surething

Konferencja Apple zbliża się wielkimi krokami. Im bliżej do niej, tym więcej plotek dotyczących tego, co zostanie na niej zaprezentowane. W sieci aż huczy od przecieków dotyczących nowych tabletów z dużymi ekranami czy odświeżenia urządzenia smart.TV tej firmy. Najprawdopodobniejszymi nowościami są kolejne wersje OS X i iOS. Oba systemy potrzebują dużej optymalizacji osiągniętej kosztem mniejszych zmian, a ich użytkownicy pragną nowych funkcji. Apple może próbować wypośrodkować te potrzeby lub stworzyć… dwie wersje iOS.

W moim ostatnim wpisie opublikowanym na łamach SureThing poruszyłem temat wydania OS X z długoletnim wsparciem. Opisałem w nim powody, dla których obecny, coroczny cykl aktualizacji jest dla wielu uciążliwy i dlaczego warto stworzyć jedną, ale wspieraną przez kilka lat wersję dektopowoego systemu. Dziś żyjemy w świecie inteligentnych smartfonów, które coraz częściej zastępują nam komputery. I w tej kwestii coroczne aktualizacje mogą stać się dla wielu niepotrzebnym problemem, zwłaszcza że w świecie Apple, po ich wgraniu nie łatwo jest cofnąć się do poprzedniej wersji. Dlatego i w tej kwestii warto by się zastanowić nad rozdzieleniem systemu na wersje dla profesjonalistów i domowych użytkowników.

Tim Cook lubi chwalić się tym, ile korporacji korzysta z produktów Apple. Dzięki narzędziom stworzonym w Cupertino dużo łatwiej jest stworzyć modyfikację iOS, którą można wgrać nawet na tysiącach urządzeń pracowników. Specjalne aplikacje pozwalają rozbudować mobilną platformę o wewnętrzne firmowe programy lub też zablokować w urządzeniach dostęp do niektórych opcji systemowych. Niestety co roku zmorą korporacji są nowe wersje iOS, które często zmuszają do aktualizowania nie tylko systemu, ale i stworzonych pod niego aplikacji. To bardzo uciążliwe i dlatego Apple powinno zastanowić się, czy nie stworzyć wersji systemu, która otrzymywałaby update znacznie dłużej. Pokazując, że iOS to już naprawdę dojrzała platforma.

Pierwsze generacje iOS, wydawane jeszcze pod nazwą iPhoneOS, oferowały jedynie podstawową funkcjonalność. Odkąd jednak powstał AppStore, w którym znalazło się miejsce dla twórczości programistów z całego świata, możliwości mobilnej platformy Apple zaczęły lawinowo rosnąć. Docenili to użytkownicy, którzy coraz częściej decydowali się na urządzenia Apple, ale nie korporacje, które wyposażały wtedy swoich pracowników w urządzenia BlackBerry. I aby skłonić się ku użytkownikom tych firm, w Cupertino powstały narzędzia, które pozwalały zmodyfikować każde wydanie iOS pod kątem zastosowań korporacyjnych. Wraz z każdą wersją systemu, jego biznesowe zastosowania stawały się coraz atrakcyjniejsze, a korporacje chętniej decydowały się na migrację z „jeżynek” na „jabłka”.

Dziś Apple jest liderem rynku mobilnego, a BlackBerry zajmuje już tylko niewielką jego część. Nie oznacza to jednak, że Tim Cook powinien czuć się pewnym swojej pozycji i może zignorować zupełnie konkurencję. Mobilna platforma ma wiele bolączek, do których należy także zbyt duża częstotliwość wydawania nowych wersji. O ile duże updaty systemu cieszą zwykle domowych użytkowników, to dla administratorów to czysta udręka; często wpływają one na działanie aplikacji i wymagają aktualizowania programów pod nie, tak aby działały bezproblemowo. Dodatkowo duże zmiany w interface, jakie zaszły np. przy premierze iOS7, są i dla samych użytkowników uciążliwe, bo wymagają przestawienia się na nowy wygląd systemu. A jak wiadomo w zastosowaniach pracowniczych, od wyglądu i nowych opcji, znacząco ważniejsza jest podstawowa funkcjonalność i wygoda obsługi nowego systemu. To w ostatnim czasie jest słabością produktów Apple.

Odkąd Tim Cook kieruje firmą z Cupertino, iOS przechodzi dosyć radykalne zmiany. Z pewnością najbardziej odczuwalna była zmiana interface w wersji siódmej, ale także aktualne, ósme wydanie, otrzymało bardzo dużo nowości od strony technicznej. Niestety konsekwencją wprowadzania tylu nowości jest pogarszanie się stabilności systemu. Dziś możemy już jedynie tęsknić za tym dopracowanym do ostatniego szczegółu iOS6, w którym praktycznie nie występowały nagłe crashe aplikacji czy inne błędy, pojawiające się podczas działania systemu. Dziś jest inaczej i takie problemy są utrapieniem wielu użytkowników. Chociaż programiści w Cupertino z każdą kolejną wersją starają się dopracować swoje dzieło, to przez to, że muszą skupić się na rozbudowywaniu opcji, nie mogą poprawić wszystkich błędów.

Sam jako użytkownik iPhone i iPada doświadczam wielu problemów z aktualnym wydaniu tych systemów. Przeglądarka lubi nagle się wyłączyć, a klawiatura albo nie pokazać, albo wyjechać w niespodziewanym momencie. Natomiast spośród kilkudziesięciu nowości, jakie pojawiły się w iOS8, na co dzień wykorzystuję raptem kilka. Zaczynam rozumieć, że obecna wersja jest wystarczająca, a zamiast nowych opcji, wolałbym poprawki błędów, naprawdę irytujących podczas obecnego korzystania z iUrządzeń. I rozmawiając z wieloma użytkownikami, słyszę często podobne opinie.

I teraz Tim Cook musi zadecydować o tym, jak rozwijać się będzie iOS. Jeśli zdecyduje się to robić w dotychczasowy sposób, będziemy musieli zapomnieć o dawnych czasach, a przyzwyczaić się do tego, że kolejne wersje będą także pełne błędów i niedoróbek. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłoby dopracowanie obecnej wersji systemu i zaoferowanie jej z długoletnim wsparciem, obok nowej przeznaczonej dla entuzjastów nowych rozwiązań. Taki krok sprawiłby, że z pewnością w świecie iOS doszłoby do pewnej fragmentacji, bo użytkownicy podzieliliby się na tych, ceniących nowe opcje, a inni wybraliby stabilność. W dłuższej mierze mogłoby to jednak przyciągnąć do Apple jeszcze więcej nowych klientów.

iOS stałby się wtedy prawdziwie biznesową platformą, która poza możliwościami konfiguracji przez firmowych informatyków, otrzymywałaby długoletnie wsparcie świadczone przez Apple. Taka wersja nie otrzymywałaby nowych opcji, ale po każdej wykrytej luce (umożliwiającej np. jailbreak), powinna szybko pojawiać się poprawka, która uniemożliwiałaby jej wykorzystanie. Dzięki temu administratorzy, zajmujący się obsługą setek czy tysięcy urządzeń Apple, wykorzystywanych w wielkich przedsiębiorstwach nie musieliby już co roku aktualizować systemu, aby pozostać odpornym na ataki. Dla wielu użytkowników możliwości wprowadzane przy okazji nowych wersji iOS są mało znaczące, a najważniejszą opcją jest wygodna i bezproblemowa obsługa samego urządzenia. Gdyby Apple coś takiego zrobiło, mogłoby pozwolić takim klientom korzystać ze swoich telefonów i tabletów z jeszcze większą satysfakcją.

Naturalnie taka wersja mogłaby pojawić się obok, a nie zamiast dotychczasowych corocznych wersji. Wymagałoby to nieco większego nakładu pracy, bo trzeba by aktualizować osobno starsze wydanie z dłuższym wsparciem, oraz najnowsze, ale patrząc na przykład Microsoftu, który aktualizuje wciąż wydaną w 2007 roku Windows Vistę, to jest jak najbardziej możliwe. Trudniejszym problemem może być jedynie umożliwienie instalowania starszego systemu na nowszych urządzeniach. Do tej pory nowe telefony i tablety Apple wydawane są z najnowszą możliwą wersjąiOS i nie ma możliwości wgrania na nich starszych wydań. Jeśli Tim Cook chciałby dotrzeć jeszcze lepiej do korporacji i użytkowników z innymi wymaganiami, powinien zastanowić się, czy to na pewno dobre ograniczenie. Gdyby umożliwił wybór pomiędzy aktualną wersją, która ma dodatkowe funkcje, ale może mieć błędy, albo korzystanie ze starszej, ale bardziej dopracowanej, mógłby pogodzić potrzeby dwóch grup użytkowników. A te na pewno odwdzięczyliby się wyborem iPhone i iPada jako kolejnego urządzenia.

O ile jednak w ujęciu światowym sprzedaż iPhone rośnie, to już w Stanach Zjednoczonych udział iOS spada. Sytuację ratują Chiny, które oferują gigantyczne zapotrzebowanie na produkty z “jabłuszkiem”, jednocześnie windując bardzo statystyki. Możliwe natomiast, że spadek popularności telefonów i tabletów Apple w USA spowodowany jest właśnie pogarszającą się jakością systemów, w jakie są wyposażone. I ten trend odwrócić mogłoby właśnie takie rozdwojenie iOS.

Pytanie tylko, czy Tim Cook będzie tego chciał. Obecny wzrost sprzedaży w Chinach daje mu spokój ze strony inwestorów, więc taka decyzja mogłaby być tylko niepotrzebnym ryzykiem. A że skorzystaliby na niej wszyscy… no cóż trudno, przecież nie o to w tym biznesie chodzi.