surething

Technologia informatyczna zdaje się wdzierać w każdą gałąź naszego życia. Komputery rewolucjonizują tak podstawowe urządzenia jak lodówki, stale mierząc stan produktów w nich i informując właściciela o konieczności uzupełnienia zapasów czy pralki,  uruchamiające pranie po otrzymaniu polecenia wysłanego ze smartfona. Nowoczesność wdziera się także do motoryzacji i coraz więcej firm zdaje się interesować tematyką autokierowców, które wyręczyłyby ludzi z obowiązku prowadzenia aut. Komputery mają być nieomylne, nie męczyć się i jeździć zawsze zgodnie z przepisami. Tylko, czy w tym wszystkim nie zapominamy o… człowieku?

Życie bez samochodu w dzisiejszych czasach jest co najmniej trudne. To te pojazdy pozwalają na najbardziej docelowy transport, przewożenie dużych towarów i dają największą prywatność w podróżach. Z tego powodu, nawet pomimo rosnących cel paliw, wciąż rośnie liczba kierowców na całym świecie i nie maleje popyt na samochody. Jednocześnie media stale informują nas o wypadkach, w których giną setki osób rocznie. Większość z nich spowodowana jest błędem człowieka. Te pomyłki starają się wykluczyć twórcy eAut, którzy chcieliby zastąpić kierowców, za pomocą komputerów.

Ich wizja jest niezwykle interesująca. W przyszłych samochodach mogłoby nie być już kierownicy, a fotele byłyby ułożone na przeciw siebie, tak aby pasażerowie widzieli się twarzą w twarz. Pomiędzy nimi może znajdować się stolik, na którym można by wygodnie rozłożyć śniadanie czy laptopa i w ten sposób wygodniej podróżować. Całą obsługą pojazdu zajmowałby się komputer, który za pomocą dziesiątek kamer i czujników analizowałby drogę, dostosowywał prędkość do obecnych warunków, tak by jechać z maksymalnie szybką, ale i bezpieczną prędkością.

W dodatku taki kierowca nigdy nie zasnąłby za kierownicą, nigdy nie stracił czujności, zawsze pamiętał o włączaniu kierunkowskazów, a mógłby też zdalnie komunikować się z innymi pojazdami, aby omijać korki i tym samym podróżować najlepszymi możliwymi trasami. System ten miałby sprawdzać się też na parkingach, tak by komputer sam dowiedział się o wolnej pozycji i bez problemu w nią trafił.  W takim idealnym świecie, o wypadkach samochodowych dowiadywalibyśmy się równie rzadko co o wypadkach lotniczych, a my podróżowalibyśmy jeszcze szybciej niż dziś.

Ta epoka zdaje się nieuchronnie zbliżać. Już dziś w nowych samochodach montuje się systemy wykonujące za człowieka, wymagające największej precyzji manewry, m.in te dotyczące parkowania. Stosuje je coraz więcej producentów, a Ci słynący z stosowania największych innowacji podejmują się już nawet wprowadzania automatycznego prowadzenia pojazdu na autostradach i drogach szybkiego ruchu. Pomimo tego wciąż nie jesteśmy zgodni co do wielu kwestii jakie przyniesie ta rewolucja: kto odpowiada za ewentualne wypadki powstałe z winy eAut? Czy takimi pojazdy mogą podróżować osoby niemające prawa jazdy, albo będące pod wpływem alkoholu? Czy czas w jaki auto prowadzi się samo powinien wliczać się do czasu pracy kierowcy? Co w przypadku konieczności podróżowania szybciej niż pozwalają znaki? Są przecież sytuacje, w których dopuszcza to nawet prawo, jak te dotyczące ratowania ludzkiego życia. Czy w autach będzie zatem opcja „lekceważ ograniczenia prędkości” i jak rozgraniczyć ją od osób, które chciałyby ją wykorzystywać do jeszcze szybszego podróżowania?

A to tylko podstawowe pytania, jakie zadawane są już dziś. Ja chciałbym wybiec parę kroków w przód i zadać inne, nie mniej ciekawe dotyczące tej, jakby nie było, drogowej rewolucji.

Po pierwsze skoro będziemy mieć automatycznych kierowców, po co nam Ci… zwykli? To wydające się być absurdalnym pytanie, jest jednak niezwykle ciekawe. Bo czy zatem autobusy będą mogły podróżować wyłącznie z osobami, które zajmują się obsługą pasażerów? Albo czy tiry mogą podróżować zupełnie bez kierowcy? Skoro autopilot ma docelowo bez problemu radzić sobie z jazdą z punktu A do punktu B, to zatem ludzie są w nim niepotrzebni, a więc można się ich pozbyć. Ba, ePojazdy mogą podróżować 24 godziny na dobę bez przerwy, więc już na tym polu wygrywają z ludzkim kierującym. A to przecież byłaby katastrofa na rynku pracy na całym świecie.

Aby uświadomić sobie jak wielka to skala wystarczy wyjść na drogę szybkiego ruchu i policzyć ilość tirów, ciężarówek i autobusów, przejeżdżających nią w ciągu godziny. Kierowcy tych pojazdów nie jeżdżą dla przyjemności, ale wykonują określoną pracę. Gdyby zastąpiły ich maszyny, mogłoby okazać się, że wzrost bezrobocia byłby kolosalny.

Rozwiązaniem tej sytuacji można zaczerpnąć z ruchu lotniczego, gdzie epoka autopilotów jest już teraźniejszością. Ludzie obsługują samoloty jedynie w momencie startu i lądowania, choć potwierdzone jest, że komputery umieją wykonywać i te procedury. Tak naprawdę piloci w samolotach są już tylko po to by pokierować maszyną, w sytuacji, której nie przewidzieli twórcy autopilotów, Nie mniej w przypadku ruchu lotniczego, mniej sytuacji jest nagłych, wymagających natychmiastowej reakcji. Na drodze w każdej chwili trzeba być przygotowanym na wybiegnięcie dziecka czy nagłe hamowanie auta z przodu. Pytanie czy kierowca, którego stale zastępuje komputer, będzie miał taką samą czujność, jak w sytuacji gdy on cały czas prowadzi pojazd.

Często wsiadając do samochodu… nie wiem gdzie chcę jechać. Jak wiele osób na całym świecie, po prostu lubię kierować samochodem. To prawdziwa przyjemność podróżować, zwłaszcza bez celu i swobodnie decydować gdzie chcę jechać. Automatyczny pilot odbierze mi tę frajdę, bo moim zadaniem będzie jedynie wskazanie punktu docelowego – a całą trasę wykona za mnie komputer.

Wgłębiając się w ten fakt, uznaję, że… po prostu nie chcę automatycznych samochodów.

Podobają mi się udogodnienia jakie wprowadzane są wciąż w autach, ale uważam, że jak wszystko powinny mieć one kres. Nadmierne wyręczanie człowieka uczyni nas kalekami i sprawi, że w przypadku gdy automatyczny kierowca nie będzie w stanie wykonać jakiegoś zadania, nowe pokolenia zmuszone będą po prostu… iść na piechotę. Prawdę powiedziawszy nie wierzę też w to, że automatyczne auta, zniwelują liczbę wypadków do zera. Bo nawet najsilniejszy komputer, to wciąż pestka przy mocy naszego umysłu. Tylko musimy chcieć go wykorzystać. A nie zastąpić.