surething

We wtorek 23 września Samsung poinformował, że zamierza zrezygnować ze sprzedaży laptopów w Europie. Jest to kolejny z wielkich gigantów, który decyduje się na taki krok. Nic zatem dziwnego, że wiadomość ta wywołała wielką sensację w światowych portalach IT. Wygląda jednak, że to wcale nie koniec takich wieści. Tak naprawdę ze sprzedaży komputerów, może zrezygnować każdy… nawet Apple!

Steve Jobs prezentując światu iPada, zapowiedział powstanie nowej epoki post-PC, w której klasyczne komputery będą odgrywać już coraz mniejszą rolę. Trudno było uwierzyć w jego słowa, gdy spojrzało się na możliwości zwykłego netbooka i tabletu Apple. To w co jednak nie uwierzyli informatycy, przekonało zwykłych użytkowników i sprawiło, że popyt na tablety zaczął rosnąć w lawinowym tempie. Wraz z nim pojawiło się zapotrzebowanie na tworzenie prostych, acz funkcjonalnych aplikacji właśnie dla takich urządzeń. Kilka lat po tej premierze nie było już netbooków, a teraz wydają się znikać także zwyczajne notebooki.

Kryzys na rynku komputerów osobistych ma jedną przyczynę: nie kupujemy laptopów. Ten stan trudno jeszcze odczuć w Polsce, bo my te urządzenia zaczęliśmy nabywać nieco później, a przez to rynek nie jest jeszcze tak nasycony. Natomiast w większości zachodnioeuropejskich państw, komputer jest już urządzeniem tak powszednim, że nikt nie potrzebuje nabywać kolejnego. Ma go już niemal każdy, a przez to nie ma popytu na nowe modele. Jednocześnie nawet kilkuletni sprzęt jest w pełni funkcjonalny, mało kto zastanawia się nad jego rozbudową-wystarczy, że działa na nim Internet, Word a wszystkie potrzeby są spełnione. Tak naprawdę w powstaniu zastoju ma swoją zasługę także Microsoft – nowy Windows 8 jest zdecydowanie inny od poprzednika, a to odstrasza użytkowników niechętnych do zmian w obsłudze komputera. Z racji tego, że nowa wersja systemu ma identyczne wymagania sprzętowe, ci którzy lubią zmiany, mogli wgrać ją na obecnych urządzeniach.

Są jednak segmenty, w których producenci komputerów radzą sobie wyśmienicie: jest to rynek mobilnych gadżetów, takich jak smartfony czy tablety. Urządzenia te z generacji na generacje przybierają kolejne cechy komputerów, nie tracąc przy tym na mobilności i prostocie obsługi. Trudno więc się dziwić, że trafiają one w ręce milionów użytkowników, którzy dzięki nim mogą korzystać z zasobów internetu, już nie tylko sprzed biurka, ale także w podróży czy na domowej sofie. Są one z natury rzeczy o wiele bardziej eksploatowane, narażone na zniszczenie, co szybciej nakłania ich posiadaczy do wyboru nowszego modelu. Prędkość rozwoju tego rynku jest tak duża, że już roczny smartfon większości producentów, uważany jest zwykle za przeżytek, co skutecznie ogranicza rynek wtórny. Zmiany jakie wprowadzają nowe generacje są na tyle ciekawe, że wielu zadowolonych użytkowników, szybko decyduje się na wymianę modelu na nowy, tylko po to by zyskać dostęp do nowych funkcji.

I tak naprawdę te dwa akapity zawierają całą istotę epoki post-PC. To smartfony i tablety, są dziś głównymi urządzeniami, a komputery włączamy dopiero wtedy gdy potrzebujemy wykonać jakąś złożoną operację. Te jednak wykonuje tylko niewielki odsetek użytkowników, a reszcie  wystarczy jedno z mobilnych urządzeń, by przeglądnąć nowości na Facebooku, Twitterze i głównych stronach informacyjnych. Zauważyli to też producenci, którzy wolą skupić się na mobilnym segmencie, gdyż po prostu przynosi on lepsze dochody. W dzisiejszych czasach nie można mieć sentymentów i gdy urządzenia, który spopularyzowały całą informatykę nie przynoszą już zysku, trzeba po prostu o nich zapomnieć.

Widać to także po przykładzie firmy, która spopularyzowała wszystkie te gadżety. Wystarczy spojrzeć na dane z ostatniego kwartału. Apple sprzedało w nim ponad 35 milionów iPhone’ów, dzięki którym zarobiło blisko 20 miliardów dolarów i 13 milionów iPadów, co przyniosło przychód wynoszący około 6 miliardów. Natomiast wszystkie komputery Mac sprzedano w 4,4 milionach sztuk, co pozwoliło zarobić 5,5 miliarda $. Warto w dodatku pamiętać, że na komputerach Apple zarabia zwykle jednorazowo, a na telefonach i tabletach jeszcze długo po ich sprzedaży: użytkownicy kupując aplikacje w AppStore oddają 30% kwoty korporacji. Sprawia to, że zyski z cyfrowej dystrybucji to kolejne 4,5 miliarda dolarów! Komputery są zatem niewielkim, bocznym dochodem tej firmy.

Co zatem robi Apple? Upraszcza system OS X, maksymalnie upodabniając go do iOS, dodaje do niego funkcję z urządzeń przenośnych, czym integruje go z nimi. To krok w stronę mobilnych użytkowników, aby pokazać, że komputer to po prostu kolejny szczebel na drabince urządzeń tej firmy. Jest to duży cios w sekcje zaawansowanych userów, bo często okazuje się, że nowe wersje platformy są uboższe w funkcje niż poprzednie. Tak jest przecież w nowych wersjach pakietów iLife i iWork, czy w programie FinalCut Pro. Apple wie, że to jest jedyna możliwość, by skłonić miliony użytkowników iPhone’ów i iPadów, aby dokupili do nich jeszcze komputer. Nie zaawansowanymi opcjami a prostotą obsługi.

Oczywiście w ofercie korporacji są jeszcze profesjonalne komputery, przeznaczone dla zaawansowanych użytkowników – to sekcja bardziej reprezentacyjna, stworzona w celu pochwalenia się możliwościami, jakie ma ta firma, niż dla przyniesienia dużych zysków. Obawiam się jednak, że w epoce upraszczania urządzeń, Tim Cook dojdzie do momentu, w którym będzie musiał wybrać dla jakich klientów chce tworzyć sprzęty. Możliwe, że wielbiący oszczędności  CEO Apple, wybierze zysk i jak inni boleśnie ograniczy gałąź, która stworzyła tę firmę.

Póki co jednak wciąż bez Maca nie da się stworzyć iPhone’a. Zarówno aplikacje, jak i kolejne wersje iOS wciąż tworzy się na zwykłych komputerach. Informatyka nie rozwinęłaby się ani o centymetr bez pracy projektantów, grafików, programistów, administratorów, dla których tablet i telefon to wciąż zabawka, przy zastosowaniach ich komputerów. I w tej kwestii widzę jeszcze nadzieję dla tych urządzeń. Z pewnością będą znikać one z oferty twórców gadżetów, ale pozostaną w sprzedaży u profesjonalnych firm. I mam nadzieję, że Apple taką pozostanie. Bo ta garstka użytkowników Maca Pro, tworząc narzędzia dla milionów iPhone’owców, rozwija cały „jabłkowy” ekosystem.