarze są dziś cichsze, dzieci coraz rzadziej ze sobą rozmawiają, zastępując to pisaniem pomiędzy sobą na Facebooku. I chociaż ta naukowa atmosfera powinna być spełnieniem marzeń wielu nauczycieli (doskonale pamiętam, że za gonitwy na korytarzu wiele razy musiałem stać w kącie), to szkoły coraz częściej starają się walczyć z tym nawykiem, np. zabraniając używać  telefonów. Spotyka się to z protestami zarówno uczniów, jak i rodziców, którzy przez to nie mogą kontaktować się ze swoimi pociechami. Analizując ten problem zrozumiałem, że jego przyczyna nie leży ani w technologii, ani w zachowaniu dzieci, a… w niewiedzy dorosłych. I z nią trzeba przede wszystkim walczyć!

 Telefon komórkowy to z pewnością jeden z najważniejszych wynalazków XX wieku. Za jego pomocą można bez żadnych problemów połączyć się z drugą osobą niezależnie od tego, gdzie się ona znajduje. Za sprawą powszechnej miniaturyzacji i obniżania kosztów zarówno samych urządzeń, jak i połączeń, dziś nawet osoby średniozamożne mogą korzystać z tej technologii. Z roku na rok obniża się granica wieku, w którym otrzymuje się pierwszą komórkę, a producenci próbują już tworzyć urządzenia dla maluchów w wieku 3-4 lat. Są one specjalnie przygotowane, nie można zadzwonić z nich pod inny numer niż wskazany wcześniej (nie mają nawet klawiatury numerycznej, a jedynie przyciski do dwóch uprzednio wskazanych kontaktów). Nie pozwalają także na odbieranie połączeń od obcych osób, a wbudowany lokalizator GPS pozwoli namierzyć dziecko np. gdy się ono zgubi. Daje to rodzicom możliwość kontroli, a dziecku poczucie bezpieczeństwa (mama jest pod tym przyciskiem). Jednakże przyzwyczajony do tej technologii maluch, coraz szybciej pragnie czegoś więcej i trudno się dziwić, gdy idąc do pierwszej klasy, poprosi o pełnoprawnego smartfona. Przecież Tomek ma!

I tu zaczynają się schody, o istnieniu których wielu rodziców nie jest świadomych. Skoro nie zaszkodził mu poprzedni telefon, to i ten nowy nie zrobi mu krzywdy – takie myślenie zdaje się przyświecać wielu rodzicom, którzy kupują kilkulatkom takie urządzenia. Zwłaszcza że ich rola kończy się zwykle na zakupie urządzenia, zablokowaniu połączeń na numery premium i wyborze ewentualnie pakietu internetowego. Dzieci stają przed ogromnym światem internetu zupełnie same, bez oparcia ani w rodzicach i nauczycielach. Jednym z wielu konsekwencji tego jest uleganie pokusie łatwej rozrywki, jakimi są gry, wciągające najmłodszych na wiele godzin.

Internet i smartfonowe aplikacje kuszą łatwą i wygodną formą spędzania czasu, polegającą na odpowiednim wciskaniu kolejnych miejsc na ekranie. Nie trzeba biegać, a więc wysilać się, a grać można zawsze i wszędzie. To szybko uzależnia i trudno się dziwić, że pozbawione tego urządzenia maluchy szybko stają się niespokojne i nieporadne. A niestety na tym możliwości tych urządzeń się nie kończą. Wyposażone są one w bardzo dobre aparaty, a korzystający z nich młodzi użytkownicy fotografują co i gdzie popadnie. O problemach tym spowodowanych media mówiły nie raz i raczej nieszybko się to zmieni. Gdy dołączy się do tego zbyt duże ufność dzieci i łatwość manipulowania nimi zarówno przez starszych kolegów, jak i marketingowców, nietrudno zrozumieć, że konsekwencje wykorzystywania przez kilkulatków smartfona mogą być poważne.

Pomimo tego, jestem przeciwnikiem ograniczania najmłodszym dostępu do najnowszej technologii. Jestem jednym z pierwszych wychowanków pokolenia komputerów i rozumiem, że dzięki temu, pomimo stosunkowo młodego wieku, mogę pochwalić się sporym doświadczeniem. Ponieważ tę pasję odziedziczyłem po moim tacie, który także jest pasjonatem IT, nigdy nie byłem pozbawiony opieki także w tym wirtualnym świecie. Każda gra, która znalazła się na moim komputerze, była wcześniej sprawdzona, a rodzice zawsze starali się polecać mi takie, które mnie rozwijały. Później tato pokazał mi, ile piękna jest w informatyce poza grami… i tak w zasadzie się to wszystko zaczęło. Szybko nauczyłem się robić prezentacje, tworzyć raporty w Excelu, a z czasem redagować pierwsze teksty. Już w trzeciej klasie szkoły podstawowej byłem redaktorem gazetki klasowej, a z czasem pogłębiałem także inne dziedziny świata IT. Odkąd w gimnazjum otrzymałem własny komputer, mogłem już bez konsekwencji dla innych domowników, instalować różne systemy operacyjne, a przez to zdobywać cenne doświadczenie dotyczące administracji i alternatywnych dla Windowsa platform. Trwa to do dziś i rozumiem, że czas ten nie był zmarnowany, a wiedza, którą posiadam zwykle przerasta wielu moich rówieśników.

I nauczony własnym przykładem rozumiem, że technologia udostępniona w najmłodszych latach nie musi szkodzić. Należy jednak o to zadbać, dobierając najmłodszym takie aplikacje, które będą je rozwijać. Dziś każda platforma mobilna pozwala na zablokowanie instalowania nowych programów i surfowania po niesprawdzonych stronach WWW. To pozwala zminimalizować ryzyko szkodliwego wpływu. Jeśli przy okazji pokażemy najmłodszym programy edukacyjne, jakich wiele jest dostępnych już na platformy mobilne, to smartfon może stać się świetnym narzędziem do rozwijania pasji już od najmłodszych lat.

 Inteligentne komórki pokazały, że czas domowego programowania jeszcze nie przeminął, a sukces na tym rynku mogą osiągnąć także osoby niezatrudnione w wielkich korporacjach, a mające po prostu ciekawy pomysł na program. Aby jednak go zrealizować, warto uczyć się programować już od najmłodszych lat. Coraz częściej powstają prywatne szkoły uczące już kilkuletnie dzieci tworzyć pierwsze linijki kodu, a to wykształca już od najmłodszych lat umiejętność schematycznego myślenia. To z pewnością zaprocentuje, nawet u tych, które przyszłości nie będą wiązać ze światem komputerów.

Wszystko zależy już jednak od nas – dorosłych. Z przerażeniem patrzę na maluchy, które nie potrafią jeszcze zawiązać sznurowadeł, ale już grają w Fruit Ninja, ale zachwycam się tymi, które jeszcze w szkole podstawowej zrobiły pierwsze programy i napisały od podstaw swoje strony WWW. Obie grupy korzystają z tej samej technologii, z tych samych urządzeń, a różni je tylko podejście rodziców i nauczycieli. Należy mieć to na uwadze, udostępniając dziecku komputer czy smartfon. I trzeba zrobić wszystko, aby te urządzenia pomogły, a nie zaszkodziły.