surething

Epoka tradycyjnej telewizji coraz szybciej przechodzi do historii. Obecnie, zarówno w Polsce, jak i na całym świecie największe stacje telewizyjne dystrybują swoje materiały także w sieci, aby można było obejrzeć je w każdym miejscu i o każdej porze. Idą za tym producenci telewizorów wyposażający swoje urządzenia w systemy smart.TV umożliwiające oglądanie tych materiałów bez podpinania jakichkolwiek urządzeń zewnętrznych. Do tej pory jednak każdy producent miał swoją platformę, co uniemożliwiało tworzenie uniwersalnych programów na wszystkie urządzenia. Technologia się jednak zmienia i wszystko wskazuje na to, że ten rok będzie przełomowy. I znów możemy doczekać się walki pomiędzy Apple, Google i Microsoftem.

 Czasy gdy, aby oglądnąć film lub serial na telewizorze należało kupić oryginalną płytę DVD albo pobrać go z sieci, nagrać na jakimś nośniku i uruchomić w odtwarzaczu, nieuchronnie przeszły już do historii. Płyty dołączyły do kaset VHS i papierowych programów telewizyjnych, które były kiedyś nieodłącznym elementem wielu domów, a dziś są już zabytkami epoki TV. Obecnie duże stacje telewizyjne, aby utrzymać klientów, dystrybują swoje produkcje za pomocą internetu i w ten sposób chcą dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Materiały tam umieszczone można obejrzeć o każdej porze, zarówno na komputerze, tablecie, jak i telewizorze. Ważne tylko, aby na urządzeniu zainstalowana była aplikacja producenta. O ile w świecie mniejszych urządzeń panuje duża zgodność co do wykorzystywanych systemów operacyjnych, to na telewizorach jest jeszcze spory bałagan. LG stawia na kupionego WebOS’a, Samsung na własnego Tizena, a Sony na rozwiązania Google. A to skutecznie ogranicza deweloperów.

Każdy dodatkowy system operacyjny to konieczność dostosowywania do niego swoich programów i umieszczania ich w osobnym markecie. Użytkownicy są podzieleni, brakuje jasnych statystyk co do udziału w rynku danej platformy, więc ciężko zdecydować się na jaką wydać swoje dzieła jako pierwsze. Bardzo trudne jest także dopasowanie swoich programów, bo trzeba to robić nawiele urządzeń jednocześnie. Przez to, chociaż tablety powoli znikają z naszych domów, obecne telewizory są jeszcze daleko do tyłu. Jest to o tyle smutne, że już od lat mamy odpowiednio szybkie łącza internetowe, a większość materiałów jest od dawna dostępna w sieci.

 Tak naprawdę najwięcej do powiedzenia w tej kwestii mają liderzy na rynku systemów mobilnych. Wraz ze smart.TV najprawdopodobniej do historii odejdą także wiecznie ginące piloty, a zastąpią je nasze smartfony i tablety. Ważny jest także fakt, że aplikacje stacji telewizyjnych, stworzone z myślą o tabletach i smartfonach, świetnie sprawdzą się też na telewizorach, dzięki czemu nie ma konieczności budowania ich na nowo. To poważna przewaga nad producentami korzystającymi z własnych systemów, bo Google, Apple i po części Microsoft mogą pochwalić się już szeroką rzeszą programów, a LG czy Samsung muszą dopiero prosić o ich stworzenie. Cały czas, jednak wszyscy wydają się zatrzymywać przed poważnym wkroczeniem na ten rynek.

 Pierwszą styczność ze smart.TV miałem w 2012 roku gdy kupiłem najnowszą generację Apple.TV. Wierzyłem, że kupując go niedługo po premierze, będę mógł przyglądać się jak firma rozwija jej możliwości i jak mój telewizor, z aktualizacji na aktualizację, staje się inteligentniejszy. Tak się jednak nie stało i poza paroma dodatkami, funkcjonalność tego urządzenia przez blisko 3 lata od premiery nie wzrosła. Obecnie pozwala ona jedynie na oglądanie materiałów wyłącznie z największych amerykańskich serwisów oraz oczywiście z iTunes. Tam jednak dostępne są niemal wyłącznie płatne filmy i mało który ma polski dubbing i napisy. Jedyną zaletą tej przystawki jest możliwość łatwego przesyłania obrazu z telefonu oraz tabletu na telewizor i obecnie jest to dla niej jedyne zastosowanie w moim domu. I przez to uznaję, że Apple.TV to najgorszy sprzęt, jaki firma ma w swojej ofercie. Rekompensuje go tylko niska cena, ale i za nią można kupić mniej markowe odtwarzacze z dużo większymi możliwościami.

 Od tego czasu w świecie “mądrych telewizorów” niewiele się zmieniało. Google widząc nikłe zaangażowanie Apple, także jedynie hobbystycznie rozwijało swój system Google.TV, przez co trafił on jedynie do producentów, którzy nie posiadają własnego. Tym samym produkt z Mountain View można było zobaczyć w telewizorach Sharpa, Phillipsa i Sonego, ale i tam krytykowany był za kiepski interface i powolne działanie. Wydaje się, że wreszcie coś drgnęło i gigant postanowił mocniej zaangażować się w ten projekt. Na konferencji CES poinformował o zmianie jego nazwy na Android.TV i modyfikację platformy bazowej na Androida L. Tym samym tworzenie na niego aplikacji nie będzie wymagało pisania ich na nowo. Coraz więcej mówi się o tym, że wreszcie zagości tam market Google Play i tym samym zainicjuje to epokę różnorakich programów w świecie telewizorów. Byłaby to rewolucja, bo otworzyłoby możliwości telewizorów na pomysły programistów i zakończyło dominację narzędzi tworzonych tylko przez duże stacje telewizyjne. Wyobrażam sobie tysiące prostych gier, minutników, budzików, aż po menadżery do tworzenia własnych playlist, w których to użytkownicy będą decydować co, z jakiej platformy i o której godzinie oglądają. Telewizory już zbyt długo były ograniczone i czas wreszcie to zmienić.

A co na to Apple? Obecna generacja konsoli raczej nie doczeka się już rewolucyjnej aktualizacji i poważne zmiany mogą nadejść dopiero w jej kolejnej wersji. Obecne podzespoły pamiętają jeszcze czasy iPhone 5, a przez to nie są w stanie obsłużyć rozdzielczości 4K i innych nowinek technologicznych. W 2015 roku od jej premiery minie 3 lata i najpewniej w najbliższych miesiącach doczekamy się jej odświeżenia. O ile możemy być pewni o zastosowanie silniejszych podzespołów, to same możliwości pozostają tajemnicą. Nikt nie wie, czy Apple zdecyduje się powiększyć liczbę źródeł, z których można oglądać video i stworzyć wersję AppStore dla telewizorów. Jest to jednak ostatni dzwonek dla firmy, jeśli chciałaby podbić ten segment rynku technologicznego.

Google przenosząc Androida do telewizorów daje jasny sygnał programistom, że jeśli chcą tworzyć aplikacje dla TV, to warto wybrać jego platformę. Jeśli Apple zdecyduje się na to później, będzie musiało nie tylko nadrobić zaległości, ale także przekonać tworzących już dla konkurencji deweloperów, że warto wydawać aplikacje dla nowej platformy. Microsoft za takie spóźnienie z wydaniem systemu Windows Phone ponosi konsekwencje do dziś. Produkty Tima Cooka nie dominują już ani w segmencie mobilnym, ani stacjonarnym, odrobienie zaległości może zatem być jeszcze trudniejsze.

 Natomiast w Redmond przełomową zmianą będzie wydanie Windows 10. Ma przynieść on ujednolicenie platform wydawanych przez Microsoft, w tym także Xboxa. Już na prezentacji modelu One pokazano, że korporacja stawia już nie tylko na gry, ale także na różnorakie opcje multimedialne. Jeśli nowy system przyniósłby możliwość pisania wspólnych programów zarówno dla telefonów, tabletów, jak i konsol to z pewnością stałby się świetnym miejscem dla programistów jak i użytkowników. Raz stworzony program mógłby działać zarówno na komputerze jak i telewizorze, a nawet smartfonie. Z drugiej strony użytkownicy, kupujący aplikacje w markecie, nie musieliby za nie płacić po kilka razy. I jeśli udałoby się to dobrze rozegrać, to Satya Nadella, nieuwzględniany obecnie w świecie smart.TV, mógłby zawalczyć w nim o silną pozycję dla swojego produktu.

 Chociaż każdy producent ma nieco inny sposób na zdobycie tego rynku, to wnioski są takie same. Najważniejszym jest to, że telewizory mogą być dopełnieniem ekosystemu obecnych urządzeń. Chociaż nikt nie będzie obrabiać na nich dokumentów ani montować wideo, to wiele z możliwości obecnych tabletów, czy smartfonów dobrze sprawdzi się i na nich. Dodatkowo platformy mobilne, opatrzone uproszczonym interface, mogą świetnie sprawdzić się na niedotykowych telewizorach. Warto uwzględnić jeszcze jeden aspekt: dziś wszyscy giganci mają równe szanse. Na delikatnym prowadzeniu jest Google, który już zaprezentował Android.TV, ale jego przewaga jeszcze o niczym nie decyduje. Ten rok jednak pokaże, kto wiąże największe szanse z tym segmentem i być może zadecyduje, kto zdobędzie w nim prowadzenie na następnych kilka lat.

Rok 2015 będzie decydującym w kwestii inteligentnych telewizorów. Wszyscy giganci już od lat mają technologie, które są dobrą podstawą w świecie smart.TV. Brakuje im jednak integracji z pozostałymi i… otwarcia się na zewnętrznych programistów. Google tworząc Android.TVpokazał, że zamierza to zmienić, a zatem wyścig o użytkowników telewizorów został rozpoczęty. Pozostaje więc liczyć na to, że zauważą to wszyscy twórcy i będziemy mogli obserwować silną rywalizację o użytkowników. Nikt tak nie zyskuje na konkurencji jak właśnie użytkownicy! I dlatego życzę sobie i Wam, aby rok ten w segmencie TV był jak najciekawszy. Wtedy na nowych możliwościach zyskamy wszyscy.