Apple jest firmą, która wiele już przeszła. W jej ofercie były już takie urządzenia jak drukarki, czy niezbyt udane palmtopy z rysikiem. Wszystko zmieniło się, gdy powrócił do niej Steve Jobs. Szybko usunął z jej portfolio wszystkie niepotrzebne produkty i rysując prostą tabelkę wskazał jakie komputery, dla jakiej grupy docelowej będzie produkować Apple. Od jego śmierci minęło już ponad 3 lata i wygląda na to, że Tim Cook niebezpiecznie wraca do dawnego stanu rzeczy. Już dziś w ofercie Apple panuje taki bałagan, jakiego nie było nigdy dotąd.

Bardzo ceniłem Apple za to, że wybór produktów z jej portfolio był prosty i przyjemny. Wiedziałem, że jeśli chcę kupić dobry model, który posłuży mi przez długie lata, warto wybrać najnowszy sprzęt. Byłem przekonany, że ten model będzie charakteryzował się najdłuższym wsparciem technicznym i wyposażony jest w najlepsze aktualnie podzespoły. Dotyczyło to zarówno laptopów, jak i sekcji mobilnej. Tańsze modele były przeznaczone dla uboższych użytkowników, którzy mogli nabyć model o podobnych jak aktualny możliwościach, ale słabszych podzespołach. Konsekwencją tego był fakt, że działał on nieco wolniej i wcześniej tracił możliwość aktualizacji systemu.

Obecnie jednak jest zgoła inaczej. W portfolio firmy panuje bardzo duży bałagan, w którym niejednokrotnie już zgubiłem się ja: zaangażowany użytkownik tej firmy. Co dopiero musi czuć klient, który nie jest obeznany w najnowszych trendach, a chce kupić najlepszy możliwy sprzęt, jednocześnie za niego nie przepłacając? A niestety pułapek czyhających na niego jest mnóstwo.

Największy bałagan panuje w świecie tabletów. Obecnie Apple sprzedaje je aż w 72 konfiguracjach i naprawdę ciężko się w nich odnaleźć. Aktualny model Mini 3 ma identyczne podzespoły jak Mini 2, a wyróżnia go jedynie złota wersja i czytnik TouchID. Różnica jest oczywiście w cenie, bo najnowszy model jest o 400 złotych droższy. Oznacza to, że aktualizacje będą otrzymywać przez tak samo długo i będą pracować tak samo szybko. Jaki cel ma zatem utrzymywanie obu modeli w ofercie? Sam decydując się nad wyborem iPada Mini zastanawiałem się nad najnowszym modelem, ale jego zakup wydał mi się po prostu nierozsądny. Nabyłem zatem starszy z 2013 roku, choć miałem ochotę kupić najnowszy sprzęt.

 oferta-tabletow

Pipadmini2vsmini1brzeglądając ofertę można zadać jeszcze wiele podobnych pytań: jaki cel ma ciągłe sprzedawanie modelu Mini 1 generacji, skoro od jego premiery minęło już ponad 2 lata, a ma on identyczne podzespoły jak iPad 2 z 2011 roku?! W marcu miną 4 lata od premiery procesora A5 i jego prędkość działania pozostawia dziś wiele do życzenia. Sens nabywania tego urządzenia wydaje się wątpliwym, zwłaszcza że dokładając 200 złotych otrzymuje się sprzęt z podzespołami, które Apple wykorzystało w tablecie z 2014 roku.

Tym samym wybranie najbardziej opłacalnego modelu, wcale nie oznacza wybrania najnowszego sprzętu. Najnowsze urządzenia wcale nie gwarantują najdłuższego wsparcia ani szybszej pracy. Z drugiej strony różnica pomiędzy najtańszym a średnim modelem w cenie jest niewielka, a w kwestii podzespołów już tak.

Niestety nie mniejszy bałagan panuje w ofercie komputerów. Obecnie Apple ma w niej aż 10 typów komputerów, które w dodatku można nabyć w różnych konfiguracjach. Chcąc podjąć dobrą decyzję o wyborze jednego z nich, trzeba uwzględnić wiele czynników i zgodzić się na wiele kompromisów (np. dłuższy czas pracy na baterii w zamian za wydajność, albo odwrotnie). Dodatkowe możliwości przyczyniają się do powstawania dużej liczby wątpliwości: czy dedykowana karta graficzna w modelu PRO 15” jest warta 2200 złotych? Albo czy lepiej wybrać MacBooka Pro z szybszym procesorem, czy Air z lepszą kartą graficzną? Takich pytań może być bardzo wiele i obecna oferta Apple nie pomaga w podjęciu decyzji.

Wielu z Was powie mi, że im większy wybór tym lepiej dla klienta. Podpiszę się pod tym, pod warunkiem, że te możliwości nie są tworzone na siłę. Ciężko nie zgodzić się z faktem, iż iPad Mini pozostał w sprzedaży tylko po to, aby Apple mogło pochwalić się w reklamach: iPady już od 1099 złotych. Dotyczy to także komputerów w 2015 roku z 4GB pamięci RAM. Zwłaszcza że część z nich jest już zalutowana i rozszerzenie pamięci w przyszłości będzie niemożliwe.

Tim Cook jest marketingowcem. On doskonale wie jak wyciągnąć od swoich klientów maksymalnie dużo pieniędzy, sprzedając im maksymalnie mało. Chociaż startowe ceny komputerów Apple są niskie, to każdy wnikliwy użytkownik, decydujący się zapłacić kilka tysięcy za komputer, dołoży jeszcze te kilkaset złotych za więcej pamięci RAM. A ponieważ ma to być sprzęt na lata, być może dobierze też mocniejszy procesor. I dla spokojnego snu dorzuci też pakiet Apple Care. I przez to sztuczne zaniżanie cen radość z nabywania sprzętów z Cupertino nie jest już taka jak kiedyś.

 zawyzoneceny

mbaApple jako marka premium powinna sprzedawać wyłącznie sprzęty z najwyższej półki. Najtańsze produkty, jakie są w jej ofercie trudno dziś tak spasować. 4GB RAM przy większym zapotrzebowaniu na pamięć, jaką ma OS X w 2015 roku jest już lekko niewystarczające. To samo dotyczy dwurdzeniowych procesorów taktowanych zegarem 1,4 GHz. Tak słabe już dziś wpłyną na wolniejszą pracę komputera, a trudno wyobrazić sobie, jak będą działać za kilka lat. I chociaż w ofercie Apple należą do najtańszych, to należy zapłacić za nie więcej niż przeciętne komputery w świecie PC i trudno dziwić się użytkownikom, że oczekują od nich więcej. Tak słabe podzespoły nie są w stanie spełnić tych wymagań, a to odbija się na zadowoleniu użytkowników.

Nadzieją na przyszłość nie napawa także Apple Watch. Chociaż wciąż wiemy o nim bardzo niewiele, to z informacji podanych deweloperom wynika, że występować on będzie w wersjach z różnymi rozmiarami. To najpewniej sprawi, że powstaną niepotrzebne pytania dotyczące tego jaki sprzęt wybrać. Czy lepiej zdecydować się na tańszy, bo przecież to tylko zegarek, asystent iPhone, czy może lepiej dołożyć i kupić model z większym ekranem? Tylko czy większy wyświetlacz nie sprawi, że będzie on trzymał krócej na baterii? To tylko pierwsze pytania, które nasuwają mi się na myśl, a zapewne z czasem będzie ich więcej.

Za życia Jobsa, nie byłem jego zwolennikiem, ale dziś czuję, jak bardzo go brakuje. Apple jest firmą, która słynęła z indywidualnego stylu, prostoty, którą obecnie zabija się walcząc cenowo o nowych klientów. Coraz częściej odczuwam, że w tej cyferkowej walce ofiarą, poza wydajnością, staje się także jakość. Niestety, w konsekwencji tracimy na tym my wszyscy. Tim Cook, dla którego najważniejszą rolę ma zadowolenie inwestorów, a nie klientów, nie przykłada już do tego wagi. I rozumiem już, jak ważny jest dobry CEO mający wizję dla swojego przedsiębiorstwa. Szkoda, że już go nie ma w Apple…