Sprowokowany ostatnim wpisem Norberta Cali, który proponując budżetowy tablet, zaleca iPada 1 generacji, postanowiłem podzielić się z Wami moją ubiegłoroczną przygodą z iPodem 2G. Przygodą, o której, prawdę powiedziawszy, nie chciałem nikomu mówić. Mam nadzieję, że na moim przypadku, nauczycie się, że starsze urządzenia Apple, są piękne… i tylko piękne. 

źródło: Wikipedia

Apple jest firmą, która produkuje naprawdę dobrej jakości sprzęty. Narzędzia te często pracują przez wiele lat, nie raz dłużej niż potrzebuje tego pierwszy właściciel. Motywacją do wymiany, nie jest, jak to bywa w przypadku m.in. Samsunga, awaria urządzenia, a nowsze technologie, które zaprezentowano w kolejnych generacjach iPodów, iPhone i iPadów. Dlatego na Allegro, jest wciąż wiele ofert, z iPadami pierwszej generacji, których cena zwykle nie jest wysoka. Pisał o nich dwa dni temu Norbert Cala, który podsumowując swój wpis wspomniał: ?Jeśli myślicie nad tabletem do 500 zł to weźcie pod uwagę zakup używanego iPada pierwszej generacji. Lepszej opcji na tę chwilę nie ma.

Początkowo sądziłem podobnie. Pomimo iż w mojej kieszeni gości już iPhone 5, a na biurku spoczywa iPad 4gen, poszukiwałem jakiegoś taniego, mobilnego urządzenia, z którego będę mógł słuchać muzyki poprzez Spotify, lub tej, którą mam kupioną w iTunes. Zależało mi na tym, abym mógł to robić nawet wtedy gdy leżę już w łóżku, a mój iPhone jest, jak co noc, podpięty do ładowarki. Wybór padł na iPoda Touch 2G, z 8GB dyskiem, którego udało mi się z wysyłką nabyć za około 160 PLN. iPod ten został zaprezentowany we wrześniu 2009 roku, a jego wsparcie zakończyło się na iOS 4.2.1 (czyli dokładnie tym, na którym ja wkroczyłem do iŚwiata).

Początkowo sądziłem, że brak najnowszego systemu, w niczym nie będzie mi przeszkadzać. Aplikacja do muzyki była przecież od zawsze, przeglądarka internetowa jest, a Spotify… coś się wykombinuje. Warto wspomnieć, że domyślna aplikacja Spotify wymaga co najmniej iOS5. Wersja dla starszych systemów, pojawiła się dopiero w marcu, a opisywana sytuacja, miała miejsce jesienią ubiegłego roku.

Gdy iPod Touch trafił w moje ręce, zamierzenia okazały się być tylko zamierzaniami, a życie życiem. iOS4 jest już informatyczną prehistorią. Braki rozpoczynają się już na samym początku: stara wersja Safari nie potrafi otworzyć wielu stron i działa zdecydowanie wolniej. Jednak największym bólem, okazał się być brak opcji, które wprowadzono dopiero później – zalicza się do nich iCloud, iTunes Match itp. Z tego powodu nie mogłem synchronizować nawet zakładek w przeglądarce, a co gorsza mieć pod ręką, całej mojej biblioteki muzycznej (z iTunes Match). 8GB dysk, który wbudowano w to urządzenie, okazał się być zbyt mały by mieć pod ręką wszystkie ulubione kawałki. Gdy dodatkowo okazało się, że aplikacje takie jak Spotify, Skype, Chrome, Facebook, Tweetbot, Pocket i wiele innych nie jest dostępnych, mogłem tylko załamać ręce.

Ratunkiem mogła być tylko jedna opcja – update do iOS5. Choć Apple nigdy nie wydało takiej aktualizacji dla tego urządzenia, deweloperom udało się przenieść tę wersję systemu dla starego iPoda. Ba, ponoć da się na nim uruchomić nawet iOS6. Niestety pomimo spędzenia niemal dwóch nocy, z pecetem (wiele narzędzi potrzebnych do takiego upgrade nie doczekało się dotąd wydania na OS X), nie udało mi się osiągnąć oczekiwanego sukcesu. I to pomimo iż działałem na starym iTunes, klasycznym Windows 7 32bit, oraz wykonywałem wszystkie polecenia jak należy. Za każdym razem, program Apple, odrzucał całą operację. Załamany poddałem się, a iPod wrócił na Allegro.

Urządzenia Apple są drogie, ale w ich cenie jest zawarte też kilkuletnie wsparcie. Gdy ten czas upływa, stają się one niestety niemal bezużyteczne. Warto pamiętać, że iPad 1 generacji, już z iOS 5 radzi sobie średnio. Z testów użytkowników wynika, że problemem jest mała ilość dostępnej pamięci operacyjnej (przypomnę tablet ten ma tylko 256MB RAM). Z tego powodu wielu jego posiadaczy do dziś korzysta na nim ze starszego iOS 4.3.  A ten, jak wspomniałem wcześniej, pozbawiony został sporej części oprogramowania. Nawet gdybyśmy korzystali z ostatniego dostępnego systemu, to i tak problemem mogą się okazać nowe mapy Google czy YouTube. W dodatku nowy iOS7, który doczeka się oficjalnej premiery, w najbliższych tygodniach, z pewnością spowoduje masę aktualizacji, w których programiści będą chcieli dostosować się do nowego systemu, odcinając się przy tym od poprzednich.

W cenie 500 PLN można już nabyć Nexusa 7 z ubiegłego roku, który po pierwsze wciąż dysponuje najnowszym Androidem, a za pomocą zewnętrznych narzędzi, zastąpimy w nim wiele iOS?owych technologii. Zamiast iTunes Match, można użyć Google Music, który także oferuje przenoszenie muzyki, a Safari zastąpić Chromem i cała synchronizacja zakładek, otwartych kart i części ustawień, będzie przebiegała niemal natychmiastowo. Brakiem będą tylko ciekawe programy, którymi może poszczycić się iOS, ale… wielu z nich, też nie uruchomimy na starszych urządzeniach Apple. I dlatego Nexus to jest lepsza opcja, drogi Norbercie.

Jakub Stanisław Wolak

fot1. SXC.hu