surething

iPhone’y i iPady ustępują swoim przeciwnikom w bardzo wielu kwestiach. Konkurencja tworzy już urządzenia z większymi rozdzielczościami, szybszymi procesorami i większymi ekranami. Pomimo jednak dużego rozdrobnienia, wciąż na rynku panuje pustka w jednym segmencie: urządzeń z Androidem wyposażonych w duże dyski. I w tej kwestii Apple wciąż ma dużą przewagę.

 Smartfon i tablet zastępują coraz częściej komputery. Nieustatnnie obserwuję, jak bliskie mi osoby mimowolnie rezygnują z pracy na notebooku na rzecz jednego z mobilnych urządzeń. Wszystko za sprawą tego, że na telefonie bądź tablecie można pracować w większej liczbie miejsc niż nakomputerze – nawet jeśli jest to lekki laptop. Rosnąca liczba możliwości systemów mobilnych sprawia, że rzadziej trzeba rezygnować z jakiś opcji, a wygoda ich obsługi sprawia, że wiele zadań można szybciej wykonać na iOS czy Androidzie niż na klasycznym pececie. Gdy do tego doda się fakt, że elektroniczna chmura w coraz większej liczbie aspektów zastępuje fizyczne nośniki, można być przekonanym o postępującej epoce Post-PC. Chociaż nie oznacza to, że należy pożegnać się się z przechowywać danych na urządzeniach.

 Internet „wyszedł dziś z kabla” i dostępny jest dużo prościej niż jeszcze kilka lat temu. Sieci WiFi są powszechnie dostępne, a dostęp mobilny nie jest już ani drogi, ani ograniczony niewygodnymi limitami i sprawia, że można wykorzystywać go do codziennego surfowania po sieci. Operatorzy coraz szybciej rezygnują też z dużych prowizji od użytkowników surfujących poza granicami kraju, a przez to nawet opuszczając Polskę, nie trzeba rezygnować z bycia online. I chociaż dzięki temu, coraz rzadziej potrzebne są mapy offline na urządzeniu i słowniki działające bez dostępu do sieci, to wcale nie oznacza, że mała pamięć w telefonie jest zupełnie wystarczająca.

 Smartfony zastępują już nie tylko komputery, ale także aparaty fotograficzne. Producenci walcząc na liczbę megapixeli, uderzyli mocno w segment twórców kompaktowych aparatów i sprawili, że użytkownicy decydują się je zastąpić tymi, które mają w smartfonie. Przyczyną tego nie jest nawet fakt, iż telefony robią lepsze zdjęcia, ale po prostu: są z nami dużo częściej. Aparat to kolejne urządzenie, które nie zawsze jest w kieszeni, a telefon to dziś nieodłączny towarzysz życia. W dodatku smartfony oferują już ponad 5 calowe ekrany, dzięki czemu o wiele przyjemniej ogląda się wykonane zdjęcia. W dodatku można do nich wrócić w każdej chwili – a nie tylko, gdy ma się pod ręką komputer. I aby nie musieć się nigdy ograniczać, warto kupić telefon z maksymalnie dużym dyskiem – jeśli taki oczywiście jest dostępny.

 Dużą moc mobilnych urządzeń wykorzystują coraz częściej twórcy gier, którzy zauważając, że użytkownicy chcą grać już nie tylko w domu, wydają swoje pozycje także dla platform mobilnych. W epoce dużych smartfonów, pracujących na potężnych rozdzielczościach i wyposażonych w wydajne procesory, nie trzeba jednak ograniczać się do prostych tytułów, a można stworzyć gry, jakich nie powstydziłyby się jeszcze kilka lat temu komputery. I to się dzieje. Najnowsze pozycje Gameloftu, EA czy RockStar Games pokazują, że smartfon może dziś stać się przenośną, ale wcale nie ograniczoną konsolą. Aby to jednak było możliwe użytkownika nie może blokować mały dysk – wtedy nawet najpotężniejszy procesor stanie się bezużyteczny, gdy zabraknie miejsca na programy, które będą mogły go wykorzystać.

Także twórcy samych systemów operacyjnych coraz szybciej poszerzają funkcjonalność swoich urządzeń. Chociaż budzi to uwagi wielu użytkowników, to smartfony już fabrycznie dysponują sporą liczbą narzędzi, wśród których wiele jest takich, dublujących się pomiędzy sobą pod względem funkcjonalności. Producenci często decydują się stworzyć, np. własne aplikacje pocztowe, zamiast wykorzystać te od Google. To powoduje zaśmiecanie pamięci urządzeń i przyczynia się do tego, że użytkownik nie ma przestrzeni na własne programy, jakich naprawdę potrzebuje do swojej pracy. Pojawiają się niepotrzebne dylematy: czy naprawdę potrzebuję tej aplikacji, czy lepiej usunąć ją i wgrać muzykę w lepszej jakości? Albo odwrotnie: czy skompresować muzykę i mieć gorszą jakość, ale wolną przestrzeń wykorzystać na programy i gry? Takich problemów by nie było, gdyby Google wreszcie skłoniło producentów do porzucenia 8 i 16GB dysków i sprawiło, że pojawiłyby się urządzenia, które posiadałyby 32GB i więcej przestrzeni.

„Przecież są karty pamięci”

 Google wydaje się, jakby nie było przekonane o tym, czego chcą użytkownicy. Po tym, wydając Androida 4.0 i jego następcę, mocno naciskało na producentów na porzucenie kart SD w systemie w wersji 4.3 i kolejnych poczyniło duże ustępstwa dla użytkowników, którzy korzystają z tego typu pamięci. Dziś problemem nie jest już np. przerzucenie muzyki z Google Music do pamięci MicroSD i coraz więcej programów ma w sobie opcję zapisywania danych na tego typu kartach. Z drugiej strony wciąż w Nexusach nie ma tego czytników SD i nic nie wskazuje, aby miało się to zmienić. W związku z tym producenci także są niepewni i pozostają przy sprawdzonym rozwiązaniu jakim jest 16GB dysk i slot na karty SD. Niestety takie rozwiązanie ma swoje wady, wśród których największą jest to, że wciąż nie wszystko da się zapisać w taki sposób. Gry czy rozbudowane aplikacje bardzo niechętnie przenoszą się na taki nośnik i przez to nawet posiadacze karty 32 i 64GB mogą nie mieć jak ich zapełnić i narzekać na małą przestrzeń na głównej partycji. Należy przy tym mieć na uwadze, że nawet najszybsza karta pamięci jest wolniejsza niż dyskw smartfonie i to może być powodem, dla którego twórcy aplikacji nie chcą pozwolić użytkownikom na przenoszenie danych do wolniejszych sektorów. Program będzie działać wolniej, a to może wzbudzić negatywne odczucia u nieświadomych problemów użytkowników, którzy potem przeleją to na oceny w markecie. A to jak wiadomo może odbić się na zyskach.

A tak naprawdę najlepsze rozwiązanie zostało już dawno wymyślone. I zrobiła to firma, która od lat słynie z bycia wzorcem dla innych producentów. To oczywiście Apple, które od lat sprzedaje iPhone w konfiguracjach z różną ilością dostępnej pamięci dyskowej. Dzięki temu klient może nabyć telefon z takimi dyskiem, jaki jest mu potrzebny. Obecnie dostępne są nawet modele z 128GB pamięci, co jest ewenementem w świecie smartfonów. I to świetny wzorzec dla całej konkurencji. Chętnie zobaczyłbym wreszcie smartfony z serii Galaxy S czy Xperia z podobnymi dyskami i to pomimo większej ceny. Przyznaję, że jako użytkownik, który naprawdę nie lubi się ograniczać, chętnie taki model bym nabył. Można by wreszcie instalować i posiadać na smartfonie jeszcze więcej programów i gier, a producenci mogliby jeszcze swobodniej wykorzystywać zasoby systemu. My w konsekwencji mielibyśmy jeszcze bardziej zaawansowane gry czy programy.

 Oczywiście świadom jestem tego, że gdy, np. Samsung, mający w swojej ofercie kilkadziesiąt modeli smartfonów, chciał je wszystkie sprzedawać nie tylko w różnych odmianach kolorystycznych, ale także pamięciowych, mógłby już zupełnie zginąć w natłoku różnych sprzętów. Jednakże uważam, że warto aby przynajmniej topowe modele dostępne były w kilku wersjach, w zależności od tego jak duży dysk potrzebuje dany użytkownik.

I skończmy wreszcie z tymi 8GB smartfonami!

W 2015 roku, 8 lat po premierze iPhone, wciąż wiele smartfonów ma mniej pamięci niż pierwszy iPhone. To teza, która może budzić trochę kontrowersji, bo przyznać trzeba, że iPhone 2G można było nabyć w konfiguracjach z 4, 8 i 16GB pamięci. Jednakże Apple już wtedy sprzedawało iPhone z dyskiem 16GB a Samsung wciąż oferuje smartfony, które można nabyć jedynie z 8GB dyskiem. I o ile, np. Motorola do modelu MotoG dokłada jedynie minimalną ilość dodatków, to wielu producentów (z tym z Południowej Korei na czele) zapycha swój system sporą liczbą niepotrzebnych programów, przez co dla użytkownika pozostaje już naprawdę niewiele dostępnej pamięci. Dlatego uważam, że 16GB powinno być dziś absolutnym minimum. Zapewne przyniosłoby to nieco wyższą cenę, ale sądzę, że gdyby Samsung podwyższył ją o tyle, o ile rzeczywiście wzrosną jego koszty, mógłby wciąż utrzymać konkurencyjną ofertę zwielokratniając jednocześnie zadowolenie użytkowników. Zwłaszcza że w konsekwencji rynkowi rywale musieliby zrobić to samo.

 I mam nadzieję, że następne lata przyniosą wreszcie oczekiwane odejście od jakichkolwiek kart, jakie można umieścić w urządzeniu – zarówno SIM (pisałem o tym w styczniu), jak i microSD. I tak jak brak opcji wymiany baterii w wielu przypadkach został zrekopensowany użytkownikom lepszym designem i wygodniejszymi wymiarami smartfona, tak brak slotów, mógłby umożliwić tworzenie w pełni wodoodpornych smartfonów. Skoro jedynymi otworami w nich będą porty microUSB i miniJack, które producenci potrafią uczynić już wodoodpornymi, to i co zatem będzie stałona przeszkodzie?