Muzyka, której słucham, zależna jest od mojego nastroju, czasu, bieżących wydarzeń, czy… prędkości wiatru ;-). Z tego powodu, nie ma żadnego wykonawcy, czy nawet określonego gatunku który mógłbym określić jako ulubiony. Dlatego też, moja biblioteka w iTunes zajmuje aktualnie 18,35GB, a ja często szukam nowych inspiracji. Bardzo przypadły mi do gustu usługi, dzięki którym mogę w nielimitowany i legalny sposób słuchać tysięcy  tytułów dostępnych w sieci. Dzisiejszy dzień jest jednak bardzo ważny: po kilkunastu dniach spędzonych z iTunes Radio, kupiłem płatną subskrypcję w Spotiffy. Po prostu ta usługa jest lepsza.

W czasach rozwoju popularnych usług muzycznych, takich jak Deezer, Spotify czy Wimp, wiele osób czekało na krok Apple, który miał zmieść z rynku drobne oferty, a zastąpić jedną globalną. Trudno się temu dziwić – iTunes jest liderem w kwestii sprzedaży piosenek online, a w Stanach Zjednoczonych słowo iPod to niemal synonim słowa MP4. W dodatku usługa iTunes Match jeszcze mocniej przywiązała do siebie melomanów, korzystających z technologii z Cupertino. Pomimo tego, zaprezentowane na czerwcowej konferencji WWDC iTunes Radio okazało się być porażką, zarówno w Stanach jak i Europie, w której dotąd nie miało i raczej w najbliższym czasie nie będzie mieć premiery.

490822_53990118Do momentu, gdy Apple nie zaprezentowało w Polsce usługi iTunes Match, byłem zwolennikiem iPoda Classic z 160GB dyskiem. Tylko ten odtwarzacz pozwalał mi mieć przy sobie wszystkie albumy jakie miałem na dysku, podcasty, a nawet audiobooki i jeszcze posiadał potężny zapas wolnej przestrzeni. Gdy Apple wreszcie udostępniło Polakom możliwość przechowywania muzyki na swoich serwerach szybko skorzystałem z tej możliwości. Od tego momentu, w moim iPhone, iPadzie oraz na OS X, mogę słuchać piosenek z mojej kolekcji, nawet gdy nie mam ich fizycznie pobranych na dysk. A jeśli wybieram się w dłuższą podróż, mogę, nie podpinając kabla do komputera, ściągnąć do pamięci urządzenia, dowolne utwory czy całe albumy z mojej kolekcji.

Pomimo iż jest to bardzo rewelacyjna usługa, to nie zaspokoiła mojego głodu, poszukiwania nowych „przebojów”. iTunes od dawna umożliwia nielimitowane próbowanie fragmentów utworów, ale nawet półtora minutowe kawałki, to dopiero przesłuchanie całej piosenki pozwala mi dobrze zdecydować czy chcę ją kupić. Dlatego stałem się aktywnym użytkownikiem Spotify, w słucham albumów, przed decyzją o ich zakupie. Często po pierwotnej euforii i chęci nabycia danego tytułu, po jego pełnym przesłuchaniu, dochodzę do wniosku, że nie jest on tego wart. Mogę wprost napisać, że dzięki tej usłudze więcej zaoszczędziłem niż wydałem.

Obraz pochodzi ze strony Apple.com

Do pomysłów, stworzenia przez Apple, konkurencji dla Spotify, podchodziłem z dużym dystansem. Na własnej skórze przekonałem się, z jakim opóźnieniem gigant ten wprowadza do nas swoje usługi. Pomimo tego oferta strumieniowania jej za darmo, pokazała mi iskierkę nadziei, że nowy produkt, może być ciekawy. Niestety po sprawdzeniu tego „radia” w okresie świątecznym w tym roku, zrozumiałem, że cios, jaki miało zadać Apple alternatywnym usługą, okazał się być raczej kopniakiem… na szczęście.

iTunes Radio w przeciwieństwie do swojej konkurencji, nie oferuje opcji pojedynczego przesłuchania danej piosenki czy albumu, lecz skupia się na tworzeniu własnych stacji, w których to użytkownik wybiera tego co chce słuchać. Pomimo tego nie ma on dokładnej kontroli nad tym, jakie utwory zostaną mu zaprezentowane. Co więcej, można ominąć dany tytuł, ale takich przewinięć może być maksymalnie 6 na godzinę. Po osiągnięciu tego limitu, użytkownik może słuchać jedynie tego co zaoferuje mu Apple.

Spotify ze swoimi playlistami, bardzo społecznościowym podejściem do muzyki i dostępnością w tak wielu krajach, powala Apple na łopatki. Dodatkowo, bardzo cenię sobie funkcję zapisywania utworów offline. Dzięki niej, nawet gdy nie mam dostępu do internetu, mogę odsłuchiwać dziesiątki albumów.

1188223_47307203

iTunes Match jest zatem dobrze zrobioną reklamą, zachęcającą do kupienia odtwarzanych utworów w sklepie Apple. Pozwalam sobie na to stwierdzenie, bo przy każdej piosence odtwarzanej z tego źródła, znajduje się przycisk z ceną. Wszystko po to, aby użytkownik, któremu dana nuta przypadnie do gustu, mógł, nie zastanawiając się, kupić ją i dopiero wtedy zapisać ją na swoim dysku. To dobre jest jedynie dla zamożnych użytkowników, Ci, którzy tak jak ja, wolą nabyć coś, czego naprawdę będą słuchać, mają spory problem. Apple skutecznie utrudniło, swobodne przesłuchiwanie danego kawałka kilka razy pod rząd.

Tym razem muszę stwierdzić wprost: Spotify wygrało. Apple pomimo swojej przewagi, nie zdecydowało się zaryzykować, tworząc chmurę podobną do konkurencji, a jedynie wydało jej uproszczoną wersję, która ma zachęcać do nabywania utworów w iTunes Store. Taka usługa jednak nie sprawdza się tak jak powinna i tym samym, obecne od dłuższego czasu na rynku alternatywy, mogą rozwijać się spokojnie. Apple najwyraźniej nie jest zainteresowane walką z nimi i woli skupić się na standardowej sprzedaży muzyki. Choć może to i dobrze. Trochę konkurencji na rynku, jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło.

fot 1,2,3 pochodzą ze strony SXC.hu