surething

Apple jest firmą, która tworząc iPada, wykreowała modę na tablety. Urządzenie to zdefiniowało na nowo to, jak postrzegamy ten sprzęt i konkurencja przez długi czas nie mogła nadrobić tych zaległości. Gdy z czasem zaczęła przeganiać Apple, szczególnie w segmencie mini, w którym 7 calowe tablety z Androidem wygrywały z „dużymi” iPadami, Tim Cook zaprezentował sprzęt z blisko 8 calowym ekranem, który sprawił, że jego firma znów zdobyła przewagę nad konkurencją. Dziś jednak większość tabletów wyposażonych jest w wyświetlacz większy, o ten jeden, ale bardzo ważny cal. Czy zatem Apple może bać się o pozycję iPada na rynku? To sprawdziłem testując LG G Pada.

Przygoda z LG G Padem zaczyna się od bardzo eleganckiego pudełka, które już przy pierwszym spojrzeniu przypomniało mi to, w które zapakowany jest iPad. Jest równie minimalistyczne i zawiera jedynie podstawowe informacje o urządzeniu. Większe różnice dotyczą jedynie spodu, na którym LG prezentuje nieco więcej informacji o samym urządzeniu i jego możliwościach. Podobnie natomiast wygląda kwestia akcesoriów, które producenci poza tabletem dołączają do zestawu. Jak to zwykle bywa, stawiają na absolutne minimum i poza ładowarką, kablem USB i zestawem krótkich instrukcji nie znajdziemy w nich niczego innego. Mi osobiście brakuje chociażby przejściówek, które trzeba dokupić osobno. Na szczęście LG współpracuje z uniwersalnymi, które są nieco tańsze… ale o tym później.

Sam design LG G Pada zachwyca minimalizmem i elegancją. Czarna ramka otulająca ekran na froncie urządzenia niemal zlewa się z wyświetlaczem, co jeszcze wizualnie powiększa przestrzeń roboczą. Zwłaszcza, że nie ma fizycznego przycisku home, więc cały przód pokryty jest równą  taflą szkła. Równie stylowo prezentują się pozostałe strony urządzenia. Tylna, niezdejmowana klapka pokrywa jednocześnie boczne krawędzie tabletu, co dodaje mu minimalizmu. Umieszczono na nich trzy fizyczne klawisze: home i głośniej/ciszej, dwa porty: mini jack i microUSB oraz otwieraną klapkę do slotu na karty pamięci i microSIM. Dzięki temu rozwiązaniu można wyjmować te elementy bez używania pinesek jak w przypadku iPada, ale trzeba przyznać, że jest ono też mniej gustowne. Tył urządzenia to delikatnie wystający aparat, logo producenta i dwa niewielkie głośniki wydające z siebie dźwięk stereo. Docenić należy również fakt, że G Pad wykonany jest z naprawdę dobrych materiałów; biorąc go do ręki nic nie skrzypi, nie trzeszczy, co od razu wskazuje na wyższą klasę tego urządzenia.

To podkreślają również podzespoły tego sprzętu. LG wyposażył G Pada w mocny, bo 4 rdzeniowy procesor, którego każdy rdzeń taktowany jest zegarem 1,2 GHz i w układ graficzny Adreno 305. Urządzenie wyposażone jest w 1GB pamięci RAM i przyznaję, że to jeden z najsłabszych punktów tego tabletu. Po urządzeniu, które ma pracować w 2015 roku, spodziewałbym się przynajmniej dwukrotnie większej ilość pamięci, zwłaszcza, że taką ilość można znaleźć u konkurencji już od blisko dwóch lat! Mimo wszystko, podzespoły G Pada są zadowalające i wystarczające do codziennej pracy. W urządzeniu zainstalowany jest Android 4.4.2 i nic nie wiadomo na temat aktualizacji do wersji 5.0.

 Trzy tygodnie w rękach użytkownika iPada

 To tyle w kwestii ogólnej. Czas podsumować ostatnie 3 tygodnie spędzone z tym sprzętem. Zacznę od tego, że naprawdę bardzo urzekły mnie zarówno wymiary tego urządzenia jak i jego waga. Tablet G Pad można spokojnie chwycić jedną dłonią i trzymać tak przez dłuższą chwilę i nie spowoduje to szybkiego zmęczenia. Jednocześnie 8 calowy ekran jest najlepszym znanym mi kompromisem pomiędzy wielkością a wygodą obsługi. Pozwala na dosyć wygodną pracę na dokumentach, granie w gry, oraz oglądanie filmów, a jednocześnie przyjemnie się z niego korzysta siedząc na sofie, jadąc w autobusie i we wszystkich miejscach w których zmuszeni jesteśmy do trzymania tabletu w dłoni. Tego nie można powiedzieć o 10 calowych tabletach, które w mojej opinii są przeznaczone to bardziej zaawansowanej pracy, ani o 7” odpowiednikach, które mobilność kładą ponad wygodę.

Android w LG G Padzie jest rozbudowany o różne, bardzo ciekawe dodatki przydające się w codziennej pracy. Bardzo doceniam Knock Code, który pozwala wybudzić i odblokować ekran klikając w wyznaczone miejsca. Co ważne można to robić nawet gdy jest on uśpiony i dzięki temu nie musiałem szukać klawisza Power, gdy pracowałem z nim przy komputerze. Wystarczyło stuknąć odpowiednią ilość razy, a tablet budził się i był gotowy do pracy. Jest to bardzo uzależniające – gdy później iPad leżał przy moim komputerze, próbowałem go wybudzić w ten sam sposób.

 W świat Androida coraz silniej wkracza rozszerzona wielozadaniowość w postaci wyświetlania więcej niż jednej aplikacji na ekranie. Możliwe jest to także w LG dzięki trybowi „Dual Window”. Polega to na dzieleniu ekranu na części i wyświetlanie dwóch aplikacji jednocześnie. Może to być np. notatnik i przeglądarka, albo wiadomości SMS i galeria zdjęć. Jest to bardzo praktyczne, gdyż pozwala na m.in. edytowanie dokumentów na podstawie przeglądanych stron WWW czy rozmawianie  na komunikatorze i przy jednoczesnym przeglądaniu sieci. Niestety wciąż tryb ten nie współpracuje ze wszystkimi programami. Inną ciekawą metodą maksymalnego wykorzystania dużego ekranu są tzw. mini aplikacje – m.in. kalkulator, notatnik czy menadżer plików, które mogą zawsze wyświetlać się na ekranie, niezależnie od tego, co poza tym się na nim znajduje. Bardzo przydaje się to gdy chce się np. wykonać szybkie obliczenia czy robić notatki z przeglądanych plików PDF. Nie ma konieczności ciągłego przełączania się pomiędzy aplikacjami jak w przypadku iOS.

 Doceniam również prosty i, wydawać by się mogło, nieprzydatny aspekt: opcję odczytywania wiadomości SMS z poziomu tabletu. iPad takiej możliwości nie posiada, a kilka razy wybawiło mnie od konieczności przekładania karty SIM, gdy konieczne było m.in. potwierdzenie kodem aktywacji nowego pakietu internetowego. G Pad, w przeciwieństwie do wykorzystywanego kiedyś przeze mnie Note 8.0, nie posiada już jednak modułu do wykonywania rozmów, chociaż znając świat Androida, zapewne to nic trudnego do wgrania. 🙂

 Wspomnieć też warto o opcji hosta USB. Zagadnieniu temu poświęciłem kiedyś cały artykuł na łamach SureThing, ale i dziś podkreślić muszę, że to naprawdę przydatna opcja. Niezbędna do tego przejściówka kosztuje kilka złotych, a do skopiowania danych na lub z pendrive nie potrzeba już komputera.

Kończąc wątek o wszystkim, co potrafi G Pad, a czego brakuje w iPadzie przyznaję, że moc tabletu LG tkwi w prostych możliwościach, które zostały sztucznie (i w mojej opinii całkowicie niesłusznie) zablokowane przez Apple. Konkurencja pokazuje dziś firmie z Cupertino, że nie potrzeba rewolucji, aby stworzyć ciekawe opcje. Często proste elementy przydają się bardziej niż rozbudowane dodatki.

 Bateria to także atut tego urządzenia. Po pierwsze bardzo doceniam aspekt, że tablet bardzo pomału rozładowuje się, gdy nie jest wykorzystywany. Była to bolączka sprzętu Sony, którego testowałem w maju 2014 roku. LG pokazał, że także w świecie Androida można uporać się z tym problemem i nieużywany sprzęt może tracić nie więcej niż 10% energii przez dzień. To dobra cecha, bo nie musiałem martwić się o to, by co wieczór wyłączać tablet, aby rano był on gotowy do pracy. Nieco gorzej jest w przypadku codziennego korzystania – ja bawiąc się tabletem, musiałem ładować go średnio co półtora dnia. Rozładowałem go w około 6 godzin, co jest w moim odczuciu dobrym wynikiem. Oczywiście trudno mówić o rewelacji, jaką jest iPad pracujący nawet 12 godzin bez ładowania, ale tablet LG spokojnie wystarczał na przeciętny dzień pracy.

 Na tablety z Androidem stopniowo rośnie także liczba zaawansowanych aplikacji, na brak których narzekałem, testując kiedyś urządzenia z tym systemem. Jest już Office od Microsoftu, jest Photoshop Touch i stan ten ulegać będzie zapewne dalszemu polepszaniu. Jednakże jest ich wciąż mniej niż tych na urządzenia z iOS. Google powinno samodzielnie stworzyć klon pakietu iLife, który często przydaje się w pracy na iPadzie, tak by móc jeszcze bardziej efektywnie pracować na urządzeniach z większym ekranem.

 Ubolewam także nad faktem, że G Pad dostępny jest jedynie w edycji z 16GB pamięcią. Korzystając z iPada 64GB mam możliwość przekonać się, jak swobodnie pracuje się, mając tak duży dysk. Android z wersji na wersję coraz lepiej współpracuje z kartami pamięci, ale wciąż nie można przenieść na nie wszystkich danych i mały systemowy dysk może szybko zacząć ograniczać. Dlatego chciałbym aby epoka 32GB i większych dysków wreszcie na stale zagościła do świata Androida. Z pewnością wszystkim użytkownikom wyszłoby to na dobre.

 Kończąc muszę przyznać, że LG G Pad naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył. Dystans, który oddziela tablety Apple od konkurencji, stale się zmniejsza, a zalety przeciwników tego urządzenia, coraz bardziej zaczynają przeważać nad produktami z nadgryzionym jabłuszkiem. LG jest na bardzo dobrej drodze do stworzenia tabletu idealnego i wierzę, że tak stanie się już niedługo. To, w połączeniu z dużo niższymi marżami firm produkcyjnych sprzęty z Androidem, może wpływać na fakt malejącej sprzedaży tabletów z iOS. Jeśli nie doczekamy się kolejnej rewolucji od Apple, która znów pozwoli uciec konkurencji na parę lat, pozycja tej firmy w segmencie tabletów może ulec jeszcze większej minimalizacji. Niech jednak wygra lepszy!