surething

Niedawne przecieki dotyczące zbliżających się wersji systemu iOS pokazały, że Apple planuje zaprezentować jeszcze przynajmniej 2 „małe” wydania swojej mobilnej platformy. Wśród entuzjazmu użytkowników, że nowe opcje zapewne nadejdą szybciej niż planowali, zginął gdzieś fakt, że może to sygnalizować, że iOS 9, który pojawi się we wrześniu, może trafić już tylko do najmocniejszych iPhone’ów i pozostawić już model 5C, wiele z iPadów i wszystkie iPody bez aktualizacji!

 Apple słynie z długiego wsparcia dla swoich urządzeń. Warto mieć na uwadze, że aktualną wersję systemu iOS posiadają m.in. iPad 2 z 2011 roku, czy iPhone 4S, którego zaprezentowano we wrześniu tego samego roku. To coś niebywałego u konkurencji, co świetnie pokazuje przykład aktualizacji do Androida 5.0, którą otrzymują jedynie wybrane smartfony i to w długim czasie od premiery tego wydania. Jednakże tak długi czas aktualizacji ma swoje wady, o czym zapomina wielu użytkowników. Programiści w Cupertino muszą wydawać system na większą liczbę urządzeń, które różnią się od siebie podzespołami, co powoduje, że rośnie ilość pracy jaką muszą wykonać. Gdy połączy się to z faktem, że Apple prezentuje obecnie więcej niż jeden iPad i iPhone rocznie, to można zrozumieć, że wymaga się od nich naprawdę wiele. W chwili obecnej, aktualny system musi otrzymać aż 15 różnych urządzeń! Posiadają one bardzo różne przekątne ekranu – od 3,5 po 9,7 cala i zupełnie inne architektury. Nietrudno więc zrozumieć, że korporacja może chcieć zrobić z tym porządek.

 13 różnych urządzeń to niewątpliwy nawał pracy dla twórców nowego systemu. Warto zwrócić uwagę, że update otrzymują takie urządzenia, których nie ma już w ofercie, jak iPad 3 czy iPhone 5. Jeszcze kilka lat temu, gdy porządek w ofercie Apple był większy, firma musiała skupić się na aktualizowaniu maksymalnie 5 modeli, które były do siebie bliźniaczo podobne. Dziś jest jednak inaczej i same iPhone dostępne są w 4 wersjach rozmiarowych, a dodać do nich należy także iPady, które także różnią się od siebie ekranami. I iOS8 obsługuje je wszystkie! To jeszcze nie koniec, bo Apple w 2013 roku zaprezentowało 64-bitową architekturę i 64-bitowy system, która pojawiła się w modelu 5S, iPadzie Air i Mini 2. To niewątpliwie wielka zmiana, bo wymagała zupełnego przeprojektowania systemu. I znów iOS8 musi działać łączyć ze sobą nową i starą generację podzespołów.

 Możliwe, że tak znaczne rozdrobnienie jest jednym z wielu powodów, przez które użytkownicy najnowszej wersji systemu iOS odczuli znaczące pogorszenie stabilności działania. System ten obecnie musi współpracować z bardzo wielką liczbą podzespołów i niewątpliwie wpływa to na fakt, że Apple nie dało rady tak jak dawniej dopracować wszystkiego do ostatniego szczegółu. System iOS9 może być więc świetną okazją do zerwania z tym trendem i wspierania jedynie najnowszych, 64 bitowych podzespołów. Gdyby tak się stało, to liczba sprzętów, które otrzymają update zmniejszyłaby się o ponad połowę i dotyczyła by jedynie iPhone’ów 5S i nowszych oraz iPada Mini 2 i 3, oraz iPada Air 1 i 2 generacji. Rezygnacja z obsługiwania 32 bitowej architektury wpłynie na to, że Apple będzie mogło znacząco lepiej skupić się na wdrażaniu nowych rozwiązań. Gdy dołoży się do tego fakt, że modele Mini różnią się od siebie jedynie nieznacznie, to łatwo uświadomić sobie, jak wiele pracy ubędzie programistom.

 Z pewnością taki krok wywołałby falę oburzenia u użytkowników modeli, które nie dostaną aktualizacji. O ile użytkownicy iPada 2 czy iPhone 4S powinni się tego spodziewać, to użytkownicy iPhone 5C lub iPada 4gen mają prawo czuć się oburzeni. Sprzęt ten wciąż jest w ofercie Apple, dlatego zapewne wielu z nich zdecydowało się na niego dopiero niedawno i od razu mają zostać pozbawieni możliwości aktualizacji? Wygląda na to, że Apple chce wyjść im na wprost i stworzyć wersję iOS8, która będzie mogła posłużyć jeszcze przez długi czas. Możliwe, że to właśnie przez ten fakt, deweloperzy testują już iOS8.3, a przecieki mówią o zbliżającym się wydaniu 8.4. Programiści z Cupertino chcą w tych wersjach umieścić najważniejsze nowości, które pozwolą uczynić smartfony funkcjonalnymi jeszcze przez kilka lat. Naturalnie brak aktualizacji, pozbawi ich użytkowników nowych dodatków, ale podejrzewam, że funkcjonalność urządzeń ucierpi na tym w niewielkim stopniu. Podejrzewałbym, że przynajmniej obecnie zmiany dotkną jedynie minimalnie schematu programowania, tak aby nie tworzyć wersji iOS9-only. Przypuszczam, że te zmiany zostaną przesunięte na następny rok, aby zminimalizować negatywne odczucia u użytkowników starszych urządzeń.

 Tym samym użytkownicy iPada stracą na tym jedynie minimalnie. Najważniejsze opcje systemu iOS, jakimi są przede wszystkim aktualizacja z chmurą iCloud i instalowanie aplikacji z AppStore pozostaną dla nich aktywne jeszcze przez długi czas i zanim zostaną definitywnie wyłączone, minie jeszcze wiele lat. Sam brak aktualizacji sprawi jedynie, że nie otrzymają oni już nowych funkcji stworzonych w Cupertino, ale możliwości ich sprzętów jeszcze długo nie zmaleją. Warto mieć na uwadze, że system iOS już dziś jest bardzo zaawansowany i pozwala użytkownikom na bardzo wiele i nawet obecna wersja nie została jeszcze wykorzystana przez deweloperów w 100%.

 Gdyby tak się stało, to Apple wyszłoby to w dłuższej mierze na plus. Użytkownicy, którzy nie otrzymają aktualizacji, a lubią mieć aktualny system, zapewne i tak kupiliby urządzenia z Cupertino, gdyż nawet pomimo tej rewolucji, firma stamtąd oferowałaby najlepszy cykl wsparcia.  Androidowa konkurencja wciąż jest daleko w tyle, a rozwiązania od Microsoftu, związane z darmową aktualizacją do Windows 10, wciąż są daleką niewiadomą. Gdyby Apple podkreśliło, że mniejsza liczba wspieranych urządzeń, przyniesie większą stabilność, z pewnością użytkownicy odczują to jako znaczący plus.

 Obserwatorzy świata IT pamiętają, że na podobny krok porwał się kiedyś Microsoft, gdy zaprezentował system Windows Phone 8. Użytkownicy poprzedniej wersji, oznaczonej cyfrą 7, mieli nie otrzymać aktualizacji i to niezależnie od tego, którą czy kupili telefon rok czy dzień przed premierą nowego systemu. Gigant z Redmond zrekompensował wydając specjalną wersję WP7.8, która zawierała część z funkcjonalności nowego systemu. Dzięki temu niekonieczne stało się aktualizowanie systemu, co z pewnością pochłonęłoby wiele godzin pracy, zwłaszcza, że Windows Phone był wtedy rozdrobniony jeszcze bardziej niż obecnie iOS.

 To czy tak się stanie zależy od siły Tima Cooka. Jeśli będzie on w stanie zaryzykować niezadowolenie części użytkowników, którzy wciąż nie mają w tej kwestii żadnej alternatywy, możemy oczekiwać, że w zamian za to otrzymamy znacząco lepiej dopracowany i zapewne znacząco lżejszy system iOS. Jeśli tak natomiast by się nie stało, to przejście na wyłącznie 64-bitowe procesory będzie odłożone o co najmniej rok, a przed programiści w Cupertino będą musieli łączyć ze sobą 32 i 64-bitowe architektury, co może doprowadzić, że system wciąż będzie zawierał wiele niedoróbek. Dlatego szczerzę liczę, że Tim Cook podejmie wreszcie prawdziwie odważną decyzję. A wszyscy na tym zyskają!