Motorola Moto G to smartfon, który długo był poza zasięgiem moich zainteresowań. Pomimo iż, został stworzony, gdy nad producentem panowało Google, to nie otrzymał marki Nexus, która gwarantuje aktualizacje przez kilka najbliższych lat. Przyjrzałem się mu bliżej dopiero, gdy zacząłem zastanawiać się nad nowym telefonem. Zaskoczyła mnie bardzo dobra specyfikacja, wykonanie oraz… cena. Ten ostatni aspekt ostatecznie zdecydował, że telefon ten leży teraz na moim biurku.

Bateria w moim iPhone nieuchronnie dożyła kresu swoich sił. Ładowanie nawet trzy razy dziennie okazywało się być często niewystarczające, a korzystanie z różnorakich powerpacków, jest uciążliwe. Po tym, gdy procedura wymiany baterii zakończyła się połowicznym sukcesem, zdecydowałem się poszukać jego następcy. Początkowo zastanawiałem się nad modelem 5S, ale dopłata do niego, wraz z faktem, że jego następca zbliża się wielkimi krokami, sprawiła, że porzuciłem te plany. Spojrzałem na Androida i znalazłem… nowy model z bardzo dobrymi parametrami, aktualnym systemem, dwuletnią gwarancją… kosztujący niewiele ponad 600 złotych. Poznajcie: Moto G.  

motog_2

Niestety nie ma róży bez kolców. Motorola chcąc stworzyć naprawdę tani telefon, postanowiła ograniczyć zestaw dodatków dokładanych do telefonu, do absolutnego minimum. I przez to, w komplecie z urządzeniem, nie znajdziemy nawet ładowarki, nie wspominając już o słuchawkach czy przejściówkach, jakie czasami dokładają producenci droższych modeli. W zasadzie zawartość pudełka ogranicza się do kabla USB, instrukcji i naturalnie telefonu.

Pierwsze wrażenie i design

Motorola Moto G od pierwszego spojrzenia zaskakuje kompaktowością. Bardzo dobrze układa się w dłoniach, tak, że z jej obsługą nie ma najmniejszego problemu. Przyznaję, że jestem tym pozytywnie zaskoczony, bo do tej pory uważałem, że granica 4,3” to maksimum, którego nie można przekroczyć, w kwestii obsługi jedną ręką. Na dużą pochwałę zasługuje też design samego urządzenia. Czerń, która jest barwą wszystkich elementów prezentuje się niezwykle gustownie i sprawia, że urządzenie jest bardzo eleganckie. Nawet srebrne, podłużne przyciski, nie wyróżniają się tak bardzo jak np. w Xperii Z1, co odbieram ewidentnie na plus. Dodatkowo tylna obudowa wykonana została z gumowanego materiału, co sprawia, że jest ona odporna na zarysowania i łatwiej przeżyje upadki. Doceniam też to, że aparat w żaden sposób nie wystaje ponad obudowę, co chroni go przed zniszczeniem.

motog_1

Na pierwszy rzut oka Motorola została zaprojektowana właśnie tak jak potrzebuję: port microUSB znajduje się u dołu, a wyjście słuchawkowe u góry. Jedyne zastrzeżenie mam do umiejscowienia przycisku Power i klawiszy głośniej/ciszej. Uważam, że wartałoby zamienić je miejscami, gdyż często nieopatrznie klikam w klawisz głośniej, zamiast w power. Cieszę się, że znalazło się też miejsce dla diody LED, bo często wykorzystuję ją jako latarkę. Prostą, ale bardzo przydatną opcją, jest również dioda powiadomień. Przyznaję, że bardzo brakuje mi w iPhone, takiego subtelnego powiadamiania, że na telefonie, czeka na mnie komunikat.

motog_3

Specyfikacja

W tej kwestii mam nieco więcej zastrzeżeń do Motoroli. Wyposażyła ona swoje urządzenie w mocny, czterordzeniowy procesor o taktowaniu 1,2GHz, ale tylko 1GB pamięci RAM i co gorsza 8GB dysku. Co prawda w sieci można nabyć droższe, 16GB konfiguracje, ale to wciąż za mało, jak do komfortowego użytkowania. Fakt, że nie można rozszerzyć urządzenia o kartę pamięci będzie dla wielu dyskwalifikujący. Zwłaszcza, gdy doda się jeszcze informacje, że pomimo zdejmowanej tylnej obudowy, nie można wyjąć baterii.

Warto przy tym dodać, że Moto G nie posiada klawiszy pod ekranem. Opcje Home, wstecz i menu, prezentowane są w formie wirtualnych przycisków, wyświetlających się na urządzeniu. Początkowo uważałem to za wadę, al teraz rozumiem, że pozwoliło to zaoferować idealnie płaską powierzchnię z przodu smartfona. Prezentuje się to bardzo elegancko, a wirtualne przyciski wcale nie są takie złe :).

Miesiąc później

motog_4

Pomimo tych braków, Moto G okazuje się być bardzo praktycznym telefonem. W epoce Google Music i nielimitowanego dostępu do wszystkich utworów poprzez chmurę i innych usług oferowanych poprzez sieć, 8GB dysk jest w miarę wystarczający. Zwłaszcza, że Android w tym sprzęcie, nie zawiera żadnych elementów, poza to, co Google oferuje w czystej wersji tego systemu. Nie ma zatem mowy o żadnych nakładkach, dublujących się aplikacjach, czy testowych antywirusach, jak to w urządzeniach konkurencji bywa. Fakt ten sprawia, że przestrzeń dostępna dla użytkownika, nawet w 8GB wersji, wciąż jest stosunkowo duża i wystarczająca do podstawowych potrzeb.

Przez miesiąc intensywnego użytkowania, smartfon nigdy się nie zawiesił, oraz nie zwolnił tempa pracy. Jedynym opóźnieniem jakie zauważam, jest wolniejsze pojawianie się ikonek na pulpicie. Po wybraniu przycisku Home, często najpierw pojawia się tapeta, a dopiero z jedno lub dwu sekundowym lagiem, pojawiają się ikonki i widgety. Nie jest to jakieś strasznie uciążliwe, ale zwracam uwagę, że taki stan występuje.

4,5 calowy ekran, wciąż jest bardzo wygodny w obsłudze jedną ręką. Oczywiście wymagało to ode mnie nieco konfiguracji, polegającej na ustawieniu „nieklikalnych” widgetów u góry ekranu, aby wszystko co potrzebne, mieć w zasięgu palca. Stefa do której najtrudniej się dostać, znajdująca się w lewym, górnym rogu ekranu, na szczęście, zwykle nie wymaga klikania. Jednakże w Motoroli jest ona stosunkowo mała. W urządzeniach z większym ekranem, będzie to większym problemem.

Zmianą, którą odbieram najbardziej pozytywnie, jest akumulator w tym urządzeniu. Pozwala on na spokojne półtora dnia nawet intensywnej pracy. A warto dodać, że z racji niewielkiego dysku w tym urządzeniu z bardzo prądożerczego modemu 3G i WiFi korzystam jeszcze częściej – prawie zawsze, gdy chcę posłuchać muzyki, lub oglądnąć jakiś film. Kiedyś można było to robić offline, ale przy 8GB dysku, przechowywanie takich danych, nie wchodzi w grę. Dlatego wyrażam pełne uznanie dla Motoroli, za akumulator, który jest w stanie zaspokoić moje potrzeby.

Rzeczą, za którą nie można pochwalić Motoroli jest aparat. Po testach czołowych smartfonów od Samsunga, Sonego czy Apple, przesiadka na 5MPx model jest ciężka. Zwłaszcza, gdy towarzyszy im problem z łapaniem ostrości, a zdjęcia kiepsko odzwierciedlają rzeczywiste kolory. Na szczęście końcowy rezultat nie jest fatalny, fotografie są czytelne, a filmy prezentują dobrą jakość. Pamiętajcie, że mówimy o telefonie za 600 złotych.

Android, Android i jeszcze raz Android

Ostatnim aspektem, który muszę szerzej poruszyć teście tego urządzenia jest system, w jaki go wyposażono. Jak już poprzednio wspomniałem, jest to Android, w wersji prosto od Google. Brak nakładek powoduje, że system działa płynniej, nawet na 1GB pamięci RAM, a to do użytkownika należy decyzja, z jakich aplikacji będzie korzystał. Zasoby Google Play są pełne alternatywnych przeglądarek, menadżerów plików, odtwarzaczy video czy nawet aplikacji do SMS, czyli opcji, o jakich w świecie iOS nawet się nie śniło. Ja doceniam głównie fakt, że do Moto G mogę bez ogródek wpiąć pendrive i swobodnie wymieniać z nim pliki. To opcja, której naprawdę brakuje mi na iOS.

Naturalnie, każde rozwiązanie ma swoje wady i zalety. W świecie Androida należy też uważać na wirusy i szpiegujące nas aplikacje, czego w AppStore po prostu nie ma. To jednak temat, na całkiem odrębny artykuł.

Podsumowanie

Google poprzez Motorolę pokazało, jak należy robić budżetowy smartfon. MotoG działa bardzo szybko, nie zawiesza się, a użytkownik, pomimo małego dysku, ma wciąż sporą przestrzeń na własne narzędzia. To głównie cios w Samsunga i innych producentów, którzy potrafią załadować budżetowe urządzenia taką masą własnych aplikacji, że ich sprzęt, pomimo dobrych podzespołów, działa niemiłosiernie wolno. Ja z Motorolą pozostaję na dłużej – nawet po powrocie do iPhone, będzie ona świetnym jego uzupełnieniem, o możliwości jakich nie jest w stanie mi on zaoferować.