„W ciągu najbliższych 10 lat dojdziemy do punktu, w którym prawie wszystko będzie zdigitalizowane”

Satya Nadella

Trochę historii…

Jak już napisałem we wstępie informatyką interesuję się od bardzo wczesnego dzieciństwa. Zacznę od tego, że komputer w moim domu pojawił się jeszcze przed moim urodzeniem – co było wtedy, bardzo, ale to bardzo dużą rzadkością. Chociaż bawiłem się, biegałem po podwórku i jeździłem rowerem jak każde dziecko, to pierwsze rozrywki dawał mi właśnie on. Doskonale pamiętam grę w Dynę czy Prince of Persia, oczywiście jeszcze w widokiem 2D. Wyrosłem z nich jednak bardzo szybko, tak by w chwili gdy moi rówieśnicy dopiero zaczynali zakochiwać się w wirtualnych rozgrywkach, ja już zajmowałem się czymś innym. Było to redagowanie dokumentów w Wordzie i PowerPoincie. Chociaż ten drugi program stworzony został przez Microsoft do wykonywania prezentacji, to ja długo używałem go jako narzędzia do tworzenia publikacji. Wtedy też spotkałem się pierwszy raz z dziennikarstwem – początkowo przy tworzenia gazetki, którą rozdawałem wśród rodziny, by w 3 klasie szkoły podstawowej, zostać odpowiedzialnym za składanie gazetki klasowej, którą później rozprowadzaliśmy wśród innych uczniów mojej szkoły.

kubawolak

Poza składaniem dokumentów i robieniem prezentacji na wszystkie możliwe tematy, zawsze inspirowała mnie administracja komputerami. Uwielbiałem grzebać w systemie, zmieniać wszystkie możliwe ustawienia, na czym cierpiał najbardziej… mój tato, który potem musiał wszystkie te cofać wszystkie te zmiany. Uczyłem się wtedy tworzyć nowe profile, testować różne uprawnienia w Windows, czy stawiałem pierwsze kroki w hackowaniu, gdy próbowałem znaleźć sposób, aby dostać się na strzeżony hasłem profil Taty. Dziś, z perspektywy czasu docenianiam to, że rodzice nigdy nie hamowali takowej „nauki” i dlatego, gdy stało się jasne, że dzielenie jednej maszyny z moim tatą nie jest możliwe, z moim domu pojawił się drugi pecet. Doskonale pamiętam te zdziwienia ze strony i pytania – „po co komu dwa komputery w domu?!”. Wiem, że te pytania padały także z ust wielu nauczycieli. Strona na której się znajdujecie to dowód, że jednak warto było wtedy zainwestować w ten drugi sprzęt.

Dopóki jednak nie posiadałem własnego komputera, zawsze czułem się w pewien sposób ograniczony. Wiedziałem, że muszę działać ostrożnie, tak aby później moja mama i siostra mogły skorzystać z niego. Zwłaszcza, że z czasem to ja przejąłem obowiązki opiekowania się tą maszyną. Przełom nastąpił w momencie gdy otrzymałem własny laptop. Dzięki niemu mogłem już do woli eksperymentować z oprogramowaniem. Gdy jakaś moja próba nie wypaliła, miałem na dysku partycję recovery i mogłem z niej przywrócić system do stanu fabrycznego. Pozwoliło mi to jednak po raz pierwszy spróbować skorzystać z Linuxa, potem za pomocą maszyn wirtualnych cofnąć się do epoki Windowsa XP i sprawdzać inne alternatywne systemy. Potem uczestniczyłem w beta testach Windows 7, by jeszcze przed jego premierą zainstalować jego ostateczną wersję na swoim komputerze. Z dumą dziś przyznaję, że byłem pierwszym testerem tego systemu w mojej okolicy i prezentowałem go nawet mojemu nauczycielowi od informatyki.

w7

W 2011 roku nabyłem laptopa marki Dell, na którym po raz pierwszy spróbowałem czegoś do tej pory niespotykanego – instalacji systemu Apple. Należy mieć na uwadze, że firma ta nie wspiera wgrywania swojego systemu na innych niż własne komputery i dlatego polegać trzeba na nieoficjalnych poradnikach i sterownikach. Pomimo spędzenia całego długiego majowego weekendu na dziesiątkach prób, wyjazdu do Krakowa po płytę z oryginalnym systemem Mac OS X, ostatecznie poniosłem porażkę i wróciłem do Windowsa. Nie udało mi się skompletować zestawu sterowników, tak aby system ten choć znośnie działał na moim komputerze. Był to jednak pierwszy krok, który przyczynił się do tego, że w na wakacjach nabyłem iPada, a kilka miesięcy po nich, iMaca. Projekt hackintionsh dokończyłem w grudniu tego roku, gdy za pomocą eksperta z jego z forów udało mi się w końcu stworzyć zestaw sterowników do działania OS X na PC.

moje biurko

We wrześniu 2012 roku kupiłem MacBooka, który sprawił, że na kilka lat ograniczyłem się niemal wyłącznie do sprzętów od firmy Apple. Skończyło się to w 2015 roku, gdy zastąpiłem go Asusem z Windows 10, rezygnując jednocześnie z korzystania z OS X.

Pomimo wejścia w ekosystem firmy Apple, nigdy nie zrezygnowałem z Windows. System Microsoftu stale towarzyszył mi na maszynie wirtualnej i tak naprawdę nigdy nie zrezygnowałem z korzystania z programów wydawanych wyłącznie dla mobilnych okienek. Długo korzystałem z symbiozy jaką daje wirtualizacja i rozwiązania firmy Parallels. Dzięki niej korzystałem z wszystkich uroków OS X, a po jednym kliknięciu przenosiłem się do świata Windows. Regularnie obserwowałem zmiany jakie zachodziły w mobilnych okienkach, testowałem wszystkie aktualizacje, co sprawiło, że gdy podjąłem decyzję o zakupie peceta, a nie Maca, przejście do świata Windows, nie wiązało się z większymi problemami.

Świat mobilny

nokia5510

Równolegle do komputerów uczyłem się także obsługiwać komórki. Pierwszy telefon miałem już w 3 klasie podstawówki i była to nowość nie mniejsza niż drugi komputer w domu. Doskonale pamiętam, że była to Nokia 5110, jeszcze z wystającą anteną i wymiennymi obudowami. Dzięki nim mogłem w prosty sposób odświeżać wygląd tego urządzenia, tak, że niektóre osoby sądziły, że tak naprawdę mam nie jedną, a trzy komórki (naprawdę!). Z czasem przesiadłem się na większą Nokię 3210, która była pierwszym urządzeniem, które mogłem modyfikować po podłączeniu do komputera. Była to wtedy rzecz niezwykła, bo mogłem bezpłatnie tworzyć własne loga i dzwonki, za które trzeba by zapłacić gdyby chciano je pobrać z gazet czy stron internetowych. Minęły długie lata zanim znowu mogłem wykorzystywać duet komputera z komórką. Następcą 3210, była Nokia 5510, telefon wyposażony w klawiaturę QWERTY. Rewolucją w tym urządzeniu było coś innego – można było słuchać z niej piosenek. Chociaż pamięć wynosiła tylko kilka megabajtów i pozwalała na przechowywanie raptem kilku piosenek, to i tak o długie lata wyprzedzała całą konkurencję. Za jakiś czas zamieniłem ją na Nokię 3100, która zauroczyła mnie swoim kolorowym wyświetlaczem. Korzystałem z niej przez długie lata, aż wymieniłem ją na Sony Ericssona K550i, który pozwolił mi na korzystanie z kart pamięci, a zatem na słuchanie muzyki z telefonu, wgrywanie gier z komputera i po raz pierwszy posłużył do przeglądania internetu, na urządzeniu innym niż komputer. Było to drogie, bo o WiFi nikt wtedy nawet nie marzył, a operatorzy o mobilne łącza wykorzystywali do zbilansowania sobie wojny cenowej, jaką wtedy wydawali się między sobą prowadzić (było to nic w porównaniu do dzisiejszych stawek, bo nawet wtedy minuta kosztowała blisko złotówkę, chociaż na szczęście dominowało już sekundowe naliczanie).

Rewolucja nadeszła po tym modelu. Był nią zakup HTC Touch Diamond 2, pierwszego smartfona, wyposażonego jeszcze w system Windows Mobile 6. Doskonale pamiętam, że bardzo długo zastanawiałem się jaki model wybrać i zastanawiałem się pomiędzy HTC G1 z Androidem i iPhone 3GS. Warto pamiętać, że G1 był pierwszym, seryjnie produkowanym urządzeniem z systemem Android i nie było pewne czy system ten sprawdzi się na rynku. Po wyborze trzeciej, najbardziej sprawdzonej opcji, na długo stałem się przeciwnikiem firmy Apple, którą uznałem za przedsiębiorstwo wyzyskujące i ograniczające swoich klientów. Topaz (to robocza nazwa HTC Touch Diamond 2) pozwolił mi na niczym nieposkromione przeglądanie internetu, korzystanie z nawigacji , a nawet wgrywania alternatywnych systemów, na długo przed tym zanim takie modowanie zagościło w świecie Androida. Był to naprawdę, pierwszy komputer w mojej kieszeni.

galaxySII

Gdy, w 2011 roku, dożył kresu swoich sił i zastanawiałem się nad jego następcą, kolejny raz padł dylemat czy nie wybrać iPhone. Myślałem wtedy nad modelem 4 i bylem bliski jego zakupu. Aż… przeczytałem o Samsungu Galaxy SII. Był to pierwszy dwurdzeniowy smartfon z Androidem, wyposażonym w aż 1GB RAM (paradoksalnie tyle co iPhone z 2014 roku) i 16GB dyskiem. Kolejny raz zrezygnowałem z zakupu iPhone i zachwyciłem się tym co oferuje Google. Tysiące programów, pirackie gry, przekładanie kart pamięci z aparatu do telefonu, pobieranie plików do pamięci urządzenia i przenoszenie ich na pendrive, wpinanego za pomocą przejściówki do smartfona.

Zachwycony możliwościami Androida, zdecydowałem się na zakup… iPada. Chciałem wtedy przekonać się co takiego ludzie widzą w urządzeniach Apple i móc konstruktywnie krytykować tę firmę, mówiąc, że przecież używałem ich sprzętu i wcale mnie on nie zachwycił. Warto dodać, że byłem wtedy zagorzałym przeciwnikiem firmy Steve Jobsa. Stało się jednak coś przeciwnego – zakochałem się w technologii Apple. iPad zachwycił mnie swoją płynnością działania, jeszcze większym dostępem do aplikacji, w tym także tych zaawansowanych jakich brakowało na Androidzie, niezawodnością, przyjemnością czytania stron internetowych i długim działaniem na baterii. Ograniczania jakie miał wtedy iOS okazały się nie być tak uciążliwe jak początkowo sądziłem. Ten zachwyt sprawił, że po pewnym czasie dokupiłem do zestawu iMaca, za pomocą, którego stworzyłem wortal HelpMac.pl, poświęcony właśnie użytkownikom Apple, którzy podobnie jak ja nie ograniczają się wyłącznie do rozwiązań tej firmy.

iphone5sgold

Warto mieć na uwadze, że chociaż korzystałem już wtedy z iOS i OS X, to mój smartfon miał wciąż system pochodzący od Google. Słuchając podcasty i czytając blogerów piszących o Apple, dostrzegałem, że o Androidzie wiedzą nie wiele,  albo wręcz zupełnie nic i postanowiłem uzupełnić tę lukę. Stworzony wortal wciągnął mnie jeszcze bardziej w ekosystem Apple, dał mi okazję do uczestniczenia w szkoleniach i konferencjach związanych z tą firmą. Nic więc dziwnego, że z czasem w moim domu zagościł MacBook, a Samsunga Galaxy SII zastąpił iPhone 5. Długo byłem zakochany w tej firmie i to w okresie, w którym miała ona swój największy wzrost i do dziś jestem uznawany przez niektórych za maniaka tej firmy.

W 2015 roku nastąpił jednak pewien przełom: nie wiem czy wpływ na to ma wrodzona pasja informatyczna, która nigdy nie znosiła ograniczeń, czy zmiany jakie w ostatnim czasie zachodzą w tej firmie, nie mniej po blisko 4 latach, kupiłem komputer, który nie pochodzi od Apple. Tim Cook długo starał się zamykać klientów w tzw. „złotej klatce”, dając im korzyści z posiadania wszystkich sprzętów od tej samej firmy. Pomimo tego ja się z tego wydostałem i zamieniłem OS X na Windows 10. Sprzeciwiłem się tym samym sprzedawaniu nienaprawialnych sprzętów, zawyżania cen komputerów i coraz większemu lekceważeniu kwestii stabilności i bezpieczeństwa systemów wydawanych przez tę firmę. Zakończyłem też rozwój HelpMaca, uznając, że moja rola została wykonana i jego dalsze prowadzenie nie daje mi przyjemności. Obecnie teksty publikuję wyłącznie hobbystycznie na platformie Blog Forum SpidersWeb. Zawsze linki do nich zamieszczam na moim blogu Kuba.Tech.

wolakit

Jak więc, mam nadzieję, udało mi się pokazać, moje doświadczenie z światem IT jest bardzo duże. Historia ta się nie zakończyła, wierzę, że w przyszłości będę mógł dopisać tu kolejne akapity i na moich witrynach dzielić się z Wami moimi przemyśleniami, recenzjami i każdą inną wiedzą. Jeśli chcecie z niej już dziś skorzystać, nie miejcie skrupułów – w zakładce kontakt, podaję metody za pomocą, których możecie się ze mną skontaktować. Zawsze staram się odpisywać na maile i robię wszystko aby najlepiej jak tylko potrafię udzielić pomocy.