surething

Gdy rozpoczynałem swoją przygodę z komórkami, zmiana telefonu ograniczała się niemal do przełożenia karty SIM z jednego urządzenia do drugiego. To właśnie w tym niewielkim chipie przechowywało się wszystkie kontakty, a te były najważniejszymi danymi w systemie. Niestety czasyte nieuchronnie przeszły do historii, dziś większość danych przechowuje się je na serwerach Apple, Google albo Microsoftu, a karta SIM coraz bardziej przeszkadza. Zwłaszcza że i w tym świecie powstał niezwykły bałagan.

Zagłębiając się w historię kart SIM, można dowiedzieć się, że początkowo miały one identyczny rozmiar, jak karty kredytowe. Ze względu na to, że było to bardzo niekomfortowe, producenci komórek wraz z operatorami zdecydowali się wprowadzić mniejszy standard nazwany mini-SIM. Pozwalał on dokładnie na to samo, a zajmował w urządzeniu o wiele mniej miejsca. Przyjął się on bardzo szybko i przez długie lata, dominował we wszystkich telefonach, palmtopach z modułem GSM i modemach internetowych. Myślałem, że ten optymalny, jak się wydawało, rozmiar będzie już na zawsze tym, z jakim utożsamiamy kartę SIM.

Epoka smartfonów i postępującej miniaturyzacji udowodniła mi, że się myliłem i wymusiła na producentach i operatorach, stworzenie jeszcze mniejszego formatu, nazwanego microSIM. Ten rodzaj karty nie różniła się funkcjonalnie w żaden sposób od większego odpowiednika, a posiadał jedynie mniejsze ramki, które otaczały chip. Dzięki temu możliwe było samodzielne dostosowanie rozmiaru, wycinając nożyczkami kartę. Niestety powrót był już bardziej skomplikowany, wymagał użycia adaptera albo wyrobienia nowej. Nie byłoby zapewne z tym problemu, gdyby twórcy komórek po ustaleniu nowego, małego stylu, zdecydowali się porzucić poprzedni i produkować komórki obsługujące tylko małe karty. Tak się jednak nie stało, a producenci w zależności od kategorii urządzenia stosowali różne sloty. Wprowadziło to niemały chaos, bo decydując się na nowe urządzenia, trzeba było albo dobierać je wedle rozmiaru karty, którą się posiadało albo dostosowywać obecną lub wyrabiać nową.

Z czasem sytuacja zaczęła się normować, operatorzy komórkowi wyrabiali uniwersalne karty SIM, które można było zmniejszyć, po prostu wyłamując z miniSIM chip w rozmiarze microSIM. Wydawało się więc, że kryzys został zażegnany. W tym momencie Apple zaprezentowało iPhone 5 obsługującego karty w jeszcze mniejszym standardzie nanoSIM. Tak jak poprzednio, cechował się on tylko i wyłącznie mniejszymi ramkami. Nietrudno sobie jednak wyobrazić, jak wielki chaos wprowadził. Pamiętam, że kupując wtedy ten telefon, czekałem nie na samo urządzenie, a właśnie na kartę SIM, gdyż Orange nie zamówiło ich odpowiednio dużo. Aby móc dostarczyć mi zamówienie, musiałem zatem czekać, aż do operatora wpłynie ich dostawa.

Gdy Apple rozstawało się ze standardem microSIM, Samsung… wprowadzał go właśnie do swoich urządzeń. Było to w momencie premiery Galaxy SIII, a ja wtedy miałem okazję testować oba najnowsze smartfony największych gigantów. Kolejny raz zatem miałem okazję doświadczyć problemów z tym związanych. Musiałem ratować się adapterem, który wcale nie trzymał odpowiednio karty, a przez to umieszczenie jej w odpowiednim slocie, wymagało dużo precyzji. Nie było zatem mowy o szybkim przełożeniu kart, np. w celu sprawdzenia jak w jednym, a jak w drugim urządzeniu plasuje się zasięg. I co gorsza, kartę nanoSIM miałem jedynie od Orange, bo początkowo wymiana karty z micro na nano w Play była problematyczna. Samo Apple także nie stanęło na wysokości zadania, bo w zaprezentowanych miesiąc później iPadach, użyło dwóch różnych stylów kart!

W 2015 roku, 3 lata po premierze iPhone 5, wciąż nie ma jednolitego standardu kart SIM. Ba, powiedziałbym wręcz, że na rynku panuje jeszcze większy bałagan niż dotychczas. Producenci komórkowi dobierają je wedle własnego widzimisię i nie ma w tym żadnej reguły. Dla przykładu: topowy Samsung Galaxy Note 4 wyposażony jest w slot microSIM, ale już aluminiowy Galaxy Alpha obsługuje nanoSIM. Jeszcze śmieszniej jest w świecie Nokii. 4-calowa Nokia Lumia 530 obsługuje większy standard, a 4,7-calowa Lumia 735 współpracuje z nanoSIM. Podobnych absurdów można znaleźć jeszcze więcej. Obecnie jedynie Apple i Sony wspólnie wykorzystują w topowych modelach wyłącznie najmniejszy dostępny styl. Warto mieć także na uwadze, że w prostych komórkach wciąż wykorzystywany jest standard miniSIM.

A ja mam tego dość. Zastanawiając się nad nową komórką, patrzę najpierw na slot karty SIM, a dopiero potem zastanawiam się nad pozostałymi parametrami. Robię tak, ponieważ chcę mieć możliwość szybkiego przełożenia kart pomiędzy urządzeniami. Z doświadczenia wiem, że żaden adapter nie daje mi takiego komfortu i dlatego chciałbym, aby wreszcie w urządzeniach, z jakich korzystam, dominował jeden rozmiar kart SIM. Niestety grono takich urządzeń wciąż jest niewielkie i raczej minie jeszcze sporo czasu, zanim ta sytuacja się zmieni.

A przyszłość powinna być… bez kart sim.

Żyjemy w czasach, gdzie karta sim jest elementem już nie tylko komórki, ale także tabletu, modemu internetowego, coraz częściej laptopów, a w niedalekiej przyszłości trend ten obejmie zapewne także samochody. Ma to sens, bo można zarządzać takimi urządzeniami niezależnie od tego, gdzie się one znajdują. Tym samym liczba aktywnych kart przerosła już liczbę obywateli naszego kraju, a ten wskaźnik zapewne będzie tylko się zwiększał. W jakiej sytuacji zarządzanie wszystkimi jest bardzo trudne, zwłaszcza że, jak już wspomniałem, różne urządzenia obsługują różne formaty, co jeszcze utrudnia zadanie.

Dlatego następnym krokiem w rozwijaniu sieci komórkowych powinna być zupełna likwidacja kart SIM. Mogłyby zastąpić je wirtualne karty, co pozwoliłoby zmieniać operatorów i numery, z jakich aktualnie korzystamy przez interface smartfona. Wystarczyłoby jedynie wpisać w smartfonie swój numer telefonu, kod PIN, a wszystkie połączenia kierowane byłyby na to urządzenie. Równie szybko można by przejść na drugi numer u innego operatora. Znacząco ułatwiłoby to życie nam wszystkim, bo, np. w przypadku rozładowania urządzenia, można by szybko przenieść numer do innego, tak aby nie stracić możliwości kontaktu ze światem. Dla operatorów komórkowych także byłaby to znacząca ulga, bo dystrybucja kart SIM i ich wymiana to także koszt, który zwykle ponoszą operatorzy. Zastąpienie kart wirtualnymi, wiązałoby się z początkowymi inwestycjami, ale na dłuższą perspektywę, mogłoby być bardziej opłacalne niż obecny system.

Technologia ta była już na mniejszą skalę wykorzystywana w niektórych państwach. Robiono to m.in. w USA, Kamerunie czy kilku państwach Azji. Niestety wciąż problemem jest mała liczba telefonów i innych urządzeń, które wykorzystałyby ten standard. Dopóki każdy kraj korzysta z innych sposobów zastąpienia typowych kart, producenci wolą wytwarzać uniwersalne urządzenia, które bez żadnych przeróbek można sprzedawać w wielu krajach świata. Potrzebny jest nowy, uniwersalny standard, który byłby identyczny na całym świecie. Gdyby udało się taki stworzyć, korzystanie z telefonów stało by się jeszcze prostsze. W dodatku, gdybyśmy byli za granicą, można by przez internet nabyć numer u lokalnego operatora i jeszcze taniej rozmawiać ze sobą, w granicach kraju, w którym się znajdujemy. Poszukiwania kiosków albo salonów operatora przestało by być konieczne.

W dodatku, gdyby połączyć to z przejściem na technologię Voice-LTE i rozpocząć stopniowe wyłączanie starej GSM, mogłoby to spowodować nową rewolucję na rynku telefonów i zmusić posiadaczy starych Nokii i Motoroli do wymiany telefonu na nowy. Opłaciłoby się to nam wszystkim, bo im więcej pasm, które muszą utrzymać operatorzy tym większe koszty, które, jak wiadomo, przerzucają na nas, klientów. Nowy boom na komórki, jeszcze lepiej wpłynąłby na ożywienie tej gałęzi przemysłu.

Mam szczerą nadzieję, że tak jak nagle nadeszła rewolucja, związana ze zmniejszaniem rozmiarów kart, tak szybko nadejdzie nowa, która doprowadzi do ich stopniowego likwidowania. I mam nadzieję, że będzie to już ostatnia taka zmiana, po której przywróci spokój w tym segmencie, jaki panował przez smartfonowym boomem. I oby tak się stało. Może będzie tak już w 2015 roku?