I stało się: po ponad roku użytkowania, jednego z lepszych telefonów z Androidem, nie wytrzymałem i zupełnie porzuciłem tę platformę. Niestety, wbrew moim wcześniejszym oczekiwaniom, okazało się, że system Google ma więcej wad niż zalet. Czas więc na moje subiektywne podsumowanie dobrych i złych stron “zielonego robocika”.

Od początku czerwca 2011 roku byłem posiadaczem Samsunga Galaxy SII. Jest to wciąż najpopularniejszy telefon z Androidem i pierwszy, którego można nazwać poważnym konkurentem iPhone. Wszystkie wcześniejsze nie dorównywały mu, ani płynnością działania, ani też komfortem pracy. Koreańskiemu producentowi w końcu udało się to zmienić i stworzyć telefon, po którego sięgnęło nawet wielu wiernych fanów technologii Apple. W tym ja, choć w momencie zakupu, należałem bardziej do grona przeciwników niż zwolenników “nadgryzionego jabłuszka”. Początek był wręcz wspaniały. System działał bardzo płynnie, mobilną klawiaturę Swype, do dziś uważam, za najlepszą z możliwych, a ilość aplikacji mnie pochłaniała. Szkoda, że już po około sześciu miesiącach, ten czar prysł. A po raptem roku okazało się, że telefon ten “jest już przeżytkiem”.

Po wydaniu przez Google Androida 4.0, w październiku 2011 roku, Samsung obiecał szybki update. Początkowo mówiło się o listopadzie, później o początku grudnia. Niestety, ani jedna ani druga data, nie była prawidłowa. Ciekawe ile z tym wspólnego ma październikowa premiera Samsunga Galaxy Nexusa, sprzedawanego z fabrycznie zainstalowanym Ice Cream Sandwich. Ostatecznie upgrade, pojawił się dopiero 13 marca i to w dość okrojonej wersji. Po pół roku czekania, pojawiła się aktualizacja, która wprowadziła raptem kilka nowych funkcji. Po kolejnych kilkunastu tygodniach i premierze Galaxy SIII okazało się, że był to ostatni duży update, ponieważ Androida 4.1 dostaną jedynie posiadacze najnowszego smartphone. To najbardziej mnie poirytowało. Pomimo iż, koreański producent, wciąż produkuje i sprzedaje ten model telefonu, postanowił zakończyć jego wsparcie.
W ostatnich miesiącach pojawiła się informacja, że decyzja ta została jednak zmieniona i wersja 4.1 pojawi się dla SGSII. Od premiery tego wydania minęło już jednak 2 miesiące. Ciekawe więc ,kiedy i z jaką funkcjonalnością pojawi się ta łatka…

Za radą wielu użytkowników, którzy byli tak jak ja, zniecierpliwieni oczekiwaniem na update, zdecydowałem się na instalację alternatywnych modyfikacji Androida. I chociaż wprowadziły one, dużo wcześniej obsługę wersji 4.0, okazało się, że jest to wykonane kosztem czegoś. A to brakowało obsługi portu USB, a to nie było tetheringu, kiedy indziej smartphone nie widział karty pamięci. Nie wspominając już o tym, że stabilność telefonu była na wiele niższym poziomie, niż w przypadku oficjalnego wydania. Tak samo zresztą jak czas pracy na baterii. Znudzony ciągłym poszukiwaniem najlepszej modyfikacji, wróciłem do oficjalnego “Andka” 2.3.6.

Poważnie zastanawiałem się w tym czasie nad przesiadką na Galaxy Nexusa. Czytając recenzje wielu użytkowników, zrozumiałem, że nie jest to dobre rozwiązanie. Wiele Samsungowi można zarzucić, ale z pewnością nie to, że ubogo wyposażył w software swój telefon. Fabrycznie i9100 ma zainstalowany pakiet biurowy, kodeki DVIX i XVID, menadżera plików, nawigację czy aplikację do obróbki zdjęć i wideo. Co więcej, klawiatura Swype, to także zasługa tego producenta. Niestety w oficjalnym telefonie Google, tych aplikacji się nie znajdzie, a szkoda, bo większość z nich została napisana przez koreańskiego giganta, a więc można je zainstalować tylko na wyznaczonych przez niego urządzeniach. Galaxy Nexus się do nich nie zalicza. Ma on też nieco słabsze podzespoły: brakuje mu slotu kart pamięci, aparat ma “tylko” 5MPx – i9100 ma 8MPx. A więc telefony z serii Nexus, to poświęcenie dodatkowych funkcji telefonu, dla aktualizacji. Szkoda, że w świecie Androida trzeba podejmować takie decyzje.

Chociaż wbudowane przez Samsunga aplikacje działają bez zarzutu, to z tymi dostępnymi w Android Markecie jest już różnie. Najbardziej zdenerwował mnie przypadek, gdy kupiłem popularne GTA 3 i okazało się, że nie współpracuje ono z moim telefonem. Często, bez powodu się wyłączało, zacinało itp. Zwrot był niemożliwy, bo minęło 30 minut od zakupu aplikacji. Ciekawe, że gra ta, na Samsungu Galaxy S kolegi, działa bez zarzutu.

Co więcej, w oficjalnym ROMie Samsunga nie ma możliwości przenoszenia danych aplikacji na kartę pamięci. Zatem pomimo tego, iż miałem 48GB miejsca w telefonie, musiałem ograniczać się tylko do 16GB systemowych. To dużo, jednak gdy każda większa gra zajmuje około 1,5GB, zapełnienie tej pamięci jest bardzo łatwe. A tak nie miałem jak wykorzystać pozostałych 32GB.

Powodem, dla którego ostatecznie podjąłem decyzję o “ucieczce z Androida”, jest “prądożerczość” Galaxy SII. Telefon ten potrafił na jednym akumulatorze pracować przez raptem 4 do 5 godzin. Żeby się ratować, kupiłem zewnętrzną ładowarkę i drugą baterię do telefonu. Tym sposobem mogłem być pewien, że mój telefon wytrzyma dzień pracy. Niestety, częste otwieranie tylnej klapki, aby wymienić akumulatorki spowodowały, że szybko uległa ona obluzowaniu i nie trzymała się obudowy tak jak na początku. Rozwiązaniem mógłby być zakup dodatkowych “plecków” – a więc zewnętrznej baterii, dopinanej z tyłu komórki. Rozmiar takiego zestawu, stanowczo jednak przekreśla codzienne wykorzystanie i noszenie telefonu w kieszeni.

Ostatecznie więc postanowiłem pozbyć się tego telefonu, a za zarobione pieniądze i parę innych oszczędności nabyć porządnego Macbooka. Dziś smartphone zastępuje mi zestaw prosta Nokia + iPad. Mam stały dostęp do Internetu, dokumentów i aplikacji, a nie muszę martwić się o poziom akumulatora. W dodatku mam wielki ekran, na którym o wiele lepiej mi się pracuje 🙂

Niestety, wolność – a więc największa zaleta Androida, okazała się być też jego największą wadą. Producenci telefonów, nie mają żadnego obowiązku aktualizować systemu, programiści optymalizować aplikacji, a twórcy custom romów nie mają narzędzi do zapewnienia 100% wsparcia dla telefonu. W świecie ?zielonego robocika? powstał wielki bałagan, w którym trudno się dziś odnaleźć. Doświadczony tym, boję się o świat Apple, który obecnie także zmierza w kierunku coraz większej fragmentaryzacji. Mam nadzieję jednak, że pracownicy Tima Cooka, nie dopuszczą do powstania takiego chaosu.

Jakub Stanisław Wolak