Adobe jest firmą, która już kilkukrotnie zmieniła świat informatyki. Jej produkty, takie jak PDF, Flash czy Photoshop, to wciąż podstawowe i stale wykorzystywane oprogramowanie na dziesiątkach milionów komputerów. Pomimo tego wspaniałego statusu, firma nie odpuszcza i wciąż tworzy rewolucyjne produkty. Miałem zaszczyt uczestniczyć w ostatniej warszawskiej konferencji Creative Days, na której ewangeliści tej firmy, przedstawili najważniejsze zmiany, jakie zostaną wprowadzone w najbliższych miesiącach. A są one iście rewolucyjne.

W Adobe pracuje kilkadziesiąt tysięcy osób. Zajmują się one rozwojem produktów korporacji. Nikt jednak nie zliczy milionów osób utrzymujących się dzięki narzędziom stworzonym przez tę firmę. W czasie walki z internetowym piractwem, pozwami dla przedsiębiorstw wykorzystujących aplikacje bez licencji, przychody Adobe stale rosną. Pomimo tego problemem, z którym szefostwo firmy musi się mierzyć, są także użytkownicy, którzy kupili już legalne oprogramowanie. I wcale nie jest to mały problem.

Doskonałym przykład takiego “problemu” mogę obserwować w moim domu. Mój Tato, inżynier budownictwa, stale pracuje w Autocadzie firmy Autodesk. Ma pełną, komercyjną i pudełkową licencję na ten program… z 2007 roku. Od tej daty nie zdecydował się na upgrade, z jednego prostego powodu. Nowsze wersje albo nie wprowadzały większych zmian, albo były zbyt rewolucyjne (np. wstążka z 2012 roku). Na jego komputerze funkcjonuje także Office 2003 (z wtyczką do obsługi DOCX), a Windows XP został zastąpiony, dopiero niedawno, przy okazji zakupu nowego komputera. Wydaje się zatem, że nie ma problemu: korzysta przecież z legalnego, bezpiecznego oprogramowania. Niestety korporacje zarobiły na nim tylko raz, co jest dla nich stanowczo zbyt mało. Oprogramowanie się nie psuje (a jeśli już, to wystarczy zainstalować je ponownie), zatem giganci muszą znaleźć inny sposób, aby przekonać takich użytkowników, jak mój Tato, do częstszych wpłat na ich konta.

Pierwszą dużą firmą, która wprowadziła nowy system opłat za programy jest Microsoft. Stworzył on specjalną, internetową wersję swojego pakietu biurowego “Office 365”, która działa tylko w przeglądarce i wymaga systematycznych opłat. Są one niższe niż standardowa cena za pakiet, ale w dłuższym czasie ją prześcigną. W zamian za to Office ma się nie psuć, nie wymagać aktualizacji (zmiany wprowadza na bieżąco Microsoft), a co najważniejsze ma być w pełni przenośny pomiędzy komputerami. Nie jest to jednak w pełni wygodne, ponieważ wymaga stałego dostępu do sieci i funkcjonuje niezbyt dobrze na komputerach z niską przepustowością łącza.

Creative Days 1Gdy zatem dowiedziałem się o Creative Cloud mocno się przeraziłem. Gdyby Adobe przeniosło wszystkie swoje narzędzia do przeglądarek, oznaczałoby to gigantyczne problemy (wystarczy wyobrazić sobie edycję kilkunastogigabajtowego filmu w taki sposób). Na szczęście decyzja była diametralnie inna. Od 16 czerwca, co prawda Adobe “przejdzie w chmurę”, ale wszystkie programy wciąż będą tradycyjnie instalowane na dysku. Dostęp do nich posiądą wyłącznie użytkownicy, którzy wykupią subskrypcję (tj. ograniczoną czasowo licencje), ale w zamian za to będą mieli natychmiastowy dostęp do  nowych aktualizacji. Dodatkowo wszystkie zmiany (łącznie z tymi w interface) będą automatycznie synchronizowane z chmurą i wprowadzane na komputerach, na których zainstalowane jest oprogramowanie. Ciekawym atutem jest też fakt, iż aplikacje nie muszą być stale wgrane na dysku, ale można je pobrać w dowolnym momencie. Przyda się to w jednostkach z mniejszymi dyskami SSD, ale za to z szybkim łączem.

Wszystkie narzędzia działają jednak offline, a użytkownik może wybrać czy przechowuje swoje projekty na serwerach Adobe, czy swoich lokalnych dyskach. Jeśli wybierze pierwszą propozycję uzyska dodatkową możliwość edycji, przez przeglądarkę z dowolnego komputera.

Creative Days 2To rozwiązanie podoba mi się zdecydowanie bardziej od tego wprowadzonego przez Microsoft. Najważniejszą zaletą jest mniejsze uzależnienie od dostępu do internetu. Pomimo możliwości synchronizacji ustawień, plików z chmurą, narzędzia Adobe wciąż działają offline. To ważne, gdyż po zainstalowaniu pakietu na laptopie, nie muszę być uzależniony od połączenia z siecią. Po zakończonej pracy, albo po powrocie do domu, wystarczy, że na chwilę uruchomię mobilny komputer, a wszystkie zmiany zostaną automatycznie przeniesione na iMaca.

Creative Cloud docenią też zapewne osoby, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z narzędziami Adobe. Komercyjna licencja na najbogatszą edycję Master Collection, to koszt w granicach 10 tysięcy złotych. A tylko ta licencja umożliwia korzystanie z wielu programów od tej korporacji. W CC, miesięczna subskrypcja wynosi 61,49?. Uważam, że dla kogoś kto potrafi wykorzystać potencjał drzemiący w narzędziach Adobe, zapracowanie na taką licencję nie powinno być problemem. Z pewnością comiesięczna opłata będzie mniej odczuwalna dla portfela, niż jednorazowa transakcja na kwotę kilku tysięcy złotych. Początkujący użytkownicy przestaną być skazani na pirackie oprogramowanie, gdyż nie będą zmuszeni inwestować fortuny, w swój biznes. Jeśli uznają, że wolą korzystać z innego rozwiązania, będą mogli po prostu zrezygnować z subskrypcji.

Creative Days 3Pytanie czy tacy użytkownicy jak mój Tato, korzystający od lat z jednej wersji programu, będą skłonni przesiąść się na chmurowe rozwiązanie. W pewnym sensie kiedyś zostaną do tego zmuszeni. Autocad 2007, choć w pełni sprawny, nie jest w stanie uruchomić projektów, stworzonych w nowszych wersjach programu. Z Photoshopem, Illustratorem jest bardzo podobnie. Z tego powodu, decyzja o migracji na nowszą wersję, w pewnym momencie będzie konieczna. Jeśli Autodesk, tak jak Adobe, zastosowałby model subskrypcyjny, postawiłby użytkowników w sytuacji bez wyjścia. Albo płacicie co miesiąc za program, albo kupujecie starszą, pozbawioną aktualizacji wersję aplikacji. Programy obecnie CC nie różnią się wiele od CS6, ale z biegiem czasu, dystans dzielący te aplikacje będzie się powiększać. Kupno wieczystej, lecz pozbawionej update?ów licencji na pakiet CS6, przestanie być zatem zupełnie opłacalne.

Nowości wprowadzone w programach oznaczonych symbolem CreativeCloud, nie są rewolucyjne. Trudno oczekiwać od Adobe, aby zaprezentował dziś narzędzia pokroju Photoshopa czy InDesigna. Wersja CC wprowadza jednak mnóstwo małych usprawnień, które w duży sposób ułatwiają pracę. I takich aktualizacji od teraz spodziewać się można systematycznie. Nie trzeba będzie czekać na zbiór nowości oznaczony kolejną, dużą wersją CreativeSuite. Co jakiś czas firma wydawać będzie kolejny zbiór nowości, dostępny jedynie dla aktualnych subskrybentów.

Creative Days 4Informatyka się zmienia. Czasy gdy Internet był jedynie narzędziem do pozyskiwania pirackich wersji aplikacji, przeszły do historii. Dziś Sieć, jest świetnym sposobem zarówno do zarabiania, jak i wydawania pieniędzy. Zauważyły to korporacje, które coraz częściej decydują się na usługi typu Cloud. Mam jednak nadzieję, że jeszcze przez jakiś czas wzorcem do tego, będzie rozwiązanie Adobe, a nie Microsoftu.

 

Jakub Stanisław Wolak