surething

Apple po bardzo przełomowej zmianie w kategorii iPhone, odpuściło sobie w tym roku rynek tabletów. Trudno nie zgodzić się z faktem, iż dostaliśmy w tym roku, tylko lekko odświeżone wersje iPadów, które bez żadnych problemów, można było wprowadzić do sprzedaży już rok temu. Zapomnieliśmy o opcji, o której pogłoski pojawiły się nieco przed WWDC: trybie multiwindow, czyli pracy na kilku aplikacjach jednocześnie! A mogłaby pozwolić na tak wiele.

Wielozadaniowość to kwestia, która zawsze sprawiała Apple wiele problemów. Od premiery pierwszego iPhone, była obiektem drwin ze strony użytkowników Windows Mobile, którzy mogli w prosty sposób minimalizować aktywne aplikacje, przełączać się do innych, a potem powracać do poprzednich, a stan wszystkich pozostawał zupełnie bez zmian. Opcja ta pojawiła się dopiero w iOS4 i to w bardzo ograniczonej wersji. Tak naprawdę dopiero od iOS7, użytkownicy mają możliwość podglądu nie tylko na ikonkę zamkniętej aplikacji, ale i na jej okno. To ważne narzędzie, bo często niekonieczne jest przełączanie się do samego programu, aby sprawdzić w nim jakieś informacje. Jednakże to wciąż ułamek z tego, co oferują inne platformy, w tym także mobilne.

Pierwszą firmą, która zdecydowała się na wprowadzenie dzielenia ekranu pomiędzy różne aplikacje był Samsung. Zrobił to dla modelu Galaxy Note 2gen – tam po raz pierwszy można było podzielić ekran i pracować na dwóch aplikacjach jednocześnie. Ja pierwszy raz miałem okazję spotkać się z tym narzędziem w tablecie Note 8.0. W obu tych urządzeniach, to rozwiązanie wygląda dokładnie tak samo – z bocznego paska, znajdującego się po lewej stronie ekranu, można wybrać aplikację, która zajmie część ekranu, nie zamykając tej, którą mamy aktualnie otwartą. To ciekawa opcja, choć ograniczona jest do grona aplikacji, które wspierają ten tryb. Tym samym systemowy notatnik oczywiście działał, ale taki pobrany z Google Play, już nie. To spora wada, która ogranicza korzystanie z tego narzędzia.

Jeszcze inaczej do tego zagadnienia podszedł Microsoft. W Windows 8.1 aplikacje działające w trybie ModernUI bez problemu można przenosić do połowy ekranu, a w drugiej części mieć  otwartą dowolną inną, albo nawet typowy pulpit z klasycznymi okienkami! To oczywiście rozwiązanie skrojone głównie pod tablety, ale tam także nie przyjęło się z racji małej liczby aplikacji w Microsoft Store.

I tak naprawdę największą szansę na sukces w tej kwestii ma właśnie Apple. Firma ta ma najmocniejszy sposób nacisku na deweloperów publikujących swoje programy w jej markecie i myślę, że szybko nowe narzędzie wdrożyłoby tysiące programistów. Z pewnością wymagałoby to przedefiniowania obszaru roboczego, przebudowy aplikacji, ale skutek byłby rewelacyjny. Przeglądając stronę w Safari, można by edytować dokument w Pages, albo poprawiać dane w Numbers. Osoby, które nie wykorzystują iPada do pracy, mogłyby natomiast oglądać filmiki z YouTube, w międzyczasie przeglądając Facebooka,  albo rozmawiać ze znajomymi nie odrywając się od korzystania z Safari. A to tylko jedne z tysięcy zastosowań dla nowego trybu.

Dziś taki tryb wydaje się być naturalną konsekwencją rozwoju tego systemu w tabletach. Urządzenia te dysponują już bardzo wydajnymi procesorami, dużą ilością pamięci operacyjnej i co najważniejsze aplikacjami, które zyskują coraz więcej opcji z desktopowych odpowiedników. Urządzenia mobilne powoli przestają być narzędziami stworzonymi jedynie do odczytywania treści, ale przydają się także do ich tworzenia. Doskonale pokazało to Apple, gdy wydało bardzo funkcjonalne wersje pakietów iWork i iLife na iOS. To bardzo dobry krok, ale bez rozszerzania funkcjonalności systemu na niewiele się on zda.

Albo zmiany… albo koniec

Rynek komputerów znalazł się dziś w bardzo trudnej sytuacji. Ludzie coraz rzadziej kupują te urządzenia , a zastępują je smartfonami i tabletami. O dziwo jednak problem mają także same tablety, które pomimo niższych cen, także cieszą się coraz mniejszą popularnością. Wciąż chętnie je nabywamy, ale zwykle do roli „półkowników”, a więc urządzeń, które po krótkim okresie zachwytu, lądują na półce, albo w szafce, obok innych rzadko używanych gadżetów. I aby uratować ten rynek potrzebne są właśnie nowe funkcje. Tablety muszą zyskać więcej opcji, którymi dysponują dziś komputery, właśnie po to by zachęcić do siebie użytkowników.  Są to takie rozwiązania jak wspomniana wcześniej praca w wielu oknach jednocześnie, ale także obsługa pendrive czy wsparcie dla myszki lub osobnych touchpadów i  zewnętrznych monitorów. To opcje, które wciąż są cechą jedynie niewielu tabletów konkurencji, a aby pomóc na szerszą skalę, muszą trafić także do pozostałych, w tym tańszych modeli.

To może być tak naprawdę ostatni krok w kierunku ratowania tabletów. Dziś, poza garstką ich maniaków, zwykle bywa tak, że osoby, które kupią je raz, później już ich nie wymieniają. Niewielka ilość nowych możliwości, zniechęca do ponownego wydatku na nowy sprzęt. Zwłaszcza, że np. w przypadku iPadów, wszystkie modele, poza pierwszą generacją, wciąż mają dostęp do aktualnego systemu! A to właśnie brak update zwykle jest największą motywacją, do wymiany urządzenia na nowe. Aby więc nowy iPad znów generował sprzedaż jego nowy system, powinien wprowadzić na tyle ciekawe funkcje, by poważnie zachęcić obecnych użytkowników, do wymiany i ponownej zapłaty za sprzęt.

Jeśli natomiast tak by się nie stało, to wielkie smartfony, zwane fabletami, mogą szybko zakończyć epokę tabletów. Użytkownicy dziś wolą rezygnować z dwóch urządzeń, na korzyść jednego uniwersalnego. Świetnie pokazuje to popularność zarówno serii Note w świecie Galaxy, jak i iPhone 6+ w ekosystemie Apple. Aby zatrzymać ten trend, choćby na chwilę, tablety muszą zyskać jakąś przewagę nad telefonami. Bo dziś jej ewidentnie brakuje.