Na HelpMac staram się nie publikować wpisów niezwiązanych z Apple. W ten poświąteczny poranek chciałbym jednak zrobić wyjątek, dzieląc się z Wami moimi przemyśleniami. 

Różnorakie święta, są okazją do pielęgnowania wielu tradycji – często nawet z nimi niezwiązanych. Nikt przecież nie zastanawia się nad tym, że w czasie i miejscu urodzenia Chrystusa, nikt o choince nawet nie słyszał. Po okresie Wielkiego Postu przychodzi czas radości i szczęścia ze zmartwychwstania Jezusa. Od setek lat okresowi temu, towarzyszył zwyczaj oblewania wodą młodych panien. I odkąd pamiętam widziałem chłopaków goniących z wiadrami pełnymi wody za dziewczynami. A i sam to robiłem.

Zwyczaj ten, choć na mniejszą skalę, pielęgnowany był w mojej rodzinie. Latami budziłem siostrę butelką z letnią wodą,  a później sam obrywałem tak samo, albo od niej, albo od starszych kuzynów. I pewnie byłoby i tak do dziś, bo choć jestem już starszy, to wciąż jest kogo oblewać. Niestety przeszkadza w tym… elektronika.

Chociaż komputer w moim domu był jeszcze zanim się urodziłem (a było to w 1994 roku), to miejsce dla niego znajdowało się w małym pokoju mojego mieszkania. Przy biurku na którym stał, informatyka zaczynała się i kończyła. Obok niego, znajdowały się dyskietki, kable i głośniki. Reszta mieszkania była w pełni wolna od jakichkolwiek zaawansowanych urządzeń. Był jeszcze telewizor, radio i telefon, ale one także stały w wyznaczonych miejscach.

Dziś jest inaczej. Informatyka, wraz z internetem opuściła komputery i rozprzestrzenia się wciąż do nowych urządzeń. W kieszeni, czy kobiecych torebkach, zwykle znajdują się drogie smartphone, często tablety. Kokpity samochodów są pełne zaawansowanej elektroniki, która bardzo nie lubi wody. Wodoodporne telefony, choć bardzo fajne, wciąż są tylko ewenementem pośród tysięcy urządzeń jakie są codziennie nabywane.

I to właśnie zabiło piękną tradycję. Dziś każdy o zdrowych zmysłach nie odważy się zaatakować ładnej dziewczyny idącej ulicą, bo w jej kieszeni, może być sprzęt kosztujący nawet kilka tysięcy złotych. Jego nieodpowiedzialne zalanie może go nieodwracalnie uszkodzić i uniemożliwić korzystanie z naprawy gwarancyjnej. A wygląda na to, że trend ten będzie tylko postępował. Inteligentne zegarki, które wody boją się jak my ognia, są coraz popularniejszym produktem na rynku. W portfelach zamiast gotówki nosimy inteligentne karty bankowe, które potrafią już wyświetlać stan konta czy być tokenem do transakcji. Nie mówiąc już o sportowcach, którzy namiętnie otaczają się elektroniką, która mierzy ich kondycję, automatycznie analizując aspekty nad którymi należy popracować.

Świat zmienia się na naszych oczach. Pozostaje zastanowić się, czy należy mieć coś przeciwko temu. Coraz częściej uświadamiam sobie, że nie. Lubię tradycję, ale nowoczesność jest bardzo wygodna. Telefony w niewiarygodny sposób ułatwiają życie, nie mówiąc już o komputerach. Wbrew obawom wielu, często mobilizują nas do ruchu, i sprawiają, że chcemy spotkać się w realnym świecie. I nie ma w tym niczego złego. A tradycje? W ich zwykle powstaje coś innego, dostosowanego do obecnych warunków. I być może teraz też tak będzie.

PS. Tak mieszkałem kiedyś na wsi. I wcale nie wspominam tego, jako coś złego. 

Fot. FreeImages.com