Posłowie: wybierzcie Samsunga zamiast iPada!

surething

Koniec roku to czas planowania budżetu w wielu organizacjach. Z jawnego i zatwierdzonego już planu wydatków Sejmu, wiemy już, że przyszły rok, będzie dla naszych posłów rokiem wymiany iPadów na nowe. Na ten cel kancelaria sejmu, zamierza przeznaczyć 1,5 miliona złotych. Ja, jako użytkownik tego tabletu, uważam, że w obecnej sytuacji, lepszym wyborem byłby… Android!

Wytrwali czytelnicy SureThing z pewnością wiedzą, że jestem zwolennikiem rozwiązań pochodzących od firmy z Cupertino. Moim pierwszym urządzeniem z nagryzionym jabłuszkiem był właśnie iPad i od 2011 roku, polecam go wszystkim. Jednym z setek jego zastosowań, jest właśnie oszczędzanie mi drukowania setek stron papierów i dostępu do nich w formie elektronicznej. Świetny system,  duży dysk i niezawodna bateria sprawiają, że mogę w dowolnej chwili uzyskać do nich dostęp do moich dokumentów, gdziekolwiek bym się nie znajdował. I z tego powodu, początkowo ucieszyłem się, gdy przeczytałem, że w Sejm zastąpi papierowe pisma iPadami. Dziś, mając ponad 3 letnie doświadczenie we współpracy z tymi urządzeniami, rozumiem, że w naszym parlamencie lepiej sprawdziłby się sprzęt z Androidem.

Jedną z najważniejszych cech systemu iOS, jest głęboka integracja z chmurą. Dzięki niej, w bardzo prosty sposób, można synchronizować dane w sieci, zdalnie zarządzać urządzeniem, odnaleźć go po kradzieży, czy nawet wysłać mu, z dowolnego miejsca na świecie, polecenie bezpowrotnego usunięcia wszystkich danych. To co w codziennych zastosowaniach jest zaletą, w tak ważnym miejscu jak sejm, może być uznane za wadę. Posłowie są osobami, którym przysługuje dostęp do informacji niejawnych, a więc takich, które są ukrywane w tajemnicy przed nami – szarymi obywatelami, – ale także obcymi służbami, w tym tymi z USA. Jestem przekonany, że w szkoleniu dotyczącym wykorzystania tych urządzeń, pojawiła się prośba, że takich informacji nie należy przechowywać na tablecie. I o ile Kancelaria Sejmu, może rozpowszechniać takie, sekretne informacje tradycyjną drogą, to nie ma już pewności, że poseł, albo posłanka, z wygody, nie zanotuje sobie najważniejszych danych w systemowych notatkach, czy w liście zadań do wykonania. Aplikacje te cechują się tym, że nie trzeba klikać nawet zapisz, a będą one dyskretnie powielone na serwerze w USA. A wedle przecieków od wielu osób, stamtąd już bardzo niedaleko, do służb wywiadu USA.

I bardzo prawdopodobne jest to, że wykorzystując iPady w parlamencie, oddajemy amerykanom sporo ważnych danych. Nawet jeśli nie są tajne, to dzięki obiegowi elektronicznemu, dużo łatwiej jest im je odczytać. Najprawdopodobniej sami wgrywamy je na ich serwery. To znacząco ułatwia pracę wywiadu. Warto mieć także na uwadze, że kod źródłowy systemu iOS jest znany tylko w niewielkim stopniu i być może nawet samo Apple nie wie, ile luk i tajnych elementów się w nim znajduje. To natomiast gratka dla wszelakich wywiadów, nie tylko amerykańskiego, do pozyskiwania tysięcy dokumentów, nad którymi pracują nasi posłowie. Mobilny system z Cupertino, jest najbezpieczniejszą platformą na rynku, ale nie oznacza to, że jest całkowicie wolna od błędów. Choć jego twórcy starają się stale aktualizować go, aby pozbawiać go usterek, to nawet oni, nie są w stanie zagwarantować, że hakerzy z różnych państw, nie wykorzystują tajnych luk, w celu zbierania danych. Zwłaszcza, że ostatnie czasy pokazują, że iOS już taki bezpieczny nie jest.

Atak nie musi ograniczać się tylko do wykradania dokumentów znajdujących się na iPadach. Nietrudno sobie wyobrazić działanie wirusa, który aktywuje mikrofon, zarejestruje i wyśle w nieznane ręce prywatne rozmowy posłów. Albo, zdobędzie dostęp do prywatnych skrzynek poselskich, poprzez rejestrację wprowadzanych na urządzeniach loginów i haseł. Takie akcje nie są przecież dziś już niczym niezwykłym, ale gdyby takie kompromitujące rozmowy wyciekły, skandal mógłby być nawet gorszy niż ten, który pamiętamy, z czerwcowej afery podsłuchowej.

Co jednak mogłoby być alternatywą? I ku zaskoczeniu wielu napiszę: Android! Tak, ten dziurawy jak sito system od Google, mógłby – po odpowiednim przystosowaniu – lepiej sprawdzić się w poselskich zastosowaniach, niż popularne iPady. Głównym powodem, jest otwarty kod tego produktu. Wciąż każdy może ze strony twórcy systemu pobrać wszystkie źródła i przygotować jego własną kompilację. Wykorzystują to takie firmy jak Samsung, Amazon, czy nawet Microsoft, więc czemu nie przekazać tego zadania, polskim uczelniom czy lokalnym przedsiębiorstwom? Początkowy koszt byłby dużo większy, ale na pewno tańszy niż konsekwencje ewentualnych ataków, czy wycieków spowodowanych atakiem hakerów. Kancelaria Sejmu mogłaby zażyczyć sobie dowolną wersję systemu, skrojoną idealnie na własne potrzeby. Dla bezpieczeństwa (i ochrony czasu posłów) mogłoby zabraknąć w niej nawet marketu Google Play, a wszystkie aplikacje być dystrybuowane z zaufanych serwerów sejmowych, oczywiście po zweryfikowaniu czy nie wysyłają informacji na zachodnie serwery. Można by w ten sposób poważnie ograniczyć możliwość działania wirusów, bo żadna aplikacja nieposiadająca odpowiedniego certyfikatu, nie mogłaby uruchomić się w zabezpieczonym systemie. Dodatkowo można by wbudować prywatne szyfrowanie połączeń, co utrudniłoby podsłuchy.

Oczywiście jestem świadom tego, że byłby to system uboższy w funkcje, niż to co oferuje Apple. Trudno by odwzorować działanie tylu aplikacji, jakie dostępne są w AppStore. Tylko, warto zadać sobie pytanie: czy posłowie na pewno ich potrzebują? Podatnicy inwestują w te urządzenia półtora miliona złotych, nie po to by sprawić posłom drogi (i niebezpieczny) gadżet, ale po to by zaoszczędzić pieniądze i przyrodę, na drukowaniu pism poselskich. Można także wbudować wewnętrzny komunikator, czy zaprogramować nawet specjalną aplikację zawierającą pozostałe opcje potrzebne parlamentarzystom. I w takim zastosowaniu tak przygotowany system sprawdzi się wyśmienicie. Jednocześnie, nikt nie będzie mógł mieć żadnych pretensji do polityków, o wykorzystywanie do rozrywki sprzętów z pieniędzy publicznych. Po prostu będzie to niemożliwe.

Warto także mieć na uwadze, to, że Apple jest firmą, która od lat lekceważy nasz kraj. Wiele informacji mówi wprost, że tylko dzięki naciskom ze strony Unii Europejskiej, pojawiła się polska wersja internetowego Apple Store i wsparcie dla polskich użytkowników tej firmy. Dopiero przed kilkoma tygodniami pojawił się sklep AppStore w naszym języku. Natomiast koreański Samsung, już od 2000 roku, utrzymuje w Warszawie oddział, w którym obecnie zatrudnia ponad 400 programistów z naszego kraju! Od lat także bacznie wspiera nasz kraj, m.in sponsorując narodowe drużyny sportowe. Są to między innymi profesjonalna grupa lekkoatletyczna Samsung Team czy Samsung Atletic Cup dla młodzieży. Czemu zatem nasi parlamentarzyści, wolą wysyłać pieniądze do USA, do firmy, która zupełnie ignoruje nasz kraj, zamiast wesprzeć przedsiębiorstwo, które tak mocno inwestuje w Polskę?

Jestem przekonany, że polscy programiści bardzo chętnie stworzyliby dedykowaną wersję tabletu Samsunga dla polskich parlamentarzystów. Byłby to świetny duet Państwa z biznesem, który pokazałby, że inwestorzy nad Wisłą, są doceniani przez rządzących. Niestety, wszystko już wygląda na to, że zarówno nasze pieniądze i jak i dane, polecą za ocean. A szkoda…

O autorze

Jakub Stanisław Wolak

Maniak technologii. AppleUser, otwarty na konkurencyjne rozwiązania. Twórca i redaktor HelpMacPL  Hobbystycznie dziennikarz, podróżnik i fotograf.

Dodaj komentarz