surethingŚwiatowe lotnictwo jest dziedziną, która nieustannie się zmienia. Firmy tworzące samoloty i nadzorujące bezpieczeństwo ruchu powietrznego, starają się wyciągać wnioski z każdej katastrofy i sprawić, by nigdy nie doszło do wypadku z tych samych przyczyn. Ostatnie lata wskazują jednak, że coraz częstszym czynnikiem tragedii lotniczych jest… człowiek. I być może nadchodzi czas, by uznać go za najsłabsze ogniwo i zastąpić go komputerem.

Samoloty już od wielu lat wyposażane są w automatyczne systemy sterujące, zwane autopilotami. Dzięki nim kapitan nie musi przebywać za sterami przez cały okres lotu, zlecając to komputerowi, który zamiast niego poprowadzi maszynę w powietrzu. Nowoczesne urządzenia potrafią już nie tylko utrzymać bieżący kurs, ale także samodzielnie wylądować lub w razie konieczności uniknąć przeszkody. To kolosalnie wpływa na bezpieczeństwo pasażerów, gdyż nawet w sytuacji, gdy pilot straci możliwość prowadzenia samolotu (np. wskutek zawału serca), to komputery mogą bezpiecznie sprowadzić samolot na ziemię.

Jednak w dalszym ciągu najtrudniejsze manewry, jakimi są start i lądowanie, pozostawia się człowiekowi. Czynników wpływających na ten fakt jest wiele. Z pewnością jednym z nich, jest budowanie poczucia bezpieczeństwa u pasażerów, którzy czuliby się źle, gdyby dowiedzieli się, że za sterami nie ma nikogo. Zdaję sobie sprawę, że osoby, które już nie raz doświadczyły awarii komputera, zdarzającej się zawsze w najmniej oczekiwanym momencie, mogłyby nie mieć takiego zaufania do maszyn. Jednakże zapominają o tym, że my ludzie też się psujemy, jednocześnie ulegamy czynnikom, na które odporne są komputery. Są to chociażby zmęczenie, stres czy… chciwość lub choroba psychiczna.

Ostatnie lata upłynęły pod znakiem wielkich katastrof lotniczych. Przez ostatnie miesiące tylko w katastrofach samolotów cywilnych zginęło ponad 800 osób. I chociaż to tylko niewielka część tego, ile ginie na drogach (od 1 stycznia do 11 kwietnia tylko na polskich drogach zginęło 611 osób), to każda z katastrof w przestworzach wywołała spory szok wśród ludzi. Wyciągając z nich wnioski, można zrozumieć, że coraz rzadziej przyczyną tych tragedii jest uszkodzenie jakiejś części samolotu (a takie były główne przyczyny jeszcze do niedawna), a coraz częściej zawodzi człowiek.

Z pewnością wielu z nas ma jeszcze w pamięci katastrofę z 24 marca, gdy pilot niemieckich linii Germanwings, najprawdopodobniej umyślnie doprowadził do katastrofy, rozbijając samolot we francuskich Alpach. Zabił siebie i 149 osób będących na pokładzie. A to tylko najświeższy przypadek. Nieco ponad rok wcześniej, 8 marca z radarów zniknął lot Malaysia Airlines 370. Do dziś nikt nie wyjaśnił przyczyny tego zjawiska, bardzo możliwe jednak, że doszło do celowego uprowadzenia tej maszyny. To tylko dwie, spośród bardzo wielu katastrof, do których umyślnie, bądź też nie, doprowadzili ludzie. Ich charakterystyką jest to, że zwykle nie przeżywa ich nikt.

I dlatego czas się zastanowić, czy nie czas zastąpić kolejny, zawodny „element” lotu, jakim jest człowiek? Dysponujemy obecnie bardzo zaawansowaną technologią, która pozwala samolotom w sposób automatyczny się ze sobą komunikować i wymieniać ważne informacje. Stałe połączenie z bazą, sprawia, że naziemne jednostki kontroli, mają bardzo szczegółowy podgląd tego, gdzie znajduje się każdy samolot. Mogą wysyłać też informacje o niesprzyjających warunkach, w celu np. odesłania maszyn na inny port, aby umożliwić im bezpieczne wylądowanie. Komputery mogą trafniej przetwarzać o wiele więcej informacji, które zwykle przytłoczyłyby człowieka. Dzięki temu, podejmowane przez nie decyzje, mogą być obarczone o wiele mniejszym ryzykiem błędu niż te ludzkie. W dodatku komputer nie nagnie procedur, ani nie zlekceważy przepisów, co zdarza się pilotom i czasem doprowadza do katastrofy.

Oczywiście to dopiero pieśń dalekiej przyszłości, bo w dalszym ciągu wielu pasażerów niechętnie uczestniczyłoby w locie bez ludzkiego pilota. Uważam jednak, że czas zastanowić się nad tym, czy np. nie przekazać głównej władzy autopilotowi, którego kapitan lotu mógłby wyłączyć dopiero po zgodzie kontroli naziemnej. Oczywiście należałoby wtedy przygotować procedury na wypadek utraty łączności z ziemią. Niekoniecznie jednak muszą one oznaczać, że pilot mógłby sterować maszyną ręcznie. Samolot mógłby wtedy rozpocząć procedurę automatycznego lądowania na najbliższym lotnisku. Sprawiłoby to, że pilot przejmowałby ster jedynie w awaryjnych sytuacjach i nie mógłby przejąć maszyny, by skierować ją na inny kurs. To uniemożliwiłoby np. porywanie samolotów przez załogę i mogłoby ocalić wiele osób w przyszłości.

O ile w przypadku motoryzacji, coraz bardziej obawiam się postępującej automatyzacji, pozbawiającej mnie władzy we własnym samochodzie, to w przypadku ruchu lotniczego jestem jej pełnym zwolennikiem. Samoloty przewożą nawet kilkaset osób na pokładzie, a w dalszym ciągu jedna osoba, może przyczynić się do śmierci ich wszystkich. Dlatego trzeba się zastanowić, czy komputer nie będzie dziś lepszym i bezpieczniejszym pilotem niż człowiek.

Gdyby to się udało, możliwe, że licznik ofiar wypadków lotniczych wreszcie na dłużej by się zatrzymał. Byłby to z pewnością jeden z największych sukcesów ludzkości. I obyśmy w tym kierunku zmierzali.