Koniec konferencji Apple. Zaprezentowane zostały nowe iPody, słuchawki, iTunes, a przede wszystkim ten najbardziej wyczekiwany iPhone 5. Nowości było bardzo dużo, oglądając je czułem się jednak, jakbym przeglądał ulotkę Biedronki. Wszystko fajne, ale konkretnie to… nic ciekawego. Czyżbym wywróżył dla Apple stagnację? 

Konferencja ta była nudna i przewidywalna do szpiku kości. To trzecia konferencja prowadzona przez Tima Cooka i trzecia według tej samej rozpiski. Zaczęła się od prezentacji wyników firmy i pokazywania rekordowej sprzedaży urządzeń Apple. Firma pochwaliła się, że ?sprzedaje więcej iPadów niż którykolwiek producent PC całej swojej linii komputerów.?  Trudno się z tym nie zgodzić. Po iPady sięgnęło już wielu moich znajomych, którzy do tej pory nie używali żadnych sprzętów Apple. Nie oznacza to jednak, że to na stałe przywiązało do tej marki. Na ich komputerach wciąż króluje Windows, a w smartphone Symbian lub Android. 


Po paru innych ?ciekawostkach? Tim Cook przeszedł do najważniejszego: iPhone 5. Zaczęło się ciekawie – od przedstawienia historii tego telefonu. Niewątpliwie smartphone ten miał wielki wpływ na rynek komórek. Jako pierwszy wprowadzał nowości, które u innych pojawiały się dopiero po kilku latach lub miesiącach. O kolejnej takiej rewolucji marzyłem już podczas prezentacji iPhone 4S. Nie doczekałem się jej i dlatego dziś, już jako posiadacz poczciwej Noki C2-01, z niecierpliwością czekałem na dzisiejszy keynote.

Od początku jednak zdawało mi się, jakbym tego iPhone skądś znał. Ma być najcieńszym iPhone w historii i mieć jedynie 7,6mm grubości. Najważniejszą zmianą jest jednak większy ekran o przekątnej 4 cale. Ten, który tak krytykował Steve Jobs i o którego tak prosiło wielu użytkowników. Wciąż ma być jednak możliwa obsługa go jednym palcem. I jest to oczywiście wyświetlacz Retina z rozdzielczością 1136×640 pikseli, przy współczynniku 326 ppi. W sprzedaży mają pozostać także poprzednie modele: iPhone 4 i 4S.

I tu mój krótki komentarz. Odnoszę wrażenie, że Apple zmierza w zupełnie innym kierunku niż ten wyznaczony przez Steve Jobsa. On dbał, żeby produkty stworzone przez jego firmę były jak najbardziej dopracowane i jak najlepiej ze sobą współgrały. Dlatego też do tej pory we wszystkich urządzeniach z iOS (za wyjątkiem iPadów oczywiście) była jedna przekątna ekranu. To umożliwiało uruchamianie tych samych aplikacji zarówno na iPodach Touch jak i na iPhone. Dziś deweloperzy muszą tworzyć programy zarówno na 3,5 calowe wyświetlacze, 4 jak i 9,7. A kto wie czy w przyszłości, też nie na iPada Mini. W AppStore może dojść do powstania wielkiego bałaganu, podobnego do tego, który mamy dziś w Android Markecie. Poza tym Apple musi dziś uderzyć się w pierś i powiedzieć swoim użytkownikom, którzy przecież mogli wybrać już dawno urządzenia z większym ekranem, że w upieraniu się przy 3,5 calach nie było żadnej filozofii.

Zwłaszcza, że iPhone 5 wydaje się być… spóźniony. Kto wie ile prawdy jest w twierdzeniu, że 4 calowy iPhone był gotowy już rok temu, ale odrzucił go Steve Jobs i dlatego zaprezentowano identycznego 4S?a? I kto wie czy zaprezentowany dziś smartphone nie jest właśnie tym modelem.

Ale wracając do konferencji: wygląd nowego iPhone wiele się nie zmienił. Zastosowano nową kolorystykę, ale w gruncie rzeczy nie ma niczego nowego. Mniej widoczne jest jedynie logo Apple. Pojawiło się w nim nowe cieńsze, 8 pinowe złącze. Poza tym jest lepsza przednia kamera, 3 mikrofony, mocniejszy procesor i obsługa sieci LTE (nie w Polsce, niestety). Czyli… nic nadzwyczajnego.

Nowy iPhone ma być dostępny 28 września w Polsce. 

 

Kolejno przypomniano nowości jakie ma wprowadzić iOS 6. A więc nową nawigację, dodawanie postów na Facebooku za pomocą Siri i inne nowe funkcje tej asystentki. Wciąż nie nauczono jej jednak języka polskiego.

Dalsza część prezentacji tyczyła się nowego iTunes, które doczekało się małej, wąskiej wersji na komputerach. Nie wiadomo jednak czy aktualizacja pojawi się dla wersji pecetowej.

 

Następnie zaprezentowano nowe iPody… Ale to wymaga już dłuższego komentarza, który opublikuję, gdy nieco ochłonę. Rewolucji jednak nie ma…

 

Na zakończenie muszę stwierdzić smutny fakt: Nokia dała mi więcej powodów, dla którego miałbym kupić jej Lumię niż Apple, żeby wybrać iPhone. Zwłaszcza, że cały prototyp nowego telefonu znaliśmy już od kilku miesięcy z różnych przecieków. No cóż… widać, że firma bez Steve Jobsa nie radzi sobie już tak dobrze jak kiedyś. Dziś liczy się ilość, sprzedaż, a nie jakość…