surething

Służby państwowe Stanów Zjednoczonych i Niemiec ruszyły do kolejnego już nawoływania, do udostępnienia służbom możliwości jeszcze głębszego ingerowania w prywatność użytkowników tej sieci. Miałoby to, zdaniem polityków, przynieść rnet już od lat opiera się pokusom polityków chcących inwigilować i regulować treści, jakie się w nim znajdują. Niedawny zamach na redakcję Charlie Hebdo w Paryżu stał się pretekstem poprawy bezpieczeństwa i uniemożliwienia przeprowadzania kolejnych takich ataków. Niestety obecna technologia wskazuje, że efekt może być zupełnie odwrotny.

Internet jest bardzo specyficznym źródłem informacji. Zaciera się w nim różnica pomiędzy twórcą treści, a jego odbiorcą. Założenie bloga czy prostej strony internetowej może potrwać raptem kilka minut i nie wymaga żadnych umiejętności programistycznych czy graficznych. Dzięki temu wyrażanie swoich opinii, dzielenie się swoją wiedzą są znacząco łatwiejsze. Powstanie portali takich jak Facebook lub Twitter umożliwiło wygodniejszą komunikację, a zatem jeszcze szybsze rozpowszechnianie się informacji. Zatarło także granice pomiędzy państwami i pomogło łączyć się ludziom na całym świecie. Niewątpliwie wpłynęło to na losy wielu krajów, ponieważ za pomocą tej sieci udało się ujawnić i nagłośnić wiele afer, które najprawdopodobniej bez niej zostałyby “zamiecione pod dywan”. I ta swoboda, w czasach powszechnej wolności i demokracji, przeszkadza coraz to większej liczbie polityków.

Liczbę użytkowników Internetu liczy się już w miliardach. Wykorzystują go niemal wszyscy. Począwszy od amerykańskich polityków i wojskowych, którzy wpłynęli na powstanie tej sieci, aż po astronautów na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Do jego użytkowników należą także ci, którzy otwarcie deklarują się jako wrogowie obecnego świata, jak np. bojownicy z Państwa Islamskiego. Internet wykorzystują do propagowania swoich idei i mobilizowania ludzi z wielu państw. Wykorzystują do tego popularne narzędzia, jak właśnie komunikatory internetowe, które z racji wykorzystywania szyfrowanych połączeń, są teoretycznie niemożliwe do odczytania przez służby specjalne. Możliwe, że te same rozwiązania wykorzystują do wydawania rozkazów swoim wojownikom znajdującym się współcześnie na całej planecie.

Obecność służb w Internecie to nic dziwnego. Nawet w prostych sprawach policja i inne organy władzy zaglądają do internetu, szukając sprawców przestępstw. Tak jest, chociażby w przypadku kradzieży, gdy wyszukuje się na aukcjach internetowych skradzione przedmioty. Funkcjonariusze chwalą się także, że wykorzystując sieć, udaje się im często namierzyć dilerów narkotyków, handlarzy bronią czy rozprowadzających pornografię dziecięcą. Służby specjalne także wnikają w prywatność obserwowanych przez siebie osób, aby przewidywać ich działanie i uniemożliwiać im łamanie prawa. O tym, jak bardzo inwigilowani jesteśmy, pisałem już wielokrotnie na łamach SureThing. Jednakże wciąż istnieją kanały komunikacji, które służbom jest bardzo ciężko namierzyć. Są to chociażby komunikatory takie jak Apple’owy iMessage czy Facebookowy WhatsApp. Wykorzystując szyfrowane połączenia, nawet w przypadku przechwycenia przesyłanych przez nie danych, niemożliwy jest ich odczyt. Najprawdopodobniej amerykańskie instytucje posiadają klucze deszyfrujące, ale agenci z Europy czy Azji już nie. Dlatego też rząd Wielkiej Brytanii zaczął domagać się oficjalnie udostępnienia im takiej możliwości i zapowiedział stworzenie prawnego nakazu przekazywania im takich treści. Po cichu przyklaskują mu inne państwa, obserwując rozwój sytuacji, czekając na stosowną chwilę, by wprowadzić taki nakaz u siebie. Niestety może to przynieść skutek odwrotny do oczekiwanego i jeszcze utrudnić rolę wywiadowi.

Internet nie podlega cenzurze!

ARPANET (bo tak pierwotnie nazywał się Internet) tworzony był jako sieć niezależnych komputerów, które miały być połączone ze sobą bez głównej jednostki i mogące komunikować się nawet gdyby większość z nich uległa zniszczeniu. Miało to umożliwić przekazywanie informacji w trakcie hipotetycznej atomowej III wojny światowej, nawet gdyby główne centra komunikacji uległy zniszczeniu. Dziś nikt, ani nic nie jest w stanie kontrolować sieci. W amerykańskich rękach pozostaje jeszcze organizacja ICANN, nadzorująca przydzielane domeny internetowe. Kilkukrotnie już wyłączała adresy nieprzychylnych stron WWW. Jednakże i ten problem udało się obejść, tworząc alternatywne domeny, przechowywane na milionach komputerów podłączonych do kanałów P2P. Umieszczonych tam stron nie kontroluje już nikt i są to świetne narzędzia w rękach różnorakich przestępców.

Tak działającą sieć nazywa się DarkNetem i najprościej mówiąc, jest to podziemie Internetu.  Dostęp do niego możliwy jest dopiero po instalacji specjalnego oprogramowania na swoim komputerze. W wielu przypadkach czyni ono z systemu serwer, na którym przechowywana jest część globalnej podziemnej sieci. Dane te są rozpowszechnione na milionach urządzeń, dzięki czemu niemożliwe jest wyłączenie jej. Technologię tę wykorzystują m.in. hakerzy, sprzedający na czarnym rynku informacje o lukach w oprogramowaniu, a także bardziej niebezpieczne osoby, jak handlarze bronią, ludzkimi organami czy osoby o zaburzonych preferencjach seksualnych. Oczywiście jego użytkownicyym, że utrudnione działanie służ może zachęcić do ko, to także wszyscy Ci wyczuleni na punkcie swojej prywatności i chcący komunikować się ze sobą bez zostawiania śladów dla wszelakich służb. W czasach gdy w Internecie wciąż panuje względna wolność, mało jest powodów, by zaglądać na tę ciemniejszą stronę, ale działania polityków mogą nas do tego zmusić.

Jeśli rząd Wielkiej Brytanii czy jakiegokolwiek innego kraju zmusi Facebooka, Microsoft czy Apple do udostępniania mu szyfrowanej komunikacji, terroryści szybko zrezygnują z usług, które staną się przez to niebezpieczne. Mając do dyspozycji szerokie możliwości internetowego podziemia,  wykorzystają je do komunikacji pomiędzy sobą. A tam kontrola nad nimi będzie dużo trudniejsza lub nawet całkowicie niemożliwa. Obecnie wszyscy giganci gromadzą na swoich serwerach całą naszą komunikację, a afera PRISM pokazała, że chętnie się także tymi danymi dzielą. Trudno mi uwierzyć także w to, żeby służby już dziś korzystające z zaawansowanych technologii nie były w stanie podsłuchać milionów użytkowników iPhone’ów. Natomiast brak możliwości funkcjonowania służb w podziemnej sieci, może zachęcić do korzystania z niej nieświadomych internautów.

Legalna inwigilacja tych kanałów może stać się powodem, dla którego romansujący ze sobą kochankowie, czy internauci chcący pobrać ulubiony film z sieci, będą spychani do internetowego podziemia, aby nie zostawić za sobą śladów i tym samym, aby aktywności tej nie można było wykorzystać przed nimi w sprawach sądowych. Dopóki taką gwarancję bezpieczeństwa dają im popularne serwisy, nie mają powodów, by zaglądać do pozostającego bez zupełnej kontroli DarkNetu. To utudnia działanie osób trudniących się wykorzystywaniem osób nieświadomych tego ile niebezpieczeństw ma funkcjonowanie w tzw. darknecie. Po prostu takich użytkowników jest tam mniej. Wprowadzenie powszechnej cenzury Internetu stanie się dla nich tylko nagrodą, zgodnie z zasadą, że im więcej użytkowników na ciemnej stronie, tym więcej jej potencjalnych ofiar.

Internet musi pozostać wolny

Jestem przekonany, że twórcy Internetu nie byli świadomi, jak swoją pracą wpływają na losy świata. Niezależna sieć swobodnej wymiany informacji wciąż opierała się cenzurze i trzeba mieć nadzieję, że w dalszym ciągu nie ulegnie to zmianom. W ogromie jego możliwości prawne paragrafynie przyniosą rezultatu, a mogą przenieść kontrolę nad tą siecią, w ręce terrorystów. A to zaszkodzi nam wszystkim znacząco bardziej niż obecna wolność.