Temat przeglądarek ostatnio nieco ucichł, chociaż wojna na tym polu pomiędzy Mozillą, Google i Microsoftem wciąż trwa. Zwycięża w niej coraz bardziej Chrome, najszybciej zyskując nowych użytkowników. Ja migrując z Windowsa na Maka zrobiłem jeszcze jeden odważny ruch: nie zainstalowałem żadnej zewnętrznej przeglądarki i zacząłem korzystać tylko z tej zainstalowanej z systemem: Safari. I mogę otwarcie przyznać, że ten nie doceniany nawet w świecie OSX program w pełni spełnił moje oczekiwania i stał się główną aplikacją z której korzystam.

Na początku muszę jednak otwarcie przyznać, że najlepszą, w mojej opinii, przeglądarką jest… Internet Explorer 9 z Google Toolbar! Tak, mówi to użytkownik OSX i iOS, który prawie nigdy nie korzysta już z systemu Microsoftu. Tym czym przekonała mnie ta dostępna tylko dla Windows przeglądarka jest jej niezwykła szybkość działania oraz brak potrzeby dłuższej konfiguracji. Moja przygoda z Chrome zakończyła się mniej więcej na wersji 10, 11 (a więc całkiem nie dawno), gdy po kolejnym formatowaniu peceta zdałem się tylko na aplikację do sieci wbudowaną w system. Tak naprawdę brakowało mi jedynie kilku opcji: blokowania reklam, tłumaczenia stron i synchronizacji zakładek. Szybko nauczyłem się wyłączać bannery za pomocą Simple adblock a dwie pozostałe opcje zastąpiłem Google Toolbarem. Ten mały pasek do IE przenosi do niego najważniejsze opcje jakie dostępne są w pełnowymiarowej aplikacji dostępnej od Giganta z Mountain View. Cała jego konfiguracja ogranicza się jedynie do zainstalowania go i zalogowania się konto w Gmailu. Pobieranie Chrome, konfigurowanie rozszerzeń i ustawień stało się więc dla mnie zbędne. A w dodatku IE9 posiada najlepszy tryb pełnoekranowy i możliwość przypinania stron do paska start.

Niestety ta aplikacja Microsoftu w najnowszej wersji dostępna jest jedynie na Windows, co spowodowało, że zmieniając architekturę na OSX musiałem poszukać dla niej zastępcy. Postanowiłem więc, że skoro w Windows korzystałem z natywnego Explorera to w Maku będę korzystał z Safari. I tak się stało. Użytkownik, który korzystał kiedyś z Chrome, znajdzie w programie Apple, bardzo wiele podobieństw. Zaczynają się one od interfejsu, przez ekran Top Sites, a kończą na silniku: WebKit, który jest identyczny w obydwu aplikacjach. Od razu widać na kim wzorował się Google tworząc swoją przeglądarkę. Ze względu na to płynność działania obydwu programów jest bardzo podobna, tak samo jak ich stabilność.

Safari w wersji 5.1 obsługuje wszystkie najnowsze standardy internetowe z HTML5 włącznie. Można pracować więc na niej nawet bez Flasha, zastępując go otwartym rozwiązaniem. Oczywiście program został rozbudowany także o wszystkie narzędzia znane z innych przeglądarek: pasek zakładek, menadżer pobierania czy opcję przeglądania prywatnego. Warto natomiast wspomnieć o elementach niedostępnych w konkurencyjnych aplikacjach. Najciekawszym moim zdaniem jest tryb reader umożlwiiający czytanie treści z sieci bez reklam i zbędnych obrazków. Z jego poziomu możemy czytać strony bez żadnych zbędnych graficznych elementów, które tylko rozpraszają uwagę. Co więcej możemy też ten widok drukować, tak, aby na jednej kartce papieru umieścić same potrzebne informacje, a pozbyć się tych zbędnych.

 

Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest integracja zakładek z mobilną wersją Safari dla iOS. Działa to oczywiście w oparciu o nową usługę Apple iCloud, która pozwala synchronizować programy pomiędzy urządzeniami Apple. Tak jest i w przypadku aplikacji do Internetu. Wystarczy dodać jakąś zakładkę na iOS lub OSX a zostanie przeniesiona do pozostałych urządzeń skonfigurowanych z kontem iCloud. Działa to oczywiście w obydwie strony i usunięcie wpisu z poziomu komputera, skutkuje tym samym z pozostałych narzędzi

Opcją o której wspominałem na tej stronie już kilka razy, jest polskojęzyczny syntezator mowy. Jest on dostępny tylko w najnowszym OSX Lionie i tylko dla tej przeglądarki. W połączeniu z trybem reader umożliwia on proste i przyjemne czytanie oraz słuchanie nawet dłuższych treści. Już z jego powodu nie warto zastępować Safari jakimkolwiek innym rozwiązaniem.

Pomimo iż Safari istnieje już od 9 lat, to dopiero od niedawna jest możliwość rozbudowywania jej za pomocą rozszerzeń. A przez to ilość dostępnych dodatków jest niewielka. Te najważniejsze są już jednak dostępne: Adblock, GMail Counter czy Firebug. Warto wspomnieć też o tym, że wgrywanie rozszerzeń odbywa się natychmiastowo i nie wymaga restartu przeglądarki. W programie Apple brakuje mi natomiast jednej przydatnej opcji: zmiany wyglądu. Fajnie byłoby móc odmienić nieco, standardowy szarobiały desing aplikacji.

Ostatnią kwestią jaką chciałbym tu poruszyć jest Safari dla Windows. Apple jakby chcąc ?odwdzięczyć się? Microsoftowi za Internet Explorera wydanego dla Maka zdecydowało się przenieść swojego odpowiednika na Windows. Niestety w środowisku okienek przeglądarka Apple sprawuje się dużo gorzej. Testując ją na Windowsie kilkukrotnie zawiesiła się, a i jej płynność działania jest dużo gorsza. Warto jednak posiadać ją na swoim komputerze, chociażby dla readera, który naprawdę przydaje się czytając dłuższe teksty ze stron internetowych. Natomiast ze względu na szybkość i stabilność pracy wciąż uważam, że najlepszą aplikacją do oglądania sieci z Windowsa jest Internet Explorer.

Wszystkich użytkowników komputerów Apple, którzy tak jak ja przenieśli się z platformy Microsoftu, zapraszam do przetestowania Safari. Ma ona wszystko co potrzebne jest do przeglądania sieci, a poza tym jest świetnie zgrana z jej mobilną odpowiedniczką. A to, ze względu na to iż coraz więcej korzysta się z mobilnych urządzeń, jest coraz bardziej przydatne.