O przeglądarce Microsoftu przywykło się mówić, że jest dziurawa, wolna i nie nadająca się do użycia. Jednak wciąż ma ponad połowę udziału w rynku. Czy więc należy odciągać wszystkich znajomych od korzystania z przeglądarki oznaczonej jasnoniebieską literą E?

Internet Explorer czasy największej popularności ma już raczej za sobą. Minęły już czasy gdy 9 na 10 użytkowników korzystało z tej przeglądarki. Dziś obserwujemy ciągłe odchodzenie od tego produktu – użytkownicy rezygnują z niego głównie dla Firefox’a i Chrome’a. Wciąż jednak co drugi internauta korzysta właśnie z niego. Czy naprawdę spowodowane jest to brakiem umiejętności zainstalowania alternatywnej aplikacji przez tą właśnie grupę użytkowników?

Windows 7 jest pierwszym systemem operacyjnym, z którego można usunąć przeglądarkę Microsoftu i jednocześnie nie zakłócić poprawnej pracy komputera. Mało kto korzysta jednak z tego narzędzia. Dlaczego? Bo wielu mniej zaawansowanych użytkowników, którzy z Internetu korzystają głównie do przeglądania portali społecznościowych, poczty elektronicznej czy najpopularniejszych stron www, nie potrzebuje zaawansowanych opcji jakie są dostępne w alternatywnych programach. To co potrzebują mają już w aplikacji dodawanej razem z systemem. Jednocześnie z tą aplikacją są najbardziej zapoznani, dlatego nie chcą korzystać  z jej odpowiedników. Czy naprawdę to takie złe?

Najnowsza wersja Internet Explorer’a oferuje już wszystkie najważniejsze funkcje jakich potrzeba do przeglądania sieci. Doinstalowując do niej Google Toolbar otrzymujemy funkcję blokowania wyskakujących okienek, tłumacza za pomocą którego w prosty sposób przetłumaczymy całą stronę www, synchronizację zakładek i wiele innych ciekawych funkcji.

Firefox ma ich jeszcze więcej!

To prawda, ale przeglądarka Mozilli wymaga ręcznej instalacji, dłuższego konfigurowania i działa mniej stabilnie – każda nowa otwarta karta w Internet Explorerze to oddzielny proces w systemie, dzięki czemu awaria jednej z nich nie powoduje awarii całej aplikacji. W Firefoxie tego narzędzia nie ma i niestety przez to częściej zdarzają się jego błędy. Produkt Microsoftu jest jak na razie jedyną aplikacją do przeglądania stron wydanej w wersji 64 bitowej. Korzystając z tej wersji możliwe jest jeszcze lepsze wykorzystanie zasobów komputera.

W przyszłości będzie jeszcze lepiej?

Gigant z Redmond pracuje już nad 9 wersją swojej przeglądarki. Ma działać jeszcze szybciej, oferować pełną zgodność z większością obecnych standardów internetowych, a także być jeszcze bardziej bezpieczny. Jeśli te plany się sprawdzą może to być naprawdę duży krok naprzód ze strony producenta tej przeglądarki.  Explorer nie będzie już w tyle za konkurencją, a nawet ją wyprzedzi i wymusi na niej jeszcze szybsze poprawienie swoich produktów.

Wciąż tylko drugie miejsce?

Nawet najnowsza wersja przeglądarki od Microsoftu wciąż pozostaje w tyle za najbardziej aktywnym na rynku rywalem – Google Chrome w wersji 5. Ten oferuje już wszystkie funkcje swojego konkurenta, a jednocześnie działa szybciej i jest jeszcze wygodniejszy w użytkowaniu. Jego możliwości dodatkowo można rozszerzyć za pomocą różnorakich dodatków – a tego jak na razie nie oferuje jego przeciwnik od producenta Windows. I jeśli nawet Gigant z Redmond dołączy do swojego produktu wszystkie funkcje jakie zapowiadał podczas różnorakich pokazów, raczej uplasuje go na drugim miejscu w rankingu najlepszych przeglądarek. To jednak bardzo dużo – do tej pory Internet Explorer należał do najsłabszych tego typu aplikacji. Skok na tak wysoką pozycję to naprawdę duży sukces. Być może w 10 wersji produkt Microsoftu wyjdzie na prowadzenie?

Nadchodzi więc kolejna bitwa pomiędzy Microsoft’em a Google’em – bitwa o dominację na rynku przeglądarek. Każdej ze stron bardzo zależy na wygranej. I każda z nich dołoży wszelkich starań, żeby osiągnąć swój cel. Na szczęście w tej bitwie najwięcej mogą zyskać użytkownicy. Jak na razie wygrywa Google – ale czy tak zostanie? Zobaczymy…