Steve Jobs to bardzo ważna postać dla współczesnej informatyki. W związku z jego uporem, w chodzeniu pod prąd, udało mu się zrewolucjonizować to jak patrzymy na komputery. Postać ta jest ciekawa, zarówno dla informatyków, jak i osób, które mniej interesują się tą dziedziną. W jego poznaniu z pewnością może pomóc biografia napisana przez Waltera Isaacsona, ale czy film? Ten, od swojej premiery, zarówno za oceanem, jak i u nas, wzbudza bardzo mieszane opinie. Czy zatem warto go oglądnąć? 

Na Jobsa wybrałem się w ostatni wakacyjny, piątkowy wieczór i spodziewałem się, że więcej ludzi uczyni podobnie jak ja. Zaskoczyłem się zatem gdy zobaczyłem niemal pustą salę, na której było tylko kilkanaście głów. Liczba ta w czasie reklam, nieco wzrosła, by w końcu oscylować w granicach 30-40 osób. Nie wiem, czy jest to spowodowane słabą reklamą, bo myślę, że postać Steve?a jest znana także w nie Apple?owych kręgach.

Jobs

Film Jobs to nie ekranizacja życia bohatera, jak przedstawiono to w jego biografii, a pokazanie kilku ważnych momentów, które ukształtowały tę postać. Dla widza, który nie czytał książki, film może przez to być mało zrozumiały – nie dowie się nic o jego rodzicach, o tym, że był adoptowany, a jego podróż do Indii, przedstawiona jest w bardzo szczątkowy sposób. Całość kręci się wokół firmy Apple, z którą życie Steve?a było bardzo związane, ale która nie była jego jedynym elementem. W filmie bardzo mało pokazano, losy bohatera poza tą korporacją i bardzo tego brakuje. Opuszczono chociażby informacje o jego chorobie, motywujące przemówienia na Uniwersytecie Stanforda, czy tego, jak świat zareagował na jego śmierć. Niezaznajomiony z postacią Steve widz wyjdzie z kina nie wiedząc, że bohater nie rządzi już firmą i nie stworzy już żadnych genialnych produktów. Dowie się jedynie, że Apple, stało się w 2012 roku najdroższą firmą na świecie.

Nie oznacza to, że żałuję oglądnięcia tej produkcji. Zaskoczony jestem świetną rolą Athtona Kutchera, który bardzo przyłożył się do tego, aby dobrze odzwierciedlić to, jaki był Jobs. Podobieństwa zaczynają się na wyglądzie postaci, a kończą na stylu chodzenia. We wszystkich przypadkach w małym stopniu od siebie odbiegają. Przedstawione fragmenty z życia Steve, są pokazane bardzo ciekawie. W produkcji nie brakuje humoru, oraz osób, które w pewien sposób ukształtowały wizjonera. W filmie, nawet bardziej niż w książce, skupiono się na roli Steve?a Woźniaka, gdzie podkreślono jego polskie pochodzenie, oraz to, jak jako przyjaciel Jobsa, odbierał zmiany jego charakteru. Aktorom udało się przekazać uczucia, jakie towarzyszyły ich związkowi.

Wspomnieć chcę też o muzyce w filmie, która jest po prostu genialna. Spodobała mi się do tego stopnia, że pisząc tę recenzję, odsłuchuje właśnie fragmentów tego soundtracku z iTunes. I który, będzie raczej moim kolejnym zakupem, w sklepie stworzonym pod rządami Steve. Podobnie pewnie jak i cały film, gdy tylko się tam znajdzie.

Mnie Jobs zainspirował. Z kina wyszedłem z bardzo pozytywnym uczuciem i z wielką ochotą obejrzenia tego filmu jeszcze raz. Z tego powodu z czystym sumieniem polecam Wam – użytkownikom Apple, którymi zapewne jesteście, jeśli znaleźliście się na tej stronie – oglądnięcie tej produkcji. Może to być dziś, zapewne w większości kin, będą jeszcze wolne miejsca. Jest ona bardzo dobrym uzupełnieniem książkowej biografii, której jednak w żaden sposób nie zastępuje. I już nie wiem, czy to źle, czy dobrze…

Jakub Stanisław Wolak