Rok 2012 z pewnością zapisze się w historii jako rok najintensywniejszej walki z piractwem w sieci i jednocześnie jako czas bitew o wolny Internet. Dwie strony sporu nieustannie zarzucają się statystykami: a to odnośnie tego ile miliardów dolarów szkód powoduje ?webowa czarna strefa?, lub też dotyczących tego jak szkodliwa może być cenzura WWW. Ja, jako osoba otwarcie sprzeciwiająca się jakiejkolwiek próbie blokowania witryn, chciałbym przedstawić sposób w jaki nauczyłem się kupować legalną, a przede wszystkim tanią muzykę.

Gdy przechadzam się, w wolnej chwili, po Empiku w moim mieście i dotrę do półki z muzyką, bardzo często doznaję nie miłego zaskoczenia: pudełko z okładką, w środku płyta audio i cena… 79,99. To z pewnością za drogo jak na kieszeń przeciętnego Polaka, zwłaszcza, że jedynym wyznacznikiem jest okładka, bo lokalny sklep, nie umożliwia ?przesłuchania? utworów. A nawet jeśli taka opcja byłaby dostępna, to przecież inaczej słucha się na spokojnie w domu, a zupełnie inaczej gdzieś w środku księgarni będąc otoczonym przez innych ludzi. Dlatego bardzo długo werdykt był jeden: piosenki pobierałem z sieci, a jedyne albumy jakie miałem, to te, które dostałem w prezencie.  Wiele ściągniętych utworów było jednak kiepskiej jakości, a co gorsza, wiele z nich było niepoprawnie podpisanych i już posiadanie niewielkiej kolekcji przyprawiało o zawrót głowy, gdy chciało się znaleźć pojedynczy przebój. Korzystną rewolucję przyniosła… zmiana odtwarzacza na iTunes i dostęp do jego marketu. 

Internetowy sklep z muzyką Apple iTunes Store na stałe zawojował już zachodnie rynki. W Polsce dostępny jest dopiero od 29 września ubiegłego roku. Jedną z jego największych zalet jest możliwość bezpłatnego przesłuchania fragmentu danego utworu (około minuty) w dowolnej ilości razy. Jednak już w momencie premiery, mówiło się, że może nie odnieść sukcesu, ze względu na kiepski przelicznik cen (1? = 1$). I chociaż jest on niestety prawdziwy, to i tak wiele można zaoszczędzić, kupując pojedyncze utwory, a nie całe płyty. Możliwość nabywania pojedynczych piosenek to kolejny z uroków marketu spod znaku nadgryzionego jabłka. Cena jednego przeboju waha się w granicach od 0,69? do 1,59?, co nie jest już tak zaporową ceną jak 80 złotych za pudełko z audio. Jest to niezwykle przydatne gdy nie słucha się całych albumów, a różne utwory z wielu płyt. Zgromadzenie całej kolekcji legalnych nośników, kosztowałoby wtedy fortunę, a można za parędziesiąt złotych, kupić same ulubione kawałki.  Zwłaszcza, że kupowanie ogranicza się do dwóch kliknięć i potwierdzenia hasłem. Później program sam wyszuka i pobierze interesujące nas materiały. Wszystkie będą oczywiście w bardzo dobrej jakości, wraz z odpowiednimi nazwami, a do każdej piosenki zostanie przypisana okładka albumu, z którego pochodzi, co umożliwi korzystanie z trybu graficznego. 

I to skłoniło mnie do pierwszych zakupów: nie wygórowane ceny, połączone z łatwością kupowania i informacjami o utworach były odpowiednią motywacją do zainwestowania w legalne piosenki. Tym co jednak zachęciło mnie do większych wydatków były… promocje. Dzięki nim można kupić pełne albumy, w dużo niższych cenach. Nabyłem więc składankę Madonny Celebration składającą się z 38 piosenek za 5?, Phila Collinsa i jeszcze kilka albumów w podobnych cenach. Ich odpowiedniki w sklepie muzycznym, z pudełkiem i płytą kosztowałyby mnie kilka razy więcej. Niestety jak to z promocjami bywa, uległy już zakończeniu i dziś cena tych składanek w iTunes Store, nie różni się wiele od tej z tradycyjnej dystrybucji. Warto jednak obserwować ten sklep i czekać na okazję, bo można nabyć wtedy dobre ?płyty? w bardzo niskich cenach. A piractwo wtedy jest w żaden sposób nieuzasadnione.


Zwykła cena albumów w iTunes Store, nie jest rewolucyjna, zwłaszcza, że otrzymuje się jedynie internetową wersję muzyki. Oszczędność na poziomie 10 czy 15% od klasycznego albumu, nie zachęca do nabywania ich w wersji online. Zgodzę się w pełni z osobami, które wolą dopłacić brakujące kilkanaście procent i mieć fizyczny nośnik, który przecież zawsze mogą zaimportować do swojej cyfrowej biblioteki. Osoby, które jednak korzystają wyłącznie z pirackich materiałów, chciałbym zachęcić do przetestowania sklepu Apple. Warto i należy wspierać twórców, kupując przynajmniej ich najlepsze kawałki.  A i całe płyty, gdy decydują się obniżyć na nie ceny.

Gdyby filmy i inne treści w iTunes Store były w niższej cenie i polskiej wersji językowej, z pewnością też bym je co jakiś czas nabył. Zwłaszcza, że posiadam Apple.TV, na którym te media jeszcze lepiej się wykorzystuje. Póki co jednak, wydawanie ceny porównywalnej z biletem do kina, na film w języku angielskim, nie wydaje się być odpowiednim interesem. Mam jednak nadzieję, że to się w przyszłości zmieni. I to właśnie przez odpowiednią cenę, prostotę zakupów, odbędzie się walka z piractwem. A nie przez cenzurę sieci, jak chcą tego wielkie wytwórnie…