Konferencja WWDC 2013 dobiegła końca. Apple przez cały 2012 rok wydawało się, utrzymywać ?magię Jobsa? i na niej kręcić swój wizerunek. Stąd brak rewolucji w iPhone i tylko kosmetyczne zmiany w wyglądzie iOS. W 2013 roku było jednak inaczej. Apple zaprezentowało mnóstwo nowości i zupełnie odmieniło swój wizerunek. Jest lepiej czy gorzej? Zapraszam do mojego komentarza.

Apple jest firmą, która słynie z rewolucyjnych produktów. To właśnie w tej firmie powstają przedmioty, narzędzia, które później zmieniają niemalże cały świat IT. Tak było z iPhone, iPadem i MacBookiem Air i innymi produktami tej firmy. Choć pierwszy smartphone od Steve Jobsa został zaprezentowany w 2007 roku, to dopiero niedawno pojawiły się produkty, które były w stanie go prześcignąć. Z tego powodu firma potrzebowała rewolucji. Choć sprzedaż stale rosła, to często narzekało się, że na konferencjach Samsunga, HTC czy nawet Microsoftu zaprezentowano więcej rewolucyjnych usług, niż podczas premier prowadzonych przez Tima Cooka. Było w tym sporo prawdy, ale należy pamiętać, że firmy te prezentowały niemal nowe produkty, a Apple musiało dbać o aktualnych użytkowników. Z tego powodu, mało osób spodziewało się tak dużej rewolucji jaką dziś ujrzeliśmy…

TomekWyka

Ale po kolei.  Tegoroczne WWDC rozpoczęło się od krótkiej prezentacji z otwarcia nowego Apple Store w Berlinie. Ku zaskoczeniu wszystkich polskich fanów iFirmy, mieliśmy okazję zobaczyć w nim ekipę z serwisu MyApple.pl. Serdecznie gratuluję tego zaszczytu. Zapisaliście się w historii Apple, chłopaki! Po tym miłym dla Polaków akcencie, przyszedł czas na porcję ?suchych liczb? odnoszących się do statystyk z AppStore i iTunes. Potem wreszcie nadszedł czas na Maki i nową wersję OSX. Po kilku żartach dotyczących nazwy nowego systemu (miał nazywać się Sea Lion), zaprezentowano w końcu nowości.

SeaLion

OSX 10.9 ma nazywać się Mavericks i wprowadzać między innymi obsługę kilku aplikacji w trybie pełnoekranowym. Jest to ważna zmiana, ale nie ukrywam, że doskwierało to użytkownikom wielu ekranów już od co najmniej dwóch lat. Wiele ciekawszą nowością jest większa oszczędność procesora i pamięci. Nie skomentuję tego, bo chcę zobaczyć to w praktyce. Kolejnym etapem była przeglądarka Safari, która także doczekała się odmienionego wyglądu. Zyskała nowy pasek zakładek, integrację z Twitterem (jeszcze tu?) i kilka innych szczegółów. Póki co nie widzę jednak żadnego powodu, dla którego miałbym wrócić do niej z Chrome. Chyba, że będzie jakoś rewolucyjnie szybsza. Aha, od teraz hasła będą synchronizowane w iCloud, także z urządzeniami iOS.

OSX doczekał się także nowych aplikacji z iOS. Na Makach pojawia się zatem zarówno Mapy Apple, jak i książki z iBooks. To ważna nowość i bardzo przydatna, zwłaszcza jeśli Apple chce umocnić swoją pozycję na rynku. Wątpię abym czytał książki z poziomu komputera, ale gotów jestem je tam kupować i przechowywać, tak abym w wolej chwili mógł do nich przejść. Teraz czekam jedynie na kiosk, abym miał u siebie także subskrybowane gazety.

MacAirPo tej premierze przyszedł czas na aktualizację sprzętową. Apple zaprezentowało nowego MacBooka Air, który dzięki bardziej oszczędnemu procesorowi (choć bardziej wydajnemu) i lepiej zoptymalizowanemu systemowi, będzie mógł pracować NAWET 13 GODZIN BEZ ŁADOWANIA! To rewolucja w świecie komputerów, bo do tej pory nigdy nie doczekaliśmy się dwucyfrowego wyniku, w tej kategorii. Apple znów przełamało kolejną barierę i pokazało, że uzależnienie od gniazdka elektrycznego, jest uleczalne. Z drugiej strony, trudno mi wyobrazić sobie sytuację, w której potrzebowałbym tak długiego czasu bez ładowania. Rozumiem tablet, telefon, ale z komputera korzystam głównie w miejscach gdzie mam dostęp do elektryczności. Jeśli natomiast nie mam dostępu do gniazdka, nie mam też i dostępu do Internetu, a wtedy… no właśnie.

MacProDoczekaliśmy się także odświeżenia komputera dla profesjonalistów. W końcu, bo od pewnego czasu, wydawało się, że Apple odpuszcza sobie tę kategorię. Tak się na szczęście nie stało i Mac Pro pojawił się w nowej odsłonie. Dziś poza szybszym procesorem, większą ilością pamięci RAM, zyskał także nowe złącze Thunderbold 2.0 i obsługę monitorów w 4R. Co najważniejsze ten komputer powstał w Cupertino i będzie składany w USA. Czyżby era Assembled in China dobiegała końca?

Ostatnią nowością, którą zaprezentuję w tej części recenzji będzie… iWork dla Windows! Tak to prawda, Apple zdecydowało się zupełnie przeprogramować swój pakiet biurowy i umieścić go w całości w chmurze. Dzięki temu taki sam dostęp uzyskają do niego użytkownicy zarówno najnowszych wersji okienek, jak i Maków, a i zapewne nowszych Androidów. Takie rozwiązanie ma swoje wady i zalety. Do zalet na pewno będzie zaliczać się pełna przenośność tego pakietu. Od dziś, gdy zajdzie potrzeba wprowadzenia ostatnich poprawek z firmowego laptopa z Internet Explorerem, będzie można to zrobić. Niestety program ten straci zapewne na elitarności. Mac od lat był przecież ceniony właśnie za najlepszy program do prezentacji Keynote, wykresów i dokumentów. Webowa wersja ma jeszcze jedną wadę. Ja swoje dokumenty zapisuję w Dropboxie. Pisząc dłuższe artykuły także lubię ?odłączyć się? od sieci, aby nie być rozpraszanym przez różnorakie usługi. Czy teraz będzie to możliwe? Obawiam się, że nie.

Jak widać Apple już w tej części, zupełnie odeszło od dawnych, utartych schematów. Na zakończenie napisze, że dalsza część keynote była jeszcze ciekawsza. Jej opis już za chwilę.

Jakub Stanisław Wolak