surething

Na rynku przeglądarek, na niemal każdym systemie operacyjnym, coraz większą dominację zdobywa Google Chrome. Ta przeglądarka od momentu swojej premiery zaskakiwała szybkością działania, nowoczesnymi funkcjami i ciekawym interface. Jednocześnie jej twórca wydając bardzo szybko kolejne wersje, dał do zrozumienia, że nie zamierza ani na chwilę spocząć na laurach i aktywnie walczy o nowych użytkowników. Chociaż pozytywnie oceniam takie działania, to coraz bardziej boję się dominacji firmy z Mountain View. I dlaczego tak liczę, na… Internet Explorerana OS X i iOS.

Często nie uświadamiamy sobie, że miano najważniejszego programu zainstalowanego na naszym dysku posiada pewna bardzo niedoceniana aplikacja. Choć zwykle program ten pełen jest zaawansowanych narzędzi, to zwykle ten, z którego korzystamy, z pozoru jest niezwykle prosty. I w zasadzie samodzielnie niewiele potrafi. To przeglądarka internetowa, która pozwala połączyć się z niezwykłym światem Internetu. Dziś służy już nie tylko do przeglądania stron, ale także do rozmów ze znajomymi, w tym tych z obrazem video, słuchania muzyki, oglądania seriali i filmów czy grania w gry. I choć zasadniczo mogłoby wydawać się, że wybór jej jest nieważny, to każda sekunda zaoszczędzona na wczytanie strony, przy setkach przeglądniętych witryn każdego dnia, pozwala na niewidoczne zachowanie wielu godzin, które dzięki ekonomicznemu programowi, można przeznaczyć na inne zajęcia. Gdy doda się do tego wygodę obsługi, można zrozumieć, dlatego tak warto wybrać najlepszą.

O takie miano od lat walczy Google. I coraz trudniej mu go nie przyznać, bo produkt tej firmy jest faktycznie szybki, estetyczny i wygodny w obsłudze. Za tymi ewidentnymi pozytywami idą w parze także wady, a wśród nich jest największa: uzależnienie od jednej firmy. Z punktu widzenia użytkownika nie ma w tym niczego złego, ale po bliższym przyjrzeniu się, można zauważyć ile negatywnych konsekwencji to ze sobą niesie. Już dziś, wiele witryn tworzonych jest głównie pod Chrome, co narzuca konkurencji standardy Google. Dodatkowo, niektóre narzędzia tej firmy, działają wyłącznie w tej jedynej przeglądarce. Gigant może pozwolić sobie na taki krok tylko przez to, że konkurencja jest za nią daleko w tyle. Takie uzależnienie od jednego produktu, prędzej czy później rozleniwi jej twórców, a jak wiemy z doświadczenia, nie ma niczego gorszego, niż monopol na rynku IT.

Konkurencją w świecie OS X jest Safari. Chociaż ten program w najnowszej wersji jest całkiem wydajny i zarządza lepiej energią, niż produkt Google, to ze względu na dostępność wyłącznie na OSX i iOS, nie ma szans na osiągnięcie większego sukcesu. Bez wątpienia konkurencją dla produktu z Mountain View jest jedynie Firefox i Internet Explorer. Twórca tej pierwszej czerpie główny dochód z dotacji od korporacji… Google. Choć do tej pory to wystarczało zarówno na tworzenie wielu produktów, w tym nawet system Firefox OS, to obawiam się, że będzie niewystarczającą kwotą, jeśli twórca postawiłby na lepszy marketing i jeszcze silniejsze uderzenie w Chrome. Takie fundusze ma tylko Microsoft, który od lat tworzy Internet Explorer.

Produkt ten przez długie lata był daleko w tyle za konkurencją. Od premiery Windows Visty, a potem Seven, Microsoft postanowił wziąć się za pracę i z wersji na wersje nadrabia braki w stosunku do reszty przeciwników. Przyznaję, że pracując na Maku, często wspieram się Windows 8.1, a na nim moją główną przeglądarką jest właśnie najnowszy IE. Ten produkt jest szybki, bardzo stabilny, a z racji tego, że od razu był dostępny w systemie, nie musiałem poświęcać czasu na instalację i konfigurację alternatyw. Explorer od razu był. Dodatkowo, ze względu na wolniejszy niż u korporacyjnych rywali rozwój, mam pewność, że skonfigurowane w nim dodatki nagle nie przestaną działać. Z takim problemem borykałem się czasem korzystając z Firefoxa.

Ale to nie są powody, przez które tak bardzo oczekuję Internet Explorera na OS X i iOS. Liczę na to, że debiut produktu Microsoftu na nowych platformach będzie równoznaczny z wprowadzeniem nowych opcji i wniesie powiew świeżości dla rynku przeglądarek. Jestem mile zaskoczony zmianami, jakie ostatnio są przeprowadzane w Microsofcie i z nowych produktów, jakie tworzy ta firma. Widzę, że nowy szefowy, ma wizję i nie boi się zaryzykować obecnej pozycji firmy, aby stworzyć coś nowego, jeszcze lepszego niż dotąd. I gdyby zdecydowała się, na aktywniejsze zainwestowanie w rynek przeglądarek internetowych, to mogłaby poważnie zagrozić wizji dominacji Chrome, która jest coraz bardziej realna.

Jednakże, o ile na Macu w zasadzie nie ma żadnych ograniczeń w stosunku do przeglądarki, z jakiej się korzysta, to na iOS, restrykcje Apple idą dużo dalej – są bardziej zauważalne i potrafią uprzykrzyć życie. Zgodnie z postanowieniami tej firmy każda przeglądarka tworzona na tę platformę, musi korzystać z silnika WebKit, co może zablokować wprowadzenie Internet Explorera do AppStore. Byłoby to równoznaczne z zablokowaniem całego projektu. Wierzę jednak, że Microsoft, jest w stanie wymóc dużo więcej na Apple niż cała konkurencja razem wzięta. Ostatnie wydanie bezpłatnej wersji Office dla iOS to przecież duży prezent dla Apple, a istnieniem całego pakietu Office na Maki, Apple od lat chwali się na swojej stronie internetowej. Dla wielu właśnie istnienie pakietu biurowego Microsoftu na OS X jest ważnym powodem, do porzucenia Windows i zamiany go na produkt z Cupertino.

Jeśli więc ktokolwiek miałby przymusić Apple do zmiany obecnego stanu rzeczy to właśnie gigant z Redmond. Zwłaszcza, że gdyby nawet Tim Cook nie chciałby się zgodzić na żadne ustępstwa, może zmusić go do tego… w sądzie i instytucjach do walki z monopolem. Przez lata przecież toMicrosoft był atakowany właśnie za blokowanie konkurencyjnych przeglądarek w swoim systemie, a dziś wreszcie firma mogłaby odegrać się za takie postępowanie.

A na zmiany w kwestii przeglądarki na iOS liczę najbardziej. Nie rozumiem, jak to jest możliwe, że w takim powszechnie znanym systemie jak iOS, tak ważny produkt jak przeglądarka jest w tak dużym stopniu kontrolowany przez jedną firmę. Rozumiem chęć ochrony użytkowników przed atakami, ale wiem, że nic tak dobrze nie robi, jak dobra konkurencja. A taką można osiągnąć tylko w wolnym rynku. I dlatego tak liczę, że Microsoft pomoże w końcu stworzyć taki w świecie Apple.

Plotki mówią także o Internecie Explorerze na Androida. Dla tego systemu byłaby to nie mniejsza rewolucja niż w iOS. Po raz pierwszy pojawiłaby się tam konkurencja dla Chrome, wydana przez naprawdę dużą korporację. To z pewnością osłabiłoby monopol Google w tym segmencie i byłoby ważnym krokiem dla tworzenia alternatywnych wersji tego systemu, niezawierających płatnych dodatków od giganta wyszukiwania.

Gdyby to się udało, taki multiplatformowy Internet Explorer mógłby bardzo namieszać w systemach konkurencyjnych firm. Microsoft to korporacja, która naprawdę ma siły i środki do osiągnięcia tych celów – musi tylko tego chcieć. Wierzę, że nowa szefowa, a tym samym nowa strategia dążąca do zdobycia pozycji także na platformach konkurencji, będą ważnymi aspektami w realizacji tego zadania.