MacBook Pro 13″ – recenzja

Moja przygoda z Macami rozpoczęła się od hacintosha. Duży iMac miał pozwolić mi skorzystać z funkcji, których na nieoryginalnym OSX uruchomić nie mogłem. Korzystając z takiego zestawu traciłem jednak bardzo wiele. Mój Dell XPS L501x nie oferował mi ani gestów, usypiania ani swobodnego dostępu do aktualizacji systemu. Dlatego coraz częściej odczuwałem potrzebę skorzystania z prawdziwego MacBooka. Po długich zastanowieniach, zebraniu grosza do grosza, sprzedaniu kilku domowych „nieużytków?, ostatecznie kupiłem swój pierwszy laptop od Apple – 13 calowego MacBooka Pro z 2012 roku. Dziś, po ponad 5 miesiącach użytkowania tego sprzętu, chciałbym podzielić się z Wami recenzją tego notebooka.

Zacznę od kilku słów o tym, dlaczego zdecydowałem się na właśnie tego laptopa. Jak już wspomniałem we wstępie w grę wchodził jedynie komputer od Apple. W ofercie tej firmy jest kilka ciekawych sprzętów i wcale nie było mi tak prosto się zdecydować. Początkowo zastanawiałem się nad zakupem ultrabooka z serii Air i byłem już bliski sfinalizowania tej transakcji. Gdy jednak przyglądnąłem się bliżej jego designowi, zauważyłem spory minus – ma nieco inną klawiaturę, w której skok klawiszy jest dużo niższy. Jako, że dużo piszę, klawiatura jest dla mnie bardzo ważnym elementem. Tym co ostatecznie zdecydowało o zmianie mojej decyzji był fakt iż wszystkie podzespoły są wlutowane w płytę główną i nie można ich wymienić. Moja przygoda z komputerami, jasno pokazuje, że uszkodzenie pamięci RAM czy dysku twardego to częste awarie. Gdy, po zakończeniu gwarancji, w ultrabooku Apple wystąpi taki problem wymiana może okazać się bardziej kosztowna, niż zakup nowego laptopa. Wiem, że za kilka lat większość komputerów będzie tak zablokowana, jednak póki jeszcze się da chciałbym od tego uciec. Do dyspozycji pozostały mi zatem tylko dwa produkty – najnowszy, 13 calowy MacBook Pro z procesorem i5 lub taki sam model z 2011 roku z procesorem i7. Starszy był w dodatku nieco tańszy (był to okres wyprzedaży w iSpocie). Ponieważ jednak uznałem, że mocniejszy procesor i tak nie będzie mi do niczego potrzebny, a sprzęt z 2012 roku ma nowszy typ karty graficznej oraz port USB 3.0 zdecydowałem się na nowszego laptopa.

fot. Jakub Stanisław Wolak

fot. Jakub Stanisław Wolak

Kupiłem zatem MacBooka Pro z ekranem 13 cali, procesorem i5, taktowanym zegarem 2,5GHz, pamięcią 4GB (którą rozszerzyłem do 8), dyskiem 500GB oraz z zintegrowaną kartą graficzną Intel HD4000. Już na starcie w tym laptopie był OSX Mountain Lion. Resztę specyfikacji znajdziecie tutaj.

Złącza w MacBooku

Złącza w MacBooku

Od pierwszych chwil komputer ten zaskoczył mnie swoją lekkością, zgrabnością i niezwykłą precyzją wykonania. Oglądając go ze wszystkich stron trudno przyczepić się do czegokolwiek. Gdy jego pokrywa jest zamknięta, trudno dostrzec miejsce gdzie kończy się ekran, a zaczyna reszta komputera. Po jej podniesieniu w oczy rzuca się duża, czarna, wyspowa klawiatura, świetnie prezentująca się na srebrnej obudowie. Pod nią starannie wkomponowany został trackpad, którego granice wyznaczają niewielkie, czarne brzegi. Boczne ścianki komputera zawierają jedynie niezbędne złącza – dwa porty USB, wyjście na karty pamięci, słuchawki, Thunderbold, Ethernet oraz zasilania. Druga strona to tylko slot CD/DVD. Jak w każdym laptopie Apple zastosowano podświetlenie klawiatury, oraz przepięknie prezentujące się, świecące logo producenta.

5 miesięcy później…

Myślę, że opisywanie ogólnikowych informacji na temat tego komputera, których w sieci można znaleźć mnóstwo jest bezcelowe. Chciałbym za to, w tej części recenzji skupić się na moich subiektywnych odczuciach wynikających z używania tego notebooka. Przez prawie pół roku przepracował bardzo wiele i co ważne dużo ze mną przebył. Jest to pierwszy komputer z którym naprawdę podróżuję. Wszystkie poprzednie, mimo iż to były laptopy, nie były tak komfortowe w przenoszeniu, ani w używaniu poza domem.  Z tego powodu praktycznie nie opuszczały moich czterech kątów. MacBook Pro ma naprawdę świetną baterię, wytrzymującą około 6 godzin pracy bez zewnętrznego zasilania. Jego rozmiar bardzo dobrze nadaje się do przenoszenia, a dzięki zakupowi ciekawej torby, w której przenoszony jest on w pozycji pionowej, jego transport nie jest żadnym problemem. Dlatego bywa ze mną często w szkole, towarzyszył mi podczas wyjazdu na IEM, a i zapewne to nie koniec jego podróży. Podczas takich wypadów, praca z nim jest bardzo dobra. Minusem jest jedynie mała ilość złączy, za pomocą, których można by podpiąć go do zewnętrznych urządzeń. Najbardziej brakuje mi HDMI czy D-Suba. Na całe szczęście można je uzyskać korzystając z przejściówek ze złącza Thunderbold. Najmniejszych zastrzeżeń nie mam do wbudowanych głośników – dają czysty, wyraźny, a przede wszystkim głośny dźwięk, przez co w większości przypadków nie muszę zastępować ich zewnętrznymi odpowiednikami.

W domu także stał się niezastąpiony. Muszę przyznać, że w codziennych zastosowaniach przejął wiele obowiązków mojego iMaca. Do odpisywania na maile, przeglądanie stron  www, czy pisania artykułów nie potrzebuję żadnego z elementów „dużego Maca”. MacBook może znajdować się natomiast w dowolnym miejscu, a z powodu częstego bałaganu na biurku, nie jednokrotnie zdarza mi się robić to wszystko trzymając go na kolanach. Gdy potrzebuję zająć się czymś poważniejszym, takim jak modyfikacje strony, obróbka video czy zdjęć, 13 calowy ekran okazuje się być za mały. Wirtualne pulpity także nie zapewniają wystarczającej przestrzeni do poważniejszej pracy. Jeśli zatem musiałbym nastawić się na pracę tylko na tym komputerze, poważnie zastanowiłbym się nad zakupem zewnętrznego monitora.

Moje biurko

Moje biurko

MacBook Pro z 2012 roku to zapewne jeden z ostatnich komputerów od Apple wyposażonych w napęd optyczny. Pomimo stopniowego, ale stanowczego pozbywania się przez Apple tej technologii, muszę stwierdzić, że wciąż jest ona bardzo przydatna i ciężko było by mi się bez niej obyć. Cenię ten komputer za to iż mogę szybko włożyć doń płytę audio i bezproblemowo zgrać z niej muzykę, czy po prostu oglądnąć film. Wciąż bardzo wiele informacji jest przekazywana na CD czy DVD. Obecność czytnika tych płyt, powoduje iż mój laptop jest bardziej wszechstronny – mogę zarówno szybko kopiować pliki przez USB 3.0, jak i zgrywać informację ze starych płyt.

W moim hacintoshu, z jakiegoś powodu nie działa usypianie. Już iMac pokazał mi, że jest to jedno z moich ulubionych narzędzi w OSX. W MacBooku dopracowano to jeszcze lepiej! Wystarczy zamknąć pokrywę, a komputer samoczynnie przejdzie w stan uśpienia i zredukuje pobór mocy do minimum. Jest to w pełni automatyczne, nie ma mowy o tym aby  jakiś program zablokował ten proces, jak to się może zdarzyć w Windows. Gdy wieczorem jestem zmęczony, wystarczy że zamknę ekran, a system zajmie się resztą. Rano wystarczy, że podniosę klapę, a w niecałą sekundę system będzie w takim stanie w jakim znajdował się przed kilkoma godzinami. To tylko jedno z wielu zastosowań tego narzędzia. I chociaż po tylu użyciach powinienem do niego przywyknąć, to wciąż gdy to robię, jestem pełen podziwu dla tej technologii.

Sleep to tylko jedna z wielu opcji jakie daje mi OSX. System zainstalowany w tym laptopie, to w moim odczuciu jego największa zaleta. Wspomniana już wcześniej stabilność pracy, wygoda, to coś co już dawno mnie urzekło i dziś ciężko było mi tego obyć. W dodatku dostęp do dziesiątek OSX’owych aplikacji, których trudno szukać na Windows powoduje iż platforma Apple staje się dla mnie coraz bardziej niezastąpiona.

Windows 8 na MacBooku Pro

Windows 8 na MacBooku Pro

Laptop Apple kupiłem z jeszcze jednego względu – aby testować na nim inne systemy operacyjne. Choć raptem w poprzednim akapicie, zaakcentowałem jak ważny jest dla mnie OSX, nie oznacza to, że nie interesuje się tym co dzieje się w Microsofcie czy Canonical. Wręcz przeciwnie – lubię testować nowinki technologiczne i dzielić się zdobytą przy tej okazji wiedzą. Instalacja Windows na komputerach Apple jest bajecznie prosta i ogranicza się raptem do kilku kliknięć. Wszystkie sterowniki są automatycznie ściągane z sieci, a ich instalacja po wgraniu „okienek” nie różni się od wgrywania każdego innego programu. Skorzystałem z tego po wydaniu „ósemki”. Muszę jednak przyznać, że korzystanie z tej platformy na MacBooku nie jest już tak łatwe i przyjemne. Po pierwsze bezprzyciskowy trackpad, jest ciężki w obsłudze, ponieważ trudno wywołać na nim imitację prawego przycisku myszki. Powinno robić się to tak samo jak w OSX, w rzeczywistości jest to dużo trudniejsze – należy stukać mocniej, bo inaczej system nie odczyta prawidłowo gestu. Drugim minusem jest realnie krótszy czas pracy na baterii. Używając „okienek” bez podłączonego zasilacza, można pozwolić sobie na około 4 godzin pracy. Nie jestem pewien czym to jest spowodowane, ale stwierdzam, że taki fakt występuje. Jeszcze gorzej jest w przypadku Linuxa – instalacja tego systemu jest dużo trudniejsza i wymaga bardziej fachowej wiedzy i większej ilości czasu. Problem ten wynika z tego, że Apple nie przygotowało zestawu sterowników do tego systemu, a wiele alternatywnych technologii (np. EFI zamiast BIOS), uniemożliwia łatwe przygotowanie driver’ów na „pingwinka”. Reasumując – jeśli ktoś chciałby nabyć MacBooka i korzystać wyłącznie z innych niż OSX systemów operacyjnych, warto się nad tym dobrze zastanowić. Zapewniam jednak, że platforma Apple, jest w stanie, w przeważającej większości przypadków, zastąpić zarówno ?okienka? jak i Linuxa.

Na koniec pozostaje mi poruszyć temat wydajności tego komputera. Jak już wspomniałem wcześniej, nie wykonuję na nim bardziej skomplikowanych operacji. Mam od tego 27 calowy sprzęt typu All in One. Gdy te dwa Maki pracują obok siebie nie odczuwam, żadnego opóźnienia w pracy na jakimkolwiek z nich. Pozostaje mi zatem posłużyć się wynikami benchmarkowych testów. Mój MacBook Pro zdobył w nich 7523 punkty – przy czym iMac uzyskał 8915, a najsilniejszy 15 calowy MacBook Pro z 2011, z procesorem i7, używany przez moją siostrę, uzyskał 10377 punktów. Różnica jest zatem dosyć spora i pokazuje jak wiele daje dedykowana karta graficzna, montowana w większych, ale i droższych, modelach. Wynik mojego sprzętu nie jest jednak taki zły i pokazuje, że komputer ten spokojnie podołałby zadaniu bycia głównym komputerem, podpiętym do zewnętrznego monitora.

MacBook Pro to z pewnością najlepszy laptop z jakiego do tej pory korzystałem. Chociaż nie ma ze mną lekko, to bardzo dobrze prawuje się przy wszystkich zadaniach jakie przed nim stawiam. Używając go martwię się tylko o jedno – czy Apple wciąż będzie utrzymywało tak dobry poziom, żeby  już zawsze mógł korzystać z tak dobrych laptopów. 

Jakub Stanisław Wolak

Konkurs! 

W okazji pierwszych urodzin HelpMac’a przygotowałem kilka konkursów! Zaczynamy od pierwszego, w którym nagrodą jest gra Need for Speed na iOS! Aby wygrać nagrodę wystarczy w komentarzu pod tym wpisem odpowiedzieć na pytanie: W ilu wersjach rozmiarowych (z jaką przekątną ekranu) można kupić obecnie MacBooka w sklepie Apple?

Na odpowiedzi czekam jedynie do północy 23:59 9 lutego 2013 roku! Rozstrzygnięcie już jutro! 

O autorze

Jakub Stanisław Wolak

Maniak technologii. AppleUser, otwarty na konkurencyjne rozwiązania. Twórca i redaktor HelpMacPL  Hobbystycznie dziennikarz, podróżnik i fotograf.

2 komentarze

  1. Mateusz Krauza Odpowiedź

    W dwóch: 13″ i 15″ – MacBook Pro
    W dwóch 11″ i 13″ -MacBook Air

Dodaj komentarz